Wisła – Bełchatów 3-1: Taktyczny Podręcznik

Spotkanie Wisły Kraków z Bełchatowem nie mogło rozczarować żadnego sympatyka piłkarskiej taktyki. Była to prawdziwa skarbnica wiedzy. Plany taktyczne z obu stron były realizowane przez piłkarzy z dużą starannością. Gra z kontry, atak środkiem, atak skrzydłami, zmiana tempa gry, groźne stałe fragmenty gry, pressing, wymiany poziome i wreszcie gra w dziesiątkę i przeciwko dziesięciu.


Pomysł na grę

Bełchatów wyszedł w ustawieniu 4-2-3-1, z wyrzuconym na desancie Żewłakowem. To właśnie o niego opierała się budowa akcji gości. Maciej Bartoszek wybrał typową grę z kontry, w dodatku dobrze realizowaną na boisku. Bełchatów bardzo często grał długą piłką, często od obrońców do Żewłakowa. 25-krotny reprezentant Polski bardzo dobrze wywiązuje się z roli wysuniętego napastnika. Potrafi się zastawić, jest silny i dobrze gra głową.

Czasami przy długiej piłce, Żewłakowowi brakowało jednak wsparcia, zaangażowania ze strony skrzydłowych. Wróbel i Małkowski nie nadążali za akcją, gdy Żewłakow był w posiadaniu piłki i zastawiał się przed obrońcami. Skrzydłowi nie szli za akcją i dlatego napastnik musiał radzić sobie sam. Mimo to potrafił się przy piłce utrzymać.

Robert Maaskant musiał ustawić drużynę bez Małeckiego i Sobolewskiego. To zmieniło nieco pomysł Holendra na grę Wisły. W systemie 4-1-4-1 był tylko jeden skrzydłowy – Kirm. Na przeciwległej stronie ustawiono Meliksona, który jednak nie grał blisko linii, gdyż musiał zostawić wolny korytarz dla Cikosa. Co więcej zgodnie z założeniami taktycznymi Izraelczyk z Kirmem zmienili się często stronami. Będący na prawej stronie Melikson częściej dośrodkowywał, a grając na lewej, schodził do środka i strzelał. Jego pobyt na lewej flance powodował ciekawe zachowanie lewego obrońcy Palijcia. Niemiecki piłkarz serbskiego pochodzenia często inicjował akcje ofensywne schodząc do środka boiska. W ogóle trudno było się oprzeć wrażeniu, że każdy z zawodników Wisły starał się schodzić do centralnej części boiska, by robić przewagę i rozegrać piłkę na małej przestrzeni.


Modyfikacje taktyczne

Oprócz wspomnianych już wymian poziomych, których dokonywały obie drużyny, w I połowie zauważyliśmy zmianę koncepcji gry w trakcie jej trwania.

Do 20 minuty Melikson był niewidoczny, lecz właśnie wtedy Wisła zaczęła mniej pchać się środkiem, a więcej prawą stroną, właśnie przez Izraelczyka. W efekcie stworzyli sobie kilka groźnych akcji i gdyby klej w butach Genkova byl ciut lepszy, to „Biała Gwiazda” mogła do przerwy prowadzić 2-0. W 20 minucie Bułgar minął bramkarza Bełchatowa, lecz zbyt daleko wypuścił sobie piłkę, którą ostatecznie wybił Drzymont. 10 minut później Genkova znów zawiodła technika, ale tym razem oddał strzał…prosto w Sapelę.

Dominacja Wisły wynikała ze zbyt głębokiego cofnięcia się gości. Dopiero zwrócenie uwagi przez Macieja Bartoszka przyniosło efekt. Trener Bełchatowa nakazał piłkarzom wyjść wyżej. Dotychczas gdy Wisła była w posiadaniu piłki na własnej połowie tylko dwóch zawodników próbowało przeszkadzać, a kolejna linia oporu ustawiona była na linii środkowej. Po reakcji trenera zespół przesunął wszystkie formacje i tak na połowie przeciwnika było już nie dwóch, a 5-6 piłkarzy. To wyraźnie pomogło, bo zawodnicy GKS przez kilka kolejnych minut przejmowali piłkę na 40-50 metrze, a co najważniejsze utrzymywali ją z dala od własnej bramki.

Wyższy pressing spowodował, że długie piłki na Żewłakowa nie miały racji bytu. Pole gry zostało zbytnio skrócone, formacje Wisły bardzo się do siebie zbliżyły i napastnik nie miał tyle miejsca, co wcześniej. Nastąpiła zmiana taktyki na dośrodkowania. W 45 minucie Żewłakow po jednej z centr strzelił minimalnie niecelnie.

Mobilny Melikson

Po zmianie stron jeszcze bardziej rzucały się w oczy wymiany poziome w Wiśle. Nim to nastąpiło, miało miejsce kilka minut, które należały do Meliksona. Mobilny zawodnik w drugiej połowie przerzucony na lewą stronę. Przełom w meczu nastąpił na początku 2 połowy – najpierw sprytne rozegranie wolnego i błąd Sapeli pozwolił Meliksonowi zdobyć gola, a później „wyrzucić” z boiska Wróbla (któremu nie należała się czerwona kartka!). Później kolejny stały fragment gry i asysta Meliksona przy golu Genkova na 2-0.

Wisła „usiadła” na rywalu, zastosowała wysoki pressing od momentu wyrzucenia Wróbla. Zrobiło się więcej miejsca i dzięki temu Melikson mógł przeprowadzić kilka rajdów zakończonych prostopadłymi podaniami – m.in. do schodzącego ze skrzydła Kirma.

W 2 połowie Melikson grał praktycznie wszędzie. Często otrzymywał piłkę na własnej połowie na lewej flance, po czym mknął z nią w kierunku prawej strony, jednocześnie wciąż przybliżając się do bramki przeciwnika.

Bełchatów w okrojonym składzie grał mądrze, ale siłą rzeczy musiał się cofnąć, a na dodatek na placu gry było więcej miejsca, dzięki czemu Melikson mógł się rozpędzić. Mimo wszystko Bełchatowianie starali się trzymać odpowiednie odległości między formacjami i wychodzili wyżej, by sprawić, żeby tego miejsca nie pozostawić z kolei tak dużo. To jednak stwarzało zagrożenie ze strony prostopadłych piłek. Przedstawiona obok sytuacja miała miejsce w 59 minucie i jest ilustracją powyższych słów.

Jak już wspomniano Melikson był wszędzie i dlatego piłkarze Bełchatowa mieli problemy z jego zatrzymaniem. Bdąc na prawej stronie dośrodkował, źle złapał piłkę Sapela, Wilk dopełnił tylko formalności i Wisła w 81 minucie ustalił wynik spotkania na 3-1. Kluczowa znów była Mobilność izrealskiej gwiazdy Wisły.

Jak się bronić w „10”?

Nim nastąpiło rozstrzygnięcie Maciej Bartoszek pokazał nam jak sprawić, by drużyna grająca w dziesiątkę nie była skazana na pogrom. Zaraz po wyrzuceniu Wróbla trener Bełchatowa nakreślił nowe ustawienie 4-4-1, z dwoma defensywnymi pomocnikami, lewoskrzydlowym i półprawym pomocnikiem Cetnarskim. Jego brak w środku uzupełniał nieco Żewłakow. Goście oczywiście stracili na posiadaniu piłki i nie mogli już w takiej liczbie angażować się z przodu, ani wychodzić wysoko, ale nadal próbowali atakować.

Kłopoty Bełchatowa jednak nie skończyły się na kartce dla Wróbla. Kontuzji doznał lewy obrońca Jarmuż i potrzebne było przegrupowanie. W efekcie w 62 minucie na boisku pojawił się Nowak i Bełchatów grał w systemie 4-3-2. Wejście Komołowa za Cetnarskiego to wymiana elementu w jednym mechanizmie. Podobnie jak zamiana Żewłakowa na Kuświka.

Bełchatów dobrze bronił w „10” i choć brak jednego zawodnika był widoczny, to cel zastosowania innego ustawienia został zrealizowany – Wisła miała problemy ze stwarzaniem sytuacji.

Typowo też dla drużyny grającej z kontry Bełchatów nastawił się na stałe fragmenty gry. Widać było, że ćwiczyli je na treningach, a szczególnie pieczołowicie rzuty rożne. Pomysł wyglądał ciekawie, a co ważniejsze po każdym kornerze zostało stworzone realne zagrożenie. Po jednym z nich padł nawet gol kontaktowy na 2-1.

Dla większej przejrzystości nie pokazujemy wszystkich piłkarzy, a jedynie kluczowych przy rozegraniu rzutu wolnego. Cetnarski wrzuca piłkę odchodzącą od bramki. Lacić jest na bliższym słupku, ale piłka nie trafia do niego bezpośrednio, a zmierza poza światło bramki. W tym czasie zawodnicy broniący zmieniają kierunek patrzenia o 180 stopni i zapominają o Laciciu, który zajmuje spokojnie miejsce na wprost bramki. Piłka trafia do wbiegającego Mysiaka, a jego zadaniem jest cofnięcie piłki w światło bramki. Plan sprytny i widać, że Wisła się na nim nie poznała, bowiem Bełchatów kilka razy w ten sam sposób wykonał rzut rożny.

W kolejnych próbach schemat był ten sam, tylko zmieniali się wykonawcy. Zgrywającym był Drzymont, a do strzału miał dojść Żewłakow. Na obok przedstawionej grafice żółtym kolorem zaznaczyliśmy Lacicia i jego ruchy w tej akcji, a niebieskim pilnującego go Sivakova, który zgubił krycie odwracając się do niego plecami.


Gdyby Łukasz Sapela miał lepszy dzień, być może Wisła nie zdobyłaby w piątek kompletu oczek. Taktycznie Bełchatów zagrał bardzo dobrze, nawet grając w „10”. To było spotkanie, z którego można było zaczerpnąć podstawy taktyki wyłożone w książkowy sposób.


Reklama