Estamos tocando tiki-taka

Zdanie tytułowe zawiera najkrótszą historię tiki-taki. Choć ta fraza była używana w Hiszpanii już wcześniej, komentatorowi Andresowi Montesowi przypisuje się jej popularyzację, zaś początek jej wielkiej kariery datuje się na spotkanie Hiszpania – Tunezja na MŚ 2006, kiedy to wymienianie przez piłkarzy z półwyspu Iberyjskiego dziesiątek podań zostało ochrzczone mianem „Grania klik-klak”.


Czterdzieści lat minęło
Samo określenie ma więc ledwie pięć lat. Jego korzeni jednak można się doszukiwać znacznie głębiej. Najbezpieczniej jeszcze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy powstawała złota generacja piłki holenderskiej. W czasach, gdy preferowana była gra długimi przerzutami, Jack Reynolds oraz kontynuujący jego szkołę Rinus Michels zrozumieli, że kluczem do wygrywania jest posiadanie piłki, nie zaś jej jak najszybsze się pozbywanie. Czterdzieści lat temu, kiedy standardem było 4-2-4, nie było to łatwym zadaniem. Stąd Michels stopniowo przesuwał i obrońców i pomocników w kierunku ataku, tak, by dysponować większą przewagą liczebną w środku pola. Stąd był już tylko krok do powstania systemu 4-3-3, gdzie utrzymywanie piłki stawało się dużo prostsze, zwłaszcza, gdy rywale nadal dysponowali tylko dwójką graczy w centrum. Dodatkowo duża wymienność pozycji wiązała się nie tylko z wzmocnieniem ofensywy. W przypadku, gdy któryś z defensywnie usposobionych zawodników przesuwał się do ataku, wielokrotnie doskonalone schematy pozwalały na automatyzm w zabezpieczaniu takiego wypadu przez innego zawodnika. Taka gra przyniosła Ajaksowi trzy wygrane Puchary Europy z rzędu. Dwa z nich zdobył już inny szkoleniowiec – Istvan Kovacs. Kontynuował dzieło Michelsa, który prowadził reprezentację Holandii do finału Mistrzostw Świata i kładł podwaliny pod futbol totalny w Barcelonie.

Uczeń godny mistrza
W finale Mistrzostw Świata z Niemcami, Holendrzy po rozpoczęciu gry wymienili trzynaście podań, nie dając gospodarzom dotknąć piłki. Efektem był rzut karny po faulu Hoenessa na Cruijffie. Wychowanek Ajaksu, wtedy już gracz dowodzonej przez Michelsa Barcelony, był najistotniejszym ogniwem filozofii futbolu totalnego. Nominalny napastnik, często jednak wycofujący się głęboko po piłkę, był punktem odniesienia dla ruchu innych zawodników w drużynie, dyrygującym całym zespołem. Nie dziwiło więc, że i w Barcelonie Michels zapragnął mieć go w kadrze. Tam Holendrzy zdobyli pierwsze od 14 lat mistrzostwo dla Dumy Katalonii. Młodszy z nich czerpał wiedzę od swojego mentora, pierwsze zaś trenerskie kroki stawiał w klubie, z którym osiągał największe sukcesy jako piłkarz.

Szukając nowego
Cruijff w swojej trenerce poszedł jeszcze dalej. Wprawdzie piłki Ajaksu nie cechowała już ogromna wymienność pozycji, tym niemniej jeśli idzie o zagęszczanie środka pola, nowy szkoleniowiec ekipy z Amsterdam Arena posunął się jeszcze dalej, proponując 3-1-4-2 z dwójką ofensywnie usposobionych pomocników i szerokimi skrzydłami. Holenderskiej ekipie przyniosło to „tylko” Puchar Zdobywców Pucharów, tym niemniej wpływ na grę zespołu miało to przez najbliższych kilka lat, również i w pracy Cruijjfa można doszukiwać się podwalin pod triumf Ajaksu w Lidze Mistrzów 1995. Sam zainteresowany zdobywał wtedy czterokrotnie pod rząd Mistrzostwo Hiszpanii, prowadząc Barcelonę. Do tego dorzucił do gabloty trofeów w stolicy Katalonii Puchar Zdobywców Pucharów i Puchar Mistrzów. Ostatnie dwa lata na stanowisku nie przyniosły jednak więcej sukcesów. Szybka i efektowna gra nie była już tak efektywna w świecie, w którym coraz większą rolę zaczęła odgrywać maksymalna kompaktowość ustawienia i kontrolowanie każdego decymetra kwadratowego boiska. I tak, wąska gra Milanu, z fałszywym skrzydłowym Zvonimirem Bobanem, przynosiła Włochom w finale Ligi Mistrzów 1994 kolejne gole, tak podwajanie krycia przez Desailly’ego, skutecznie blokowało poczynania niezawodnego dotąd duetu Stoiczkow – Romario. Tak jak Francuz radził sobie z Bułgarem i Brazylijczykiem, tak Vogts zatrzymał Cruijffa w finale MŚ 1974. Odpowiednikiem zaś defensywy Milanu w tym meczu była trójka Beckenbauer – Hoeness – Overath, która równie skutecznie trzymała w szachu holenderską maszynkę. Po raz drugi artyzm Cruijffa przegrał z chłodnym pragmatyzmem. Jednak jeden z występujących w tym meczu w koszulce koloru blau – grana pomocników odrobił swą lekcję i nauki Reynoldsa, Michelsa i Cruijffa rozwinął w system, który dziś doprowadził hiszpański futbol na piłkarski tron. Wcześniej jednak drogę torował mu kolejny Holender, któremu nieobca była i gra u Michelsa, gdy ten koronował swoją karierę na Mistrzostwach Europy 1988, jak i u Sacchiego, pod okiem którego rodziła się wąska i szczelna gra Milanu. W głowie Rijkaarda rodziła się tiki-taka w kształcie, jakim znamy ją dziś, doprowadzonym do perfekcji przez Guardiolę.

Bardziej niż totalnie
Recepta była prosta. W sytuacji, kiedy wszyscy kładą nacisk na zawężanie pola gry, trzeba znaleźć sposób, by na niewielkim obszarze móc znaleźć przestrzeń do rozegrania. Rijkaard stopniowo poszukiwał takich środków, które by na to pozwalały. Nie było jednak możliwe przejście na tiki – takę przy składzie, którym dysponował. Posiadanie Eto’o, Ronaldinho czy Deco uzależniało styl zespołu od takich indywidualności. Filozofia tiki – taki powstała lata przed jej sukcesami, jednak wymagała dostosowania się do niej piłkarzy: szybkich, najczęściej filigranowych, doskonałych kondycyjnie i technicznie. Stopniowo pod jej kątem dopasowywano piłkarzy i do klubu i do kadry (stąd choćby pomijanie Raula czy Morientesa). Tiki – taka charakteryzuje się duża ruchliwością zawodników bez piłki, co ma służyć stwarzaniu jak największej ilości możliwości zagrania krótkiego, mało ryzykownego podania. Nie wymaga to tworzenia ogromnej liczby schematów, a jedynie dobrego przeglądu pola od podającego. Ta prosta reguła pozwoliła na łatwe scalenie graczy Barcelony i Realu w jeden organizm w ramach kardy Hiszpanii (analogicznie jak Feyenoordu i Ajaksu w Holandię 1974). Efektem takiej gry jest długi czas utrzymywania się przy piłce. Głównym sposobem przeprowadzania ataku jest konsekwentne przenoszenie się wraz z kolejnymi podaniami w pobliże pola karnego rywala. Nie jest to jednak synonim gry szybkiej, głównym celem tiki-taki jest nietracenie piłki, rozegranie zaś często polega na wymianie kilkudziesięciu podań, zarówno przybliżających, jak i oddalających od bramki przeciwnika. Często zmusza to rywala do wyczerpującej bieganiny za piłką, rozluźnia szyki defensywne i umożliwia poszukiwanie bardziej ryzykownego podania. Posiadanie zawodników takich jak Xavi czy Iniesta gwarantuje, że każda luka w ustawieniu zostanie dostrzeżona i wykorzystana. Trudno nie nazwać tych zawodników współczesnymi odpowiednikami Cruijffa – na boisku widzą wszystko, a to, co w ułamku sekundy wymyślą, potrafią z zegarmistrzowską precyzją wcielić w życie. Nawet jeśli jest to dziesięciometrowe podanie na wolne pole, po ziemi, w półmetrowym korytarzu między czterema rywalami.

Taktyczne apogeum
Podobieństw między tiki-taką a futbolem totalnym nie brakuje. I jedno i drugie wymaga doskonałej techniki użytkowej i kondycji od wszystkich piłkarzy na boisku. Ponieważ w sytuacji posiadania piłki, zadania poszczególnych piłkarzy są identyczne i polegają na stworzeniu swoją pozycją możliwości do zagrania podania, zaciera się nieco, zwłaszcza w ofensywie, podział na pozycje. Tiki-taka jest jednak systemem bardziej dopasowanym do czasów, kiedy w piłce nożnej nie ma czasu ani miejsca na myślenie, decyzje trzeba podejmować w ułamkach sekund, zawodnicy są wytrzymalsi, zaś taktyka jeszcze bardziej dopracowana. Na chwilę obecną wydaje się szczytem myśli szkoleniowej i trudno sobie wyobrazić coś lepszego. Ale z futbolem totalnym było podobnie.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama