Polska przed EURO: Lewandowskim w mur

Do EURO niecały rok, tymczasem nasza reprezentacja ma za sobą dwa sparingi z wysoko notowanymi rywalami. Argentyńczycy wystawili przeciwko nam zbieraninę dość przypadkowych piłkarzy, skład Francuzów był zdecydowanie mocniejszy, ale tym z kolei niezbyt chciało się biegać w ostatnim meczu przed zasłużonym urlopem. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by przyjrzeć się grze Polaków w tym drugim spotkaniu. A konkretniej – poczynaniom ofensywnym naszych Orłów. Skupiam się na ataku z bardzo prostego powodu – nasza obrona cały czas czeka na zdrowych Boenischa i Głowackiego, naturalizowanego Perquisa (a być może i Arboledę), zaś w ofensywie mieliśmy, przynajmniej w spotkaniu z Trójkolorowymi, przegląd tego, co w naszym futbolu najlepsze.


Więcej ludzi, więcej!

W siódmej minucie Polacy przeprowadzili groźną akcję – Piszczek rozegrał piłkę z Obraniakiem, ten pobiegł z piłką do linii końcowej i będąc blisko pola karnego zdecydował się na dośrodkowanie. To, jak małe szanse na sfinalizowanie ataku mieliśmy, pokazuje pierwszy screen. W akcji uczestniczy zaledwie czterech piłkarzy przy siedmiu zaangażowanych w obronę Francuzach. Za chwilę Obraniak dośrodkuje na siódmy metr, gdzie znajdą się grający na szpicy Lewandowski i wbiegający z lewej flanki Mierzejewski. Przewaga liczebna gości byłaby uderzająca, gdyby nie dwa fakty. Po pierwsze początkowo rozgrywający piłkę Piszczek zdecydował się pójść za akcją i również wbiec w szesnastkę, po drugie zaś dwójka z siódemki broniących została przed polem karnym. Ostatecznie więc przewaga Franuzów wyniosła 5-4. W wariancie gry z wysuniętym Brożkiem i cofniętym Lewandowskim siły byłyby wyrównane. Choć nalezy zaznaczyć, że na EURO przynajmniej jeden z dwójki piłkarzy, którzy zatrzymali się na szesnastym metrze, cofnąłby się mocniej, bo niestety próżno było wypatrywać pozostałych pomocników biało-czerwonych, którzy powinni podążyć za akcją.


Trzy minuty później przeprowadziliśmy bliźniaczy atak, tym razem lewą flanką – Wawrzyniak wyszedł wysoko, rozegrał piłkę z Mierzejewskim, który dośrodkował do osamotnionego tym razem Lewandowskiego. Przewaga liczebna gości w tej akcji identyczna, jak w poprzedniej: 7-4. Ciekawiej zrobiło się dopiero wówczas, gdy do piłki, której nikt nie przeciął, dopadł na przeciwległym skrzydle Błaszczykowski. Skrzydłowy Borussi Dortmund zagrał do swojego klubowego kolegi, a Piszczek dośrodkował. Tym razem wyglądało to już tak, jak powinno (screen drugi) – dwóch zawodników na flance wymienia futbolówkę, trzech walczy o pozycję w polu karnym, a dwóch pomocników asekuruje pole przed szesnastką (chociaż akurat do nich można mieć pretensje – powinni znaleźć się nieco bliżej bramki rywala). Szkoda tylko, że nie potrafimy zdobyć się na tak liczny atak w pierwszym natarciu – dopiero przy drugiej próbie dośrodkowania piłkarzy było tylu, co trzeba.

Na prawo patrz!

Sporo ataków przeprowadziliśmy w tym meczu prawą stroną. Dobrze rozumiejących się Piszczka i Błaszczykowskiego wspomagał Obraniak, momentami ze znakomitym skutkiem. Jak w 13. minucie, kiedy wymienione trójka wyprowadziła piłkę z własnej połowy, szybkimi odegraniami zdobywając teren i ogrywając kolejnych przeciwników. I znowu – jedyne, czego w tej akcji zabrakło, to obecność drugiego napastnika bądź szybciej reagującego Mierzejewskiego. W efekcie Piszczek musiał podawać do Lewandowskiego, a skala trudności była imponująca – jeden z obrońców próbował dogranie przeciąć, drugi ściśle krył naszego napastnika. Skutecznie.

Jest i kontratak

Od wielu lat pokutuje przekonanie, że Polacy nie potrafią grać ataku pozycyjnego, za to są świetni z kontry. Mogliśmy to sprawdzić w warunkach meczowych po dwudziestu minutach gry, kiedy Obraniak znakomicie wypuścił w bój Mierzejewskiego (screen trzeci). Problem był ten sam, co w poprzednich akcjach – tym razem na drodze dośrodkowania pomocnika Polonii Warszawa stało aż trzech piłkarzy. Odciąć od podania Lewandowskiego udało się już drugiemu.

Skrzydełko czy nóżka (Jelenia)?

Po spotkaniu z Francuzami można już nieco powiedzieć o tym, jak chce grać Smuda. Selekcjoner zdecydowanie stawia na atak skrzydłami, gdzie znakomite wsparcie póki co daje Piszczek, a – miejmy nadzieję – niedługo po drugiej stronie boiska to samo będzie robił Boenisch. Środkowy ofensywny pomocnik jest w takim wariancie wykorzystywany do robienia jeszcze większej przewagi na skrzydle. Problem z taką taktyką jest jeden, a na imię mu Paweł Brożek bądź Ireneusz Jeleń. Przez cały mecz z Trójkolorowymi graliśmy z jednym napastnikiem i mimo, że wypracowaliśmy sobie kilka dobrych lub bardzo dobrych pozycji do dośrodkowania, względnie podania po ziemi, to szanse na powodzenie takiej akcji zwykle było nikłe – Lewandowski był zbyt dobrze pilnowany, a pomocnicy w pole karne wchodzili zbyt późno. Albo nie wchodzili wcale – jak Dudka i Murawski, którzy obowiązki defensywnego pomocnika najwyraźniej pomylili z zadaniami środkowego obrońcy i nie kwapili się do atakowania.

Kiepska gra wspomnianej dwójki skłania do zastanowienia się, czy nie lepszym pomysłem byłoby wymienienie jednego z nich na napastnika i jednoczesne przydzielenie większej liczby zadań defensywnych Obraniakowi. Innym sposobem na zwiększenie naszych szans na finalizację ataku byłoby przesunięcie zawodnika Lille w drugą stronę – jeszcze bliżej Lewandowskiego. Niestety ruch ten wymagałby od któregoś z defensywnych pomocników (a najlepiej od obydwu) większego zaangażowania w konstruowanie akcji, ze szczególnym uwzględnieniem gry w trójkątach z bocznymi pomocnikami i obrońcami. Piłkarzy zdolnych podjąć się takiego zadania na tę chwilę nie mamy i to – poza środkiem obrony – może być teraz największy ból głowy Smudy: jak bez większych strat dla defensywy wspomóc napastnika Borussi. A po Lewandowskim widać, że takiego wsparcia potrzebuje.

Reklama