Sunderland AFC – Wigan Athletic 4-2: Zwycięstwo w środku pola


Bezpośrednie spotkania między zespołami walczącymi o utrzymanie dostarczają nam więcej emocji jeśli chodzi o fizyczną walkę, jednak zespoły prezentują zazwyczaj wtedy zachowawczą grę, będąc pod presją wyniku. W wielkosobotnie popołudnie rozgrywane na Stadium of Light rozjaśniło sytuacje gospodarzy, którzy korzystny wynik osiągnęli, głównie dzięki nieplanowanej zmianie w środku pola.


Sunderland, który przed tym spotkaniem zdołał zgromadzić jedynie 1 punkt w 9 kolejnych potyczkach, przystąpił do gry w preferowanym przez Steve’a Bruce’a ustawieniu 4-4-2 z najdroższym zawodnikiem Black Cats w historii, Asamoah Gyanem, oraz, nie do końca jeszcze zdrowym, Dannym Welbeckiem w linii ataku. Hołdujący ofensywnej grze Roberto Martinez desygnował do gry swą jedenastkę z dwójką defensywnych pomocników, 3 ofensywnych i samotny Rodallegą na szpicy.

Jose Mourinho, wprowadzający ten system w Realu, charakteryzuje jego zalety tak: „Ten system daję dużo swobodę trójce pomocników operujących między napastnikiem, a dwójką zabezpieczającychich pomocników. Pozwala to im na szybkie wymiany pozycji”.

Mourinho wymaga od swoich piłkarzy, aby piłka była wyprowadzana z linii obrony szybko i optymalnie po 2-3 podaniach, znalazła się u pomocników ofensywnych. 4-2-3-1 w wykonaniu Wigan Martineza brakowało natomiast tej dynamiki wyprowadzania akcji. Joachim Loew, ustawiający w ten sam sposób reprezentację Niemiec, oczekuję że takie ustawienie pozwoli w naturalny sposób wyprowadzać szybkie kontry (np. spotkanie z Anglią na MŚ ’10). W przypadku Wigan, dominowało wolne rozgrywanie i przy pressingu jaki próbowali wywrzeć na rywalach piłkarze Sunderlandu, goście zamiast wyprowadzać szybkie kontry i szukać głównie do przodu, skupiali się na jak najdłuższym utrzymaniu przy piłce. Dawało to im optyczną przewagę, jednak niezupełnie przełożyło się na wymierne efekty, takie jak okazje bramkowe.

Drużynę Czarnych Kotów prześladuję w tym sezonie duży pech. Zdegustowany kibic pozwał do sądu klub, za to że pewien czas temu, na jednym z treningów, został trafiony piłką w głowę, drużynę prześladuję plaga kontuzji, a mniej więcej od czasu kupna wspaniałego rozgrywającego z PSG, Stephana Sessegnona, drużyna zdobyła zaledwie 1 na 27 możliwych punktów. W sobotę kibice miejscowej drużyny znów przeklinali los, gdy 3 dokonane przez Bruce’a zmiany wywołane były kontuzjami kluczowych piłkarzy. Co od jednej z tych, trzeba przyznać, że wywarła pozytywny wpływ na grę podopiecznych byłego obrońcy Manchesteru Utd.

Tak jak wspomniałem wcześniej, Sunderland grał w ustawieniu 4-4-2, które zostawiało sporo miejsca dla Diame i dwójki defensywnych pomocników rywala. Gdy jednak Bruce zmuszony był ściągnąć Welbecka, wprowadził w jego miejsce Malbranqe’a.
Zmiana taka oznaczała, że Sessegnon przeszedł na środek, z zadaniem operowania za plecami Gyana, a Malbranqe zajął miejsce na lewym skrzydle z tendencją do schodzenia centralnie. Takie ustawienie, pozwoliło miejscowym opanować środek pola, utrzymać się dłużej przy piłce i stwarzać okazje bramkowe. Charakterystyczna jest tutaj statystyka podań drużyny. Do zmiany (26′)wykonali oni 85 podań (60 celnych), to do końca połowy, wykonali ich już 152(102 celne). Te same statystyki dla Wigan wynoszą 111 podań do 26 minuty, w tym 80 celnych i 157(111)przez resztę pierwszych 45 minut (plus 6 doliczonych minut z powodu kontuzji Beardsley’a. To co możemy bezwzględnie odczytać z tych liczb, to że o ile początkowo gospodarze musieli biegać za rywalem posiadającym piłkę(zdecydowanie większa liczba podań), to później statystyki te i gra się wyrównały.

Wigan to drużyna preferująca grę ofensywną i drugą połowę zaczęła od gry ofensywnej. Niedługo po przerwie udało się im wykorzystać zbyt głęboko cofniętą linię rywala linię rywala, ale był to łabędzi śpiew gości. Zawiedli szczególnie N’Zogbia i Rodallega, dwójka szczególnie odpowiedzialna za grę ofensywną Wigan. Sunderland, który po straconej bramce rzucił większość sił do przodu, wykorzystywał nie tylko przewagę w środku pola, ale także skrzydła. Słaba obrona podopiecznych Martineza może być ich gwoździem do trumny – spadku do Championship.

Pierwsze dwie bramki Sunderlandu padły po dośrodkowaniach z bocznych stref, pierwsza z rzutu wolnego, druga przy fatalnym ustawieniu obrońców. Sessegnon był już wtedy najbardziej wysuniętym do przodu, gdyż, o dziwo, po kontuzji zejść musiał Gyan. Potrzebujące punktów Wigan otwarło się, szukając akcji ofensywnych, jednak znalazło tylko nieprzekonujący rzut karny dla rywali.

Przejście na grę jednym napastnikiem pozwoliło Sunderlandowi na lepszą kontrolę środka pola i lepsze wykorzystanie możliwości Gyana, Hendersona i Sessegnona. Bardzo dobrą zmianę dał Malbraqnue. Zawodnicy z północnej Anglii być może wreszcie znaleźli odpowiednie ustawienie. Trener Wigan podsumował mecz mówiąc, że do momentu strzelenia bramki, jego piłkarze kontrolowali mecz, jednak później dali się wciągnąć w ‚szaloną grę’. Nie chce być złośliwy, ale cała taktyka Wigan opiera się na ‚szalonej grze’, a z taką grą defensywną ciężko o utrzymanie w jednej z najbardziej wymagających lig świata.

Reklama