Manchester – Schalke 4-1: pułapka na Górników

Również w drugim półfinale tegorocznej Ligi Mistrzów wszystko wydawało się jasne jeszcze przed rewanżem. Tę jasność nieco przyciemnił trener Manchesteru, decydując się na wystawienie ultrarezerwowego składu. Schalke dostrzegło swoją szansę i zaatakowało, z łatwością wpadając w zastawioną przez Fergusona pułapkę.


„Górnicy” wyszli w pozornie zachowawczym 4-3-2-1. Pozornie, bo od pierwszych minut bardzo wysoko grali boczni obrońcy Uchida i Escudero, a trójka zorientowanych dość defensywnie pomocników – Papadopoulos, Jurado i Baumjohann – również podchodziła blisko. Jeśli dodamy do tego odpowiedzialnych za nakręcanie akcji Draxtera i Farfana, a także ustawionego na szpicy Raula, to okaże się, że momentami Schalke przechodziło na system 2-5-2-1. Pomysł Ragnicka polegał na „małej grze”. Od początku goście próbowali zdobyć przewagę poprzez podłączania się skrajnych obrońców i wymieniali piłkę w trójkątach (np. Escudero-Draxler-Raul). Przez pierwszych dwadzieścia minut wyglądało na to, że taktyka może przynieść powodzenie – boczni obrońcy Manchesteru nie próbowali nawet straszyć rywali, czym stwarzali miejsce swoim vis-a-vis. Jednak kiedy bliżej przyjrzymy się drużynie „Czerwonych Diabłów”, szybko stanie się jasne, że Schalke większych szans nie miało.

Ferguson co prawda wypuścił w bój dublerów, ale już taktykę ustalił pierwszorzędną. Przed czwórką obrońców ustawił trio Gibson-Scholes-Anderson, ofensywę pozostawiając wysuniętym Naniemu i Valencii, z biegającym przed nimi Berbatovem. W obronie Manchester ustawiał się więc w systemie 4-3-2-1, co skutecznie zepsuło szyki Ragnickowi. Próbujące swojej „małej gry” Schalke, nawet mimo podłączania się skrajnych obrońców nie mogło osiągnąć przewagi liczebnej, a piłkarze niemieckiego zespołu nie dysponowali na tyle dobrą techniką, by przedzierać się przez podwójne, defensywne zasieki rywala. Takie ustawienie powinno być dla „Diabłów” niezłym przetarciem przed meczem z Barceloną, której ataki przyjdzie im zatrzymywać w finale. I byłoby, gdyby nie fakt, że na Wembley zagra zdecydowanie inny skład.

O porażce Schalke tylko w pewnym stopniu przesądziła taktyka. Dublerom z Manchesteru trzeba oddać, że zagrali bardzo dobrze – uważnie w obronie i pomysłowo w ataku. Schalke pogrążyły nieporadności defensywy grającej tak wysoko, że błędy w postaci straty piłki były już nie do naprawienia. Bardzo dobrze było to widać przy pierwszym golu dla United, gdy Uchida i Escudero zgodnie z założeniami wyszli wysoko, przy czym pierwszy miał udział w stracie, drugi nie zdążył wrócić, co otworzyło Gibsonowi szansę na świetne podanie do Valencii. Sytuację obrazuje pierwszy screen, warto zwrócić uwagę na świetnie wbiegającego przed spóźnionego defensora Valencię, a także Gibsona, który nieatakowany przez znajdujących się w pobliżu zawodników Schalke za chwilę popisze się fantastycznym dograniem. W tej akcji goście mieli przewagę liczebną, ale nie wykorzystali jej do rozbicia ataku – zabrakło dobrego ustawienia.

Drugi screen obrazuje sytuację tuż przed drugą bramką dla Schalke. Widzimy na nim, że aż dziesięciu zawodników United zaangażowanych jest w akcję obronną. Mocno kontrastuje to z ledwie piątką gości biorącą udział w akcji ofensywnej. Mimo wszystko atak zakończył się powodzeniem. Spory w tym udział miała niespiesznie wracająca trójka piłkarzy w czerwonych strojach, zaznaczona przed polem karnym na żółto. Spójrzmy jednak na kolejny screen – obrońcy Manchesteru w większości skupili się na walce o górną piłkę, zapominając o kryciu Jurado. Ten huknął potężnie i zdobył gola honorowego.

W drugiej połowie Ragnick wprowadził na boisko Edu, jednocześnie cofając Raula. Ponieważ jednak Edu wszedł kosztem Baumjohanna, siły w środkowej części boiska pozostały wyrównane. Po tej zmianie Schalke zyskało na grze kombinacyjnej przed polem karnym Manchesteru, jednocześnie nie tracąc swojej siły na skrzydłach. Zawodnicy z Gelsenkirchen stracili za to co innego – kolejne bramki (po fatalnych błędach obrony), a także zapał do gry i nadzieję na końcowy sukces. Goście byli coraz bardziej rozbici, co skrzętnie wykorzystały „Czerwone Diabły”, strzelając następne gole.

Mecz potwierdził, że Schalke jest w tym momencie drużyną kiepską, która w ścisłej elicie znalazła się bardziej dzięki słabości innych (m.in. fatalna taktyka Leonardo w meczu Inter-Schalke) niż własnym umiejętnościom. Niestety po tym półfinale niewiele możemy powiedzieć o szansach Manchesteru w finałowym starciu z Barceloną. Ferguson wprawdzie pokazał wielką klasę, rozbijając rywala rezerwami, ale drużyny Ragnicka i Guardioli dzieli obecnie przepaść, której opisywanie byłoby po pierwsze truizmem, po drugie – sięganiem po wyjątkowo wielkie metafory. Wypada więc tylko mieć nadzieję, że zespół z Old Trafford nie zmęczy się batalią o krajowy prymat i do boju z Barcą przystąpi w pełni sił i formy, bo chyba tylko wtedy mamy szansę obejrzeć mecz godny finału.

Reklama