Porto – Villarreal 5-1: mecz dwóch połów

Porto zdeklasowało Żółtą Łódź Podwodną i jest jedną nogą w Dublinie.


Do składu Smoków powrócili Helton, Maicon i Guarin. Fucile, którego miejsce zajął Sapunaru, oraz Belluschi nie mogli zagrać z powodu kontuzji. Villas-Boas zgodnie z przewidywaniami ustawił zespół w 4-3-3.

Juan Carlos Garrido nie mógł skorzystać z usług Gonzalo, Angela Lopeza i Marcosa Senny. Ekipa z Hiszpanii zagrała swoim tradycyjnym, przypominającym 4-2-2-2, ustawieniem.

Pierwsza odsłona była szalenie emocjonująca od samego początku. Gra była szybka, piłkarze obu ekip agresywnie doskakiwali do przeciwników, czym wymuszali szybkie decyzje. Mimo zaciętości gra była czysta. W drugiej połowie Villarreal zgasł, a podopieczni Andre Villasa-Boasa pokazali ogromny charakter.

Pierwsza połowa

Inicjatywę od samego początku przejęli gospodarze. Na papierze i w praktyce Smoki miały jednego piłkarza więcej w środku pola w osobie Fernando – jest to jeden z podstawowych atutów 4-3-3, gdy wspomniane formacje stają naprzeciw siebie. Boczni pomocnicy Villarreal ściągali do środka – jest to charakterystyczny element gry drużyny prowadzonej przez Garrido. W ten sposób próbowali zniwelować przewagę liczebną gospodarzy w środku. Jednocześnie otwierali boczne sektory dla skrajnych obrońców Porto – zajmowali oni bardzo ofensywne pozycje. W ten sposób w pewnych fragmentach drużyna wyglądała jak 2-1-4-3: Rolando i Otamendi jako dwójka stoperów, którzy mieli dużo czasu przy piłce, Fernando przed nimi. Trójka z przodu grała wąsko – byliśmy już świadkami podobnego wariantu w kończącym się sezonie.
Biorąc pod uwagę fakt, że Villarreal miał z przodu 2v3, Porto zawsze spokojnie mogło rozegrać piłkę i rozpocząć akcję – pod koniec pierwszej połowy Smoki posiadały piłkę przez ok. 60% czasu gry.

Obraz ten jest o tyle istotny, że dużo bardziej ofensywnie grał lewy obrońca, Alvaro Pereira. Z prawej strony, Sapunaru grał zachowawczo, a Rodriguez momentami za szeroko. Urugwajczyk z kolei zapędzał się do przodu, jednak jego dośrodkowania były zasadniczo niecelne. Zostawiał za sobą cały boczny korytarz, do którego goście docierali grając szybkie prostopadłe piłki z głębi pola – Nilmar mógł zdobyć gola już w 6. minucie spotkanie. Podobna sytuacja miała miejsce w 28 minucie. Porto grało bardzo wysoko, a goście potrafi to wykorzystać we wspominany wyżej sposób. Ostatecznie to właśnie po takiej akcji padła bramka. Nilmar wykorzystał przestrzeń zostawioną przez Alvareza, Cani wbiegł do środka i zdobył gola.

Druga połowa

Ciężko doszukać się zmian taktycznych, które wpłynęły na wynik spotkania, skoro sam Villas-Boas, stwiedził po meczu, że drużyna grała tak samo dobrze w obu częściach. Warto zatem wskazać kilka charakterystycznych elementów drugiej części meczu.

Gracze Porto drugą połowę rozpoczęli z taki samym impetem jak pierwszą. Zdobyli szybko bramkę, dzięki której wytrącili Villarreal z rytmu i utrzymali dominację do końca spotkania. Momentami Porto przypominało 4-2-3-1, nie tyle samym ustawieniem, co ogólnym sposobem gry: jeden ze środkowych pomocników Porto częściej zostawał z tyłu, bliżej Fernando, i razem kreowali oni grę z głębi pola.

Pierwsza bramka padła po rzucie karnym, który był skutkiem słabej komunikacji i nieodpowiedzialnego ustawienia w defensywie (stopklatka w 0:36). Po wyrównaniu Smoki miały więcej z gry, ale warto odnotować, że do strzelenia drugiej bramki Żółta Łódź Podwodna dosyć dobrze się broniła i Porto nie potrafiło przełożyć posiadania piłki na sytuacje. Alvarez nie zapędzał się tak daleko jak w pierwszej połowie, był tylko czasem uruchamiany crossowymi podaniami. Goście momentami sprawiali wrażenie, jak gdyby grali wąskim 4-2-3-1. Ekipie Villasa-Boasa potrzebne było przełamanie, którego dokonał Guarin. Jego znakomity ruch, który przywiódł na myśl bramkę z listopada przeciwko Benfice (1:47), zaowocował bramką, po której piłkarze Villarrealu zostali zupełnie rozbici i czekali na koniec spotkania. Kolejne bramki to znakomita gra Hulka z prawej strony i fenomenalny Falcao.

Piłkarze Garrido wyglądali na zmęczonych i powolnych. Zabrakło im koncentracji i rozeznania o tym, co dzieje się na boisku, co szczególnie było widać przy trzeciej bramce dla Porto.

Na koniec

Smoki pokazały niesamowity charakter i determinację. Połączenie techniki z siłą fizyczną i kondycją w wykonaniu podopiecznych Villasa-Boasa jest imponujące. Z Villarrealu powietrze uleciało już po 45 minutach gry. W ostatnich 3 meczach Ligi Europejskiej zdobyli 15 goli tracąc tylko 3. Porto jest jedną nogą w finale, którego również prawdopodobnie będzie faworytem.

Bartosz Gazda
Największe odkrycie scoutingowe Ojca Założyciela. Wypatrzony na swoim malutkim blogu traktującym o taktyce w Serie A, dziś pisze o piłce na krotkapilka.pl i olemagazyn.pl.

Reklama