Liga Mistrzów, Borussia – Arsenal 1:1: Grzech nieskuteczności


Pierwszy mecz na Westfalenstadion w Lidze Mistrzów po dziewięcioletniej przerwie był konfrontacja podobnych filozofii, i jako taki spodziewano się po nim fajerwerków, jednak zarówno Borussia i Arsenal to na tę chwilę średnia europejska półka. Borussia nie wykorzystała szansy, aby z przytupem powrócić na salony.


Spotkanie było pojedynkiem systemów 4-2-3-1. System popularny w Niemczech szczególnie dzięki Joachimowi Löwowi. Klopp chciał zapewnić odpowiednie zabezpieczenie defensywy poprzez ustawienie dwójki typowych defensywnych pomocników, zawieszonego w lidze Kehla, oraz Svena Bendera. Dużym atutem miał być, również zawieszony w lidze, Mario Götze. Ofiarami tych zmian byli, młody Gündoğan oraz Kuba Błaszczykowski.

Początek spotkania to od razu przewaga BVB. Niemcy zdecydowanie łatwiej przez całe spotkanie utrzymywali się przy piłce. Opierali swą grę na dużej liczbie krótkich szybkich podań. Grali zgodnie z filozofią propagowaną przez selekcjonera kadry narodowej, o skracaniu czasu przy posiadania piłki przez indywidualnego zawodnika, wymagającej częstszą i szybszą wymianę podań. Zawodnicy Arsenalu, troszkę cofnięci i starający się raczej zabezpieczyć własną bramkę właśnie w tej sferze popełniali największe błędy. Po przejęciu piłki poszczególni piłkarze 'Kanonierów' próbowali grać zbyt indywidualnie. Doskok i podwojenie zawodników Borussii kończyły się najczęściej zastopowaniem akcji rywala w zarodku i przejęciem piłki.

Ruchliwość zawodników Kloppa, dynamicznego Kagawy i mającego dużą swobodę przy poruszaniu się po boisku, Mario Götze, często schodzącego ze swego skrzydła i robiącego tam miejsce dla Łukasza Piszczka, pozwalała utrzymywać się przy piłce w strefie obronnej Arsenalu. Prostopadłe piłki zagrywane między obrońcami rywala niemal nie przyniosły gospodarzom prowadzenia. Stuprocentowe sytuacje marnowali m. in. Großkreutz i Lewandowski. Dużo wsparcia dawał Piszczek, który zaliczył mnóstwo akcji ofensywnych i kilka dośrodkowań, jednak nie znalazły one adresatów.
Pierwsza połowa, to, pomimo większego posiadania piłki przez zawodników Arsenalu, przewaga Borussii. Pomimo tego, to Kanonierzy cieszyli się z prowadzenia w pierwszej połowie. Borussia zmarnowała swoje okazje, a fatalny błąd popełnił Kehl, do tego momentu grający bardzo pewnie i zaliczający znaczną liczbę odbiorów.

Przy takim wyniku, w drugiej połowie Arsenal zaczął bronić jeszcze głębiej. W ataku ograniczając się jedynie do kontrataków, i pomimo jednej wyśmienitej okazji Gervinho, druga połowa to kolejne akcje stwarzane przez zawodników Borussii. W tym miejscu pochwalić trzeba Szczęsnego, bardzo pewny punkt w Arsenalu. Kilka jego interwencji uratowało Arsenal.

Szukając bramki, Klopp zdecydował się zdjąć Kehla i nieefektywnego Großkreutza. Kuba zajął miejsce prawym skrzydle, Perisić na lewym, a Götze przeszedł jeszcze bardziej do środka boiska. Borussia cały czas wierna była swojej grze opartej na dokładnych podaniach. Jednak przeszkodą była ciasno ustawiona defensywa Arsenalu. Z biegiem czasu, coraz głębiej grała również dwójka defensywnych pomocników, szczególnie, że od 76′ Songa wspomagał defensywnie usposobiony Frimpong, który zmienił Benayouna.

Sposobem na tak zmasowaną defensywę, są piłki zagrywane ponad linią obrony, na te jednak, nie było miejsca, gdyż Arsenal bronił się głęboko. Drugim wyjściem są uderzenia z dystansu, mające dwojaką funkcję, próby zdobycia gola oraz wyciągnięcie linii obronnej.
Tego wieczora podopieczni Kloppa mieli 'rozregulowane celowniki'. Do 88′ 3 próby strzałów z dystansu nie szły nawet w światło bramki, jednak wprowadzony równo z Kubą Błaszczykowskim Chorwat Perisić, cudownym uderzeniem z dystansu pokonał Szczęsnego i dał Niemcom 1 punkt.

Bramka ta usatysfakcjonowała obie drużyny, martwiące się głównie, aby nie przegrać pierwszego spotkania. Chcąc osiągnąć sukces w kolejnych spotkaniach Arsenal musi wykazać więcej inicjatywy i chęci zespołowego utrzymania się przy piłce, a zawodnicy Borussii zdecydowanie muszą popracować nad skutecznością

Reklama