Legia – Widzew 1-0: zachowawczo


Legia, bez zwycięstwa od 6 marca, na kilka dni przed najważniejszym meczem sezonu, zdobyła 3 punkty po meczu, w którym żadna ze stron o to zwycięstwo się zbyt mocno nie starała.


Maciej Skorża stanął przed problem, gdyż po kontuzji Vrdoljaka nie miał za bardzo kogo desygnować do roli rozgrywającego. Ostatecznie pozycję ofensywnego pomocnika w systemie 4-2-3-1 zajął Radovic. Na prawej obronie Rzeźniczaka zastąpił Jędrzejczyk. Dwójkę defensywnych miejsc na środku pomocy zajęli Gol i Borysiuk.

Czesław Michniewicz wybrał defensywne 4-4-2 z awaryjnie ustawionymi Szymankiem i Budką na bokach obrony. Panka z Broziem mięli rozbijać ataki Legii w środku pola, a skrzydłowi Nakoulma z Oziebałą wspierali Sernasa i Dżalamidze.

Widzew przyjechał do Warszawy z założeniem zachowania czystego konta. Wszystko co udałoby się zdobyć ponad to, byłoby zdobyczą ponad plan. Cała czwórka obrońców ustawiała się blisko własnej bramki. Boczni defensorzy unikali włączania się w akcję ofensywne. Ich wypady policzyć można było na placach jednej ręki. Środkowi pomocnicy mieli jedynie zadania defensywne, z rzadka zbliżali się do linii obrony Legii. W ataku ustawienie Widzewa rozpisać by można jako 4-2-4 z włączającymi się jedynie skrzydłowymi pomocnikami. Wznowienia gry od bramkarza, były to dalekie wybicia, albo na środkowych pomocników, mających przedłużyć piłkę do napastników, albo bezpośrednio 'na walkę' dla ofensywnego kwartetu.

Taka gra Łodzian nie przynosiła wielkiego efektu. Praktycznie jedyne zagrożenie jakie stwarzali to stałe fragmenty gry, gdzie zagranie skierowane były na dobrze grającego głową i obdarzonego słusznym wzrostem, Jacka Bieniuka. Raz tylko, widzewiacy zaskoczyli legionistów krótkim rozegraniem, po którym Sernas uderzył w boczną siatkę.

Głównym celem gości, jak już wspomniałem, było zachowanie czystego konta. Gra Legii, bez kreatywnego Vrdoljaka, opiera się na szybkości Manu, Rybusa i Radovica, oraz na szukaniu dośrodkowań na Hubnika. Cofnięta obrona zmniejszała przestrzeń za plecami, gdzie ci zawodnicy mogliby wbiegać. W takiej sytuacji należy szukać gry pozycyjnej – szybkiej wymiany podań wszerz boiska na połowie przeciwnika. We wczorajszym meczu zawodnicy Legii, przy niemal każdym kontakcie z piłką potrzebowali kilku ruchów na jej opanowanie, poprawienie i zagranie. Wszystko było robione zdecydowanie za wolno.

Na antenie C+ Grzegorz Mielcarski poruszył też temat dośrodkowań Legii: ’obserwowałem rozgrzewkę Legii. Widziałem około 20 prób dośrodkowań ze strony bocznych zawodników: Manu, Rybusa, Wawrzyniaka i Jędrzejczyka. Na tych 20 prób, może 3 były udane. Manu na 5 swoich dośrodkowań, może miał jedną, za którą mógłby dostać naciąganą czwórkę.' Te czynniki sprawiły, że niemal niewidoczny był Hubnik.

Legia stwarzała zagrożenie w poprzednich meczach po SFG bitych na Vrdoljaka. W obliczu absencji Chorwata i tak fatalnej formy skrzydłowych, 'José' Michniewicz, nakazał swoim zawodnikom krycie strefowe przy rzutach rożnych. Niedokładne ich wykonanie nie poddało ich poważnej próbie i zagrania ze stojącej piłki nie rodziły nerwowości w szeregach gości.

W swojej książce o systemie 4-2-3-1, Michał Globisz i Andrzej Sikorski o roli dwójki defensywnych pomocników napisali: .Ustawieni w miarę blisko siebie i wahadłowo przesuwają się w zależności od miejsca rozgrywanej akcji. W bocznych sektorach boiska dążą do podwajania krycia. Dają znakomitą możliwość grającemu przed nimi środkowemu pomocnikowi oraz bocznym pomocnikom na podejmowanie ryzyka w grze ofensywnej, bez obaw, że strata piłki przyniesie duże niebezpieczeństwo. Powinni wspierać również grę do przodu'. W przypadku Legii rolę tę pełnili Borysiuk i Gol. O ile do gry Borysiuka, raczej, nie można mieć wielkich pretensji, gdyż ubezpieczał defensywę, wystawiał się na pozycję, gdy środkowi obrońcy mieli wyprowadzać piłkę, zaliczył kilka ładnych przerzutów, to całkowicie zawiódł Janusz Gol. Zawodnik który zajął miejsce Cabrala, został zmieniony już w 55 minucie właśnie przez Argentyńczyka. W momencie wyprowadzania piłki uciekał do przodu. Albo chował się za plecy zawodników Widzewa, albo wybiegał aż do wysokości Michala Hubnika, w momencie gdy piłkę mieli środkowi obrońcy Legii(sic!). Gdy znalazł się w posiadaniu piłki, zwalniał akcję, chciał sam minąć rywali, podawał niedokładnie. W obronie często spóźniony. Gubił ponadto pozycję. W wywiadzie w przerwie meczu powiedział: ’Narazie się nie udało, ale robimy wszystko by strzelić bramkę (…) może dogram do końca meczu'. Jeśli nie dokuczała mu żadna kontuzja, a nikt o tym nie wspomniał, to zawodnik dał popis kompletnego ignoranctwa. Po połowie, w której żadna drużyna nie oddała celnego strzału na bramkę ( w całym meczu łącznie 3 strzały celne, w tym jeden Manu z połowy boiska. Widzew 0 celnych strzałów), stwierdza, że drużyna robi wszystko co potrafi, aby bramkę zdobyć. Nawet Maciej Skorża przyznał po meczu: 'Tyle razy ładnie przegrywaliśmy, że, chociaż po takiej grze, ale chcieliśmy wygrać (…) W poprzednich meczach popełnialiśmy mnóstwo prostych błędów. Teraz chcieliśmy ograniczyć ryzyko do minimum'. Gol ponadto zdradził, że jego głównym celem na to spotkanie jest jedynie dotrwanie do 90 minuty (premia?). Tutaj przykładowe zagranie Gola. I tutaj też. I tu. I tu. Po zmianię, Legia przeszłą na grę 4-4-2, gdzię Radovic przeszedł na lewe skrzydło.

Bramka Legii, zdobyta po zbytnim zawężeniu przez obrońców Widzewa i spóźnionym powrocie Oziębały zaskoczyła chyba samych Legionistów. Po jej zdobyciu warszawianie cofnęli się, chcąc zaprosić gości na swoją połowę, aby zabezpieczyć linię obrony i czekać na kontry dla swoich szybkich skrzydłowych. W końcowej fazie meczu obie drużyny stworzyły po jednej groźnej okazji. Legia wyprowadziła szybką kontrę po nieudanym wolnym Widzewa, a Łodzianie mieli słuszne pretensję o nieprzyznaną czerwoną kartkę dla Jędrzejczyka.

Mecz stał na niskim poziomie. Przez 90 minut piłkarze 'wymęczyli' ledwie 3 celne strzały bramkę. Wszystkie za sprawą Legii. Wojskowi, jeśli chcą myśleć o zdobyciu pucharu i grze w Europie, muszą znaleźć sposób jak przyspieszyć swoją grę, potrafić utrzymać się dłużej przy piłce i popracować nad akcjami oskrzydlającymi. Na pewno Skorża musi postawić na Kucharczyka, gdyż ten we wczorajszym meczu wniósł sporo ożywienia do gry i nastraszył trochę obrońców gości. Mimo wszystko jednak Legia, była wczoraj tą lepszą drużyną, spośród dwóch słabych.
To nie o takiej Legii marzyli kibice i Maciej Skorża.

Reklama