Villareal – FC Porto 3-2: Talent vs Organizacja


Teoretycznie powinien być to niezbyt interesujący mecz. Wynik z pierwszego spotkania w Portugalii, 5-1, praktycznie zamknął drogę do finału dla Hiszpanów. Jednak, jako że, zgodnie z nazwą naszego bloga, patrzymy na spotkania 'taktycznie', nie możemy odpuścić okazji, aby kolejnry raz przyjrzeć się maszynce Andre Villas-Boasa.


Obaj szkoleniowcy zapowiadali ofensywną grę. Garrido stwierdził, że, zagrają tak ofensywnie, jak tylko potrafią, a Villas Boas, że Porto wystąpi, tak jak przez cały sezon zresztą, nastawione na atak 4-3-3.

Drużyna 'Smoków' przystąpiła do meczu w niezmienionym składzie, natomiast w 'Żółtej Łodzi Podwodnej' nastąpiło kilka zmian. W miejsce Marcheny, na środku obrony, cofnięty ze środka pomocy został Bruno. Jego miejsce zajął Matilla. Ponadto, Garrido zrezygnował z drugiego z defensywnych pomocników, Borjy Vallero, który zrobił miejsce dla uzupełniającego tercet napastników Rubena. Tym samym Villareal, ze swojego 4-2-2-2, przeszło na 4-3-3.

Gra FC Porto
Wbrew zapowiedziom Villas Boasa, Porto zaczęło trochę bardziej zachowawczo. Boczni obrońcy ograniczyli swoje zapędy ofensywne, a Moutinho grał bardzo głęboko. Brak jego udziału w grze ofensywnej skutkował tym, że reprezentant Portugalii, był niemal niewidoczny w pierwszej połowie. Wysoko za to ustawiony był Guarin, niemal w jednej lini ze schodzącymi na skrzydła Cristianem Rodriguezem i Hulkiem, a tuż za plecami Falcao.
Jednym z kluczowych aspektów sukcesu drużyny nowych Mistrzów Portugalii, jest mobilność, z jaką udaję się im stosować system 4-3-3. Grająca wąsko trójka pomocników daję przewagę w walce o środek pola, wg wielu trenerów, tak ważny w kontekście końcowego wyniku. W przypadku bardziej ofensywnego planu gry, jeden z tego tercetu jest bardziej z tyłu, dwójka podłącza się do akcji. Skrzydłowi, schodzący bardzo szeroko, Hulk, przemianowany z typowego napastnika na 'Rooneya prawego skrzydła', oraz nominalni, klasyczni, boczni pomocnicy Cristian i James Rodriguez (odpowiednio Urugwajczyk i Kolumbijczyk), opanowują boczne sektory boiska, w miarę możliwości, wspierani przez bocznych obrońców. Oraz niesamowicie skuteczny Falcao.
Stoczyłem niedawno dyskusję ze znajomym na temat wartości Kolumbijczyka. Wbrew jego opinii, ja uważam, że nic mu nie ujmując, jego zdobycz bramkowa, jest głównie wykładnikiem wspaniałej gry całej drużyny.

Pierwsza połowa
Pierwsza połowa przebiegała znakiem naprzemiennych ataków jednej i drugiej drużyny. Villareal rzuciło się do odrabiania czterobramkowej straty od samego początku. Garrido wiedział, że im wcześniej uda się zdobyć bramkę, tym większej wiary w sukces zdobędą jego zawodnicy, a Porto zacznie być pod coraz większą presją.
Jednak drużyna 'Smoków' mądrze broniła się i szukała okazji do kontrataków, na które tylko czekali szybcy skrzydłowi (w 32′ minucie kontuzjowanego Cristiana zmienił James). Skutkowało to dużą liczbą okazji bramkowych z jednej i drugiej strony.
Villareal swą grę opierało na grze środkiem, z rzadka włączali się boczni obrońcy. Najczęściej Capdevilla. Gdy zdobywca Pucharu Świata, miał możliwość podłączyć się do akcji miejsce na skrzydle robili mu, schodzący zdecydowanie do środka Cazorla i Rossi, dzięki czemu miał mnóstwo miejsca na skrzydle. Jednak od zbyt zdecydowanej ofensywy, starał się go cały czas odwieść Hulk, który nawet, gdy zgodnie z założeniami taktycznymi wracał do obrony po swojej prawej stronie, posiadając ogromną szybkość, stwarzał możliwość błyskawicznej kontry.

Villareal zdobyło swą pierwszą bramkę dosyć wcześnie, dokładnie w 17 minucie. Po akcji środkiem boiska, dzięki swej wspaniałej technice, nieskuteczny pressing Porto i błąd arbitra (podwójny spalony), Cani przywrócił nadzieję. Jednak strata bramki nie podziała w żaden sposób negatywnie na Porto. Nadal grali zgodnie ze swoimi założeniami. Czekali troszkę głębiej niż w innych meczach i szukali okazji do kontr. Szczęśliwie zdobyta bramka i wynik 1-1 dobrze oddały przebieg pierwszej połowy.

Druga Połowa

Od samego początku Villareal biło głową w biało-niebieski mur, cały czas starając się budować akcję środkiem boiska. Pojedyncze próby rozciągnięcia obrony rywali i wcięcia w pole karne ze skrzydła, stwarzały zagrożenie i to, czego brakowało Hiszpanom najbardziej to szczęście, vide sytuacja po dryblingu Nilmara na prawym skrzydle.
Jednak jeśli drużyna stawia na zdecydowany atak, otwiera się i marnuję kolejne sytuacje, naraża się na ataki. Tak jak już wcześniej pisałem, Porto, to drużyna przygotowana świetnie pod wieloma względami i potrafi również wyprowadzać zabójcze kontry. Porto zdobywając drugą bramkę już w 52′, skutecznie zabiło rywalizację. Goście mogli się jeszcze bardziej skupić na rozbijaniu ataków ’Submarino Amarillo'.

Podopieczni Garrido są jednak drużyną pełną talentu indywidualnego poszczególnych zawodników. Dzięki wygranym pojedynkom 1v1, oraz chęci walki do samego końca, pokazali, że portugalska maszynka ma słabe punkty i gdyby nie zeszłotygodniowa zapaść w drugiej połowie, śmiało mogliby powalczyć o awans.

Druga połowa była też okresem zmian, które miały na celu, albo w przypadku Porto i Moutinho, oszczędzić zawodników na finał, albo wprowadzić zawodników, którym brakowały ostatnio gry, Marchenę i Sennę, tym samym przechodząc na 4-4-2.

Przed finałem
W dublińskim finale zdecydowanym faworytem będą 'Smoki'. Podopieczni Villas Boasa wygrali oba ligowe starcia z Bragą. W Lidze Europejskiej w tym sezonie, pokazują ponadto, że są drużyną
przygotowaną wspaniale ofensywnie i defensywnie. W dwumeczu z Villareal, mimo straconych czterech bramek, udowodnili że są klasową drużyną. Trener Porto po meczu powiedział: ’W spotkaniach, w których pada dużo bramek, wygrywa drużyna lepsza i tym razem, to byliśmy my'

Reklama