Man Utd – Everton 1-0: Powrót do…przeszłości

Cofnięty Rooney nie zrobił różnicy, by pomóc w zwycięstwie nad swoim byłym klubem. Za to powrót do starego pomysłu taktycznego Fergusona okazał się skuteczny w walce z Evertonem. U podstaw triumfu „Czerwonych Diabłów” legła zmiana taktyki w trakcie meczu.

Parający się podawaniem ustawień drużyn piłkarskich z większości lig świata portal Football-Lineups podał, że Man Utd w konfrontacji z Evertonem zagrał w systemie 4-4-2 z Rooney’em i Hernandezem w ataku. Tak też przedstawiła ekipę z Old Trafford telewizja Sky Sports, która transmitowała to spotkanie. Jednak jeśli ktoś wnikliwie śledził mecz, mógł zauważyć, że Rooney wcale nie grał z Hernandezem w jednej linii.


Z kolei zajmujący się analizami taktycznymi Zonal Marking przedstawił drużynę „Czerwonych Diabłów” w układzie 4-4-1-1, co było już bliższe sytuacji na boisku. Z drugiej strony skrzydłowi Nani i Valencia grali zdecydowanie wyżej niż Gibson i Anderson. Dlatego w praktyce wyglądało to na 4-2-3-1 z Rooney’em jako głównym rozgrywającym i centalną postacią w taktyce na ten mecz, co przedstawimy za chwilę.

United wygrali, bo Ferguson lepiej odczytał sytuację na boisku. Wprowadził korekty w ustawieniu, które pomogły United osiągnąć większą przewagę, gdyż plan taktyczny założony na to spotkanie nie wypalił. Everton wyszedł na Old Trafford w ustawieniu 4-2-3-1, ale w wąskiej wersji. Na prawej stronie pomocy Seamus Coleman, na lewej Dinyar Bilyaletdinov. Prawa strona wyraźnie nastawiona była na zatrzymanie Naniego i trzeba przyznać, że ten plan się powiódł. Portugalczykowi bowiem nie wyszło żadne z krosowych podań w pole karne, a na dodatek nie miał odpowiedniego wsparcia ze strony lewego obrońcy, którym od początku był O’Shea.

Jak wspomnieliśmy głównym pomysłem taktycznym na budowanie ataku było zaangażowanie Wayne’a Rooney’a w rozgrywanie, a raczej decydowanie o ostatnim podaniu. Reprezentant Anglii cofał się w głąb pola i najczęściej miał prostopadłym podaniem poszukać wychodzącego na pozycję Hernandeza. Jednak jak widać z załączonej obok grafiki spora część wyborów Rooney’a była nietrafiona. Być może brak Evry od początku i obecność mniej ofensywnego O’Shea były również częścią planu. Wiemy, że United głównie wykorzystują skrzydła do stworzenia groźnych sytuacji. Lecz tym razem większość ataków była konstruowana środkiem boiska, o czym świadczyć mogą nie tylko statystyki Rooney’a (74 podania), ale także Andersona (70 podań).

W tym meczu nie tylko rozkład podań zdradza zadania Rooney’a. Spoglądając na podejmowane przez Anglika próby strzałów na bramkę również skłonią nas do uznania, że grał zdecydowanie za plecami Henrandeza. W przypadku braku optymalnych rozwiązań (ostatniego podania) Rooney podejmował próby strzału na bramkę. Jak widać wszystkie 5 prób zza pola karnego.

Plan taktyczny Fergusona nie przynosił skutków, co nie uszło uwadze Szkota. Po pierwsze Rooney nie podejmował najlepszych decyzji. Po drugie nie miał w środku pola tyle miejsca, wobec obecności tam Phila Neville’a i Jacka Rodwella. Wreszcie cały zespół Evertonu dobrze ustawił się w obronie. „The Toffees” w podstawowym składzie mieli aż 7 zawodników odpowiedzialnych za defensywę, co dodatkowo utrudniało konstruowanie ataku pozycyjnego na ich połowie. Chociaż David Moyes bardziej spodziewał się ataku skrzydłami, jak United grali w większości spotkań w tym sezonie. Para zawodników z prawej strony Hibbert – Coleman, wspomagani przez Nevile’a to specjaliści Moyesa od powstrzymywania przebojowych skrzydłowych. Poprzednio szkoleniowiec Evertonu wybrał taki wariant przeciwko Aston Villi, gdzie na prawej stronie dzieli i rządzi Ashley Young. Mimo powielenia wariantu z Villa Park, Moyes bardzo szybko zdołał przystosować zespół w obronie do innego stylu gry przeciwnika.

W 2 połowie Rooney już nie był centralną postacią taktyki. Gdy schemat się nie sprawdził Ferguson zmienił w trakcie meczu taktykę. Wprowadzając bardziej ofensywnego Evrę w miejsce O’Shea, zwiększył siłę lewej strony. W dodatku zmienił się układ sił pomiędzy formacjami. Ferguson nie potrzebował już dwóch defensywnych pomocników i 4-2-3-1 w trakcie drugiej połowy przemodelował na 4-4-2 w diamencie. W pierwszej linii obok Hernandeza wystąpił Owen, a Rooney wciąż operował za plecami napastników. Ferguson powrócił zatem do taktyki ataku skrzydłami.

Co ciekawe drużyna Moyesa straciła gola, gdy United grali tak jak szkoleniowiec Evertonu spodziewał się tego przed meczem. O ile prawa strona „The Toffees” była przygotowana na Naniego, o tyle lewa była bardziej nastawiona ofensywnie (Baines i Bilyaletdinov). Środkowy obrońca Distin często asekurował Bainesa, ale w kluczowej akcji nie zdążył – Valencia zdołał dośrodkować, a Hernandez znalazł się tam, gdzie powinien dobry napastnik.

Ferguson zaskoczył Moyesa zmianą taktyki, lecz w trakcie spotkania powrócił do bardziej efektywnej. Moyes choć był gotowy na starą skuteczną taktykę United, lepiej radził sobie z nowym pomysłem rodaka, a jego zespół skapitulował, gdy Manchester grał w bardziej spodziewany sposób. Ferguson zrobił krok w tył, by zrobić dwa do przodu i zdobył trzy punkty.

Ps. Ciekawe czy wariant taktyczny rozgrywany przez Fergusona być ćwiczony na wtorkowe spotkanie SchalkeManchester United?

  • To się zgadza, że nowa taktyka Fergusonowi nie wyszła. Nie wątpliwie sytuacja zmieniła się po wejściu Evry, Rooney poczuł się zdecydowanie swobodniejszy i nie ciążyła na nim rola rozgrywającego. Strata bramki była raczej wynikiem błędu w defensywie (mianowicie, Distin) i tak na prawdę, Meksykanin nie wrócił na pozycję po nieudanym ataku pozycyjnym, żeby wbiec na dośrodkowanie. Szkoda tylko, że nie wspomniałeś o drugiej połowie po stronie Evertonu który raczej prezentował ułomne ustawienie 4-5-1, gdzie o dziwo do akcji włączali się środkowy obrońcy (Jagielka) a nie jak w większości meczy – Baines.

  • Anonymous

    Po meczu z Schalke okazalo sie, ze nowa taktyka wcale nie musiala w meczu z Evertonem „wychodzic” – przypuszczalnie byla to zmyla, dla ewentualnych obserwatorow z Niemiec. Zasugerowali Rooneya jako glownego rozgrywajacego

Reklama