Urugwaj – Paragwaj 3-0: pressing i brak skrzydeł

Urugwaj odniósł przekonujące zwycięstwo i po raz 15 wygrał Copa America, wyprzedzając w tabeli wszech czasów Argentynę.


Oscar Tabarez postawił na 4-4-1-1. Na lewej obronie, podobnie jak w meczu z Argentyną wystąpił Caceres, a przed nim zagrał Alvaro Pereira. Do składu powrócił Diego Perez, który wystąpił w środku pomocy obok fenomenalnego w tym turnieju Arevalo.

W ekipie Paragwaju doszło do kilku zmian względem półfinałowego meczu. Do składu powrócił Vera, a szansę występu otrzymali ponadto Marecos i Zeballos. Formacja pozostała bez zmian i była lekko skrzywionym 4-4-2.


Pressing

Od pierwszego gwizdka Urugwaj mocno przycisnął rywali. Paragwajczycy zostali praktycznie zamknięci na własnej połowie i mieli ogromne problemy z wymianą kilku podań. Podopieczni Tabareza wywalczyli kilka rzutów rożnych, a już po pierwszym z nich mogli strzelić gola. Paragwajczyków uratował rozgrywający turniej życia Villar.

W kolejnych minutach Urusi utrzymywali wysokie tempo. Pressing na połowie rywala rozpoczynali Suarez i Forlan. Doskakiwali do obrońców, czym zmuszali ich do pozbycia się piłki. Za nimi szybko ustawiał się Arevalo, który grał tak agresywnie, że niekiedy zostawał w przodzie z napastnikami. Istotny w tym wszystkim jest jednak fakt, że Arevalo zawsze doskakiwał do Ortigozy, gdy tylko Paragwajczyk otrzymywał piłkę.

Ortigoza miał być główny reżyserem gry Paragwaju. Piłkarze wyraźnie szukali zawodnika Argentinos Juniors, jednak ten, mając Arevalo przyklejonego do pleców, nie był w stanie kierować poczynaniami drużyny.

Szalenie istotne jest to, że pozostali piłkarze Urugwajscy przesuwali się do przodu, gdy Arevalo do spółki z napastnikami paraliżował Paragwajczyków, którzy w ten sposób zostali pozbawieni opcji do gry.

Obcięte skrzydło

Pisaliśmy niedawno o niecodziennym ustawieniu Paragwaju pod wodzą Martino. W tym spotkaniu nie było to tak oczywiste, jednak mając na uwadze fakt, że zdecydowana większość ataków Guaranich skupiała się na ich prawej stronie, można było przypuszczać, że takie były założenia Martino. Analogicznie do meczu przeciwko Brazylii Vera, tym razem nominalnie na prawej pomocy, miał za zadanie rozciągać grę, a Valdez ścinać do środka. Dodatkowo, na obronie zagrał młody Piris, którego ofensywne usposobienie było widoczne już w meczu przeciwko Ekwadorowi.

Plan jednak się nie powiódł. Urugwaj grał wąsko co zdecydowanie ich faworyzowało. Sprzyjało to Caceresowi, który może również grać jako środkowy obrońca. Valdez próbujący wbiec pole karne nie był więc dla niego problemem – Urugwajczyk dobrze czuje się w środkowych sektorach.

Podobnie Alvaro Pereira – piłkarz występował na pozycji zewnętrznego środkowego pomocnika w tym turnieju, a tutaj miał oko na Pirisa, którego chęć gry i szukanie piłki często pchało do środka, podczas gdy powinien Paragwajczyk próbować rozciągać grę.

Enrique Vera, który w meczu z Brazylią próbował rozgrywać, był w tym meczu mało widoczny. Często trzymał się środka, zbyt blisko Ortigozy zresztą, przez to nawet gdy piłka do niego trafiała miał niewiele możliwości.

Lewa strona Paragwaju praktycznie nie istniała. Była to dosłownie ziemia niczyja, w którą często wpadali rozpędzony Maxi Pereira i Rodriguez, wspierani przez Suareza, który często operował na skrzydłach. Pierwsza bramka padła z tamtej części boiska. Ile w tym taktyki można dywagować, dało się natomiast zauważyć, że Paragwajczycy znaleźli się w tej strefie nieco za późno, jak gdyby nie spodziewali się ataku z tamtej strony, a przecież po wykorzystaniu miejsce na tej flance Urusi stworzyli sobie najlepsze sytuacje.

Nie potrafiąc rozciągnąć gry Paragwaj nie był w stanie wyjść spod pressingu, którego istotą jest przecież zawężanie pola gry.

Druga bramka mogła by służyć za ikonę tego finału, ponieważ wspaniale obrazuje szalone nastawienie Urugwaju i Arevalo, który odbierając piłkę Ortigozie wykłada ją Forlanowi, by ten zdobył swoją pierwszą bramkę w turnieju.

Druga połowa

Na drugą połowę obie drużyny wyszły bez zmian personalnych.

Zmiana zaszła natomiast w sposobie gry Paragwaju. Chociaż minimalna, była łatwa do zauważenia. Przeszli w typowe, płaskie 4-4-2, w którym boczni pomocnicy schodzili do środka, a boczni obrońcy obiegali ich. Szczególnie uaktywnił się grający z lewej Marecos. Tak czy inaczej pasowało to Urugwajowi, który ustawił się bardzo wąsko i naprzemiennie to stosował pressing (jak w pierwszej połowie – odbiór piłki jak najwyżej), to osiadał głębiej na własnej połowie.

Paragwaj zagroził bramce Urugwaju dwa razy, zresztą niedługo po wznowieniu. Najpierw Ortigoza doskonale zagrał do Valdeza, co było najjaśniejszym momentem tego zawodnika w ogólnie słabym meczu. Później podłączył się Piris, który zagrał piłkę między obrońców a Muslerę.

Po nieco ponad kwadransie gry Tabarez wprowadził Cavaniego na prawą flankę, być może reagując na coraz śmielszego Marecos. Chwilę później wszedł Estigarribia, którego snajper Napoli miał na oku do końca spotkania.

4-4-2 kontra 4-4-1-1, defensywny Urugwaj kontrolujący środek pola i zmuszony do grania długich piłek Paragwaj tworzyły obraz drugiej połowy, którą zakończyła piękna bramka Forlana. Warto zwrócić uwagę, że Paragwaj często zostawał 2v2 z tyłu (przez popchnięcie do przodu bocznych obrońców), co ostatecznie skończyło się bramką.

Na koniec

Oscar Tabarez odrobił lekcje i odniósł zasłużone zwycięstwo, dając lekcje taktyki swojemu przeciwnikowi i pstryczka w nos Argentynie. Zneutralizował kluczowe elementy Paragwaju poprzez szalony pressing na połowie rywala i dobre ustawienie na własnej. Osiągniętą w ten sposób przewagę potrafił przełożyć na bramki, które dały efektowne zwycięstwo i tytuł najlepszej drużyny kontynentu. Dosłownie.

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama