Olympique M. – Borussia D. 3-0: konsekwencja górą

Trzy indywidualne błędy oraz brak konsekwencji w taktyce zdecydowały o tym, że Borussia, mimo momentów bardzo dobrej gry, wyjechała z Marsylii bez punktów.


Obaj trenerzy nie zaskoczyli z ustawieniami swoich zespołów. Obejrzeliśmy więc z dwóch stron 4-2-3-1, z małymi w pierwszej fazie odległościami między formacjami. Borussia zaczęła bardzo wysoko, starając się pressingiem powstrzymywać ataki gospodarzy jeszcze na ich własnej połowie. Solidna gra powodowała, że piłkarze z Marsylii musieli szukać dłuższych podań, by opuścić okolice pola karnego. Początkowo jednak przy prostopadłych piłkach marsylczyków bardzo dobrze reagowała defensywa gości, przytomnie łapiąc zawodników z Velodrome na spalonym. Była to ze strony Dortmundu gra bardzo ryzykowna, ale wydawało się, że goście opanowali sytuację, dodatkowo zaś zaczęli stwarzać sobie dogodne sytuacje. Jedynym powodem do niepokoju był brak asekuracji dla Łukasza Piszczka. O ile Schmelzer mógł liczyć na wsparcie głęboko grającego Grosskreuza, tak po drugiej stronie Goetze niespecjalnie spieszył się do zabezpieczania ofensywnych wyjść Polaka.

Przełom przyszedł po poślizgnięciu się Suboticia, Remy wychodził dzięki temu na sam na sam, wystawił jednak piłkę Ayewowi, który wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Wtedy nagle Borussia spanikowała. Obrona cofnęła się znacznie głębiej, czemu nie towarzyszyło równoczesne przesunięcie się środka pola. Efektem była luka, którą bez skrupułów wykorzystywali ofensywnie usposobieni gracze Olympique. W sytuacji zaś, gdy goście próbowali skonstruować akcje w ofensywie, szybko przemieszczający się zawodnicy Marsylii ustawiali się w dwa rzędy po czterech zawodników. Większość siły ataku Borussii była schowana miedzy tymi rzędami, co dość skutecznie odcinało tych graczy od gry. Olympique tymczasem mogło sobie pozwolić na szybkie kontry z wykorzystaniem dwóch – trzech zawodników. Mimo tego, że były to siły niewielkie, wystarczały do płynnego rozgrywania piłki na mało zagęszczonym przedpolu Niemców.

W drugiej połowie Borussia wróciła do patentu z pierwszej połowy. I sprawdzał się on dość dobrze – marsylczycy, dość mocno przyciśnięci, zaczęli popełniać błędy. Niemcy mieli jednak duże problemy z wykorzystywaniem ich. To, co nie udało się im, udało się gospodarzom. Grający dobre do tej pory zawody Hummels stracił orientacje w przestrzeni i w stosunkowo niegroźnej sytuacji wystawił piłkę na wolne pole Remy’emu. Po stracie drugiego gola po raz kolejny Niemcy się cofnęli, po raz kolejny tylko na poziomie defensywy. Kolejną powstałą przez to dziurę na przedpolu wykorzystał Valbuena, ściągając za sobą łamiącego w ten sposób linię spalonego Piszczka, po czym ograł naszego reprezentanta i asystował przy wywalczeniu karnego, który przesądził o losach spotkania.

Abstrahując od indywidualnych błędów, Borussia nie potrafiła konsekwentnie ustawić formacji między sobą. Mimo, że na początku bardzo dobrze radziła sobie wysoką linią obrony, zrezygnowała z niej widząc, że jeden indywidualny błąd może okazać się brzemienny w skutkach. Stracone gole mogłyby pokazać, że ta teoria była słuszna. Jednak więcej sytuacji Marsylia stworzyła sobie wtedy, kiedy Borussia zagrała już z cofniętą defensywą. Dodatkowo w ten sposób goście utrudnili sobie konstruowanie akcji. W momencie, kiedy całym zespołem przycisnęli, udało im się zatrzymać kilka akcji Marsylii w zarodku i groźnie skontrować. Przy głębokiej defensywie zaś, bardzo gubili się Bender i Kehl, którzy próbowali opanowywać sytuację na zbyt dużej przestrzeni, w efekcie czego nie panowali nad niczym. Gdyby zapędzili się za bardzo do przodu, lekkie wyjście do ofensywy Diarry i Kabore mogło stworzyć przewagę liczebną gospodarzy w ataku. Po utracie trzech goli, bojąc się takiego obrotu sprawy, środkowi Dortmundu wybierali bezpieczny wariant i zaczęli grać głębiej. Tyle, że wtedy tym tropem nie poszła z kolei ofensywa. Mimo, że ataki Marsylii udawało się zatrzymywać, odległość między ofensywą a defensywą była na tyle spora, że rozegranie między formacjami piłki często było przeszkodą nie do przeskoczenia, co przełożyło się na to, że Borussia w końcówce meczu przygasła.

Dortmund poniósł karę za to, że bez pomysłu chciał dopasować swoją grę do rywala. Prawdopodobnie gdyby goście cały mecz grali swoje, osiągnęliby lepszy wynik. Ich brak konsekwencji został wypunktowany przez spokojnie szukającą swoich szans Marsylię.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama