Mała taktyka

Jednym z powodów dla których postanowiłem przenieść ideę Non-League Day na Polskę (i polski Wielki Dzień Naszej Piłki) było traktowanie małego futbolu, tego w amatorskim wydaniu, po macoszemu. Zwykle gdzieś na uboczu, na krzywych boiskach, przebierając się w barakach ci, którzy nie mieli szans na profesjonalną karierę kopią się w czoła niedopompowaną futbolówką. Obraz dopełnia piwo w ręce, papieros w drugiej i bęben zasłaniający stopy, utrudniający wiązanie butów.


Dlaczego to piszę? Nie mam zamiaru po raz kolejny małego futbolu wychwalać z tego tylko względu, że sam takim pasjonatem/niespełnionym kopaczem jestem, ani już promowanie akcji nie ma większego sensu (druga edycja się zakończyła) – wola zmierzenia się z wymienionymi stereotypami wystarczy.

Skoro więc przeciętny kibic futbol amatorski lekceważy, wręcz się z niego zaśmiewa, trzeba przeciwstawić fanom te rzesze pasjonatów piłkarzy i trenerów by ich w lepszym świetle ukazać. Nie będę jednak twierdził, że umiejętnościami są na równi z gwiazdami Ekstraklasy, choć gdybym mógł to pewnie teorię o pięknych bramkach, dramaturgii i emocjach bym pokątnie do tekstu przemycił. Niestety, nie mogę – mam pisać o taktyce.

Taktyce? W niższych klasach rozgrywkowych? Wstawać, drodzy Czytelnicy, z podłóg w całym kraju. Wbrew pozorom (i stereotypom!), ja sobie nie żartuję, ani nie kpię. Chcę całkiem serio podjąć się tematu przedstawienia Wam aspektów taktycznych z okręgówek, A, B czy C-klas. Siedmioletnie doświadczenie z obijania czoła w tychże ligach może pomóc.

Postacią centralną jest oczywiście trener i to w dużej mierze od jego podejścia zależy to czy dana drużyna nie ogranicza swoich związków z taktyką do mniej lub bardziej przypadkowego rozstawienia zawodników w standardowym 4-4-2 czy wciąż często spotykanym 3-5-2. Spotkałem w tej swojej amatorskiej przygodzie osoby, które za nic nie wiedziały czym jedno od drugiego się różni, o podstawach gry w systemie jednym lub drugim nie miały pojęcia, choć rolę (stanowisko!) trenera piastowały. Takich typów, pozwólcie, przemilczę.

Są jednak osoby ambitniejsze. Są trenerzy, którzy wiedzą czym są zajęcia taktyczne, lubią bazgrać po tablicy, przekazują zawodnikom specyfikę i wskazówki dotyczące gry na każdej pozycji. Pamiętajcie, że mówimy o amatorach – tacy szkoleniowcy sami pracują w tygodniu, a jeszcze do tego starają się w jak najbardziej profesjonalny sposób prowadzić zespół. Często muszą swoje zamiary ograniczać – frekwencja na treningach nie powala i poważnie możliwości trenerskie ogranicza, podejście zawodników jest luźne, dostępność boiska, sprzętu… To są standardowe problemy, które wpływają na jakość pracy każdego zespołu amatorskiego.

Jakość pracy jest bardzo ważna. Trenerzy, zwłaszcza ci młodsi (choć to nie reguła), są ambitni, chcą by drużyna się rozwijała i doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dwa czy trzy treningi z połową składu nie są idealnymi do tego warunkami. Gwarantowana jest zaciętość piłkarzy, ale znacznie ważniejszy jest rodzaj treningu – nie tylko oddawanie strzałów na bramkę czy ‘gierka’ lub popularny ‘dziadek’. Da się zaobserwować tendencję, że im trener ambitniejszy tym te zajęcia są ciekawsze – bardziej urozmaicone, nastawione na dany element gry, podnoszenie indywidualnych umiejętności zawodników, utrwalanie (prostych) schematów dostosowanych do danego ustawienia. Niestety, zdarzają się też przypadki przekombinowania w planowaniu treningów – są one za długie, ćwiczenia zbyt skomplikowane czy monotonne.

Wspomniałem o schematach – one, wraz ze stałymi fragmentami gry, są kluczowe jeśli chce się w futbolu amatorskim odnieść sukces jako zespół. Współpraca bocznego obrońcy z grającym przed nim napastnikiem, obieg za plecami, atak rozgrywającego z drugiej linii, gra napastnika tyłem do bramki, odgrywanie do konkretnych zawodników… To wszystko jak najbardziej ma znaczenie i uwierzcie mi, że zespół, który ma względnie dobrze opanowane dwa lub trzy takie schematy rozegrania (nieskomplikowanej) akcji ma ogromną przewagę nad resztą drużyn.

Jeśli jeszcze potrafi wykonywać stałe fragmenty gry… Wystarczy ten sam schemat na, powiedzmy, rzuty rożne i osoba, która potrafi dokładnie piłkę zagrać – gdy jeszcze dołoży się do tego pięciu piłkarzy, którzy wiedzą co mają zrobić i to robią w polu karnym to nie ma mocnych, a każdy nadlatująca futbolówka sieje popłoch. Nie ma w tym przypadku, a ja widziałem w niższych klasach naprawdę kapitalne i proste pomysły na stałe fragmenty gry – przynosiły one nadspodziewane efekty i wielu drużynom wygrywały trudne spotkania.

Wrócę jednak do trenerów. Może on się starać, organizować najlepsze treningi w swoim regionie, być ambitny, mieć materiały, zaplecze i sprzęt, ale i tak polec w starciu z grupą zawodników, których świadomość taktyczna jest znikoma. Machną oni ręką na wszystkie wskazówki i zalecenia, zlekceważą swoje zadania… Przecież i tak trener ich nie zawiesi (ograniczać kadrę, która i tak liczy już kilkunastu zawodników? A kartki, a kontuzje…), klub nie nałoży kary finansowej, a kibic nie pojawi się na treningu grożąc mu palcem lub kijem.

Świadomość taktyczna nie jest rzeczą powszechną u piłkarzy, nawet na najwyższym poziomie krajowym. Różnie interpretowana, może dla dobra tego artykułu oznaczać po prostu futbolową inteligencję, wiedzę jak, gdzie i po co przemieszczać się z piłką i bez piłki, jak rozgrywać, dlaczego warto czasem do boku lub do tyłu niż do przodu… W niższych klasach rozgrywkowych nawet mając wystający brzuch i będąc po złej stronie trzydziestki jesteś zawsze o krok przed rywalem wiedząc i kontrolujesz piłkę, masz przewagę. Niektórzy nazywają to doświadczeniem, ale wcale nie jest to zależne od wieku. Niektórzy mówią, że jest to kwestia inteligencji (o tak, inteligencja też w piłkę pogrywa!), ale są osoby co zdania nie sklecą, a na boisku czytają grę lepiej niż profesorowie podręczniki.

Tak jak trener jest centralną postacią drużyny, tak dwie, trzy osoby o najwyższej świadomości taktycznej w drużynie zwykle stanowią jej kręgosłup – stoper, defensywny i ofensywny pomocnik. Oni regulują tempo, oni ustawiają (krzykiem) innych, wybierają kierunek gry, automatycznie narzucają rozegranie danego schematu. Problemem jest to, że, przy wielkiej różnorodności stosowanych ustawień w niższych klasach rozgrywkowych, nie ma czasu na rozwijanie tej świadomości u innych – nie ma długich odpraw, regularnych analiz materiału video… Bo po prostu być nie może. To przecież tylko futbol amatorski, a więc większość działa na zasadzie prostych komend, automatyzmu.

Z doświadczenia wiem, że zespołową świadomość taktyczną można poznać po tym jak drużyna się broni. Jeśli wygląda to chaotycznie, przypadkowo to i najlepszy obecnie system i umiejętności indywidualne nie pomogą, a gdy trafi się na dobrze zorganizowany zespół o przeciętnej jakości jednostek to o sukces trudno. Rozwiązania w defensywie są proste. Przykładowo, w 4-4-2 (co wie każdy!) bez piłki zespół ustawia się wąsko, przesuwa od lewej do prawej jak po sznurku, asekuruje odpowiednio i zamyka środek. Trzy proste, ale skuteczne sposoby na wygranie meczu? Nie będę przesadzał, ale na pewno pomagają.

Wbrew pozorom świadomość taktyczna zespołu jest i może być obecna zarówno na samej dole rozgrywkowej piramidy, jak i dwa, trzy szczeble wyżej. Wszystko zależy od możliwości trenera i zawodników, umiejętnego dostosowania się do sytuacji (np. ilości treningów) oraz, przede wszystkim, woli. Wierzcie lub nie, ale zwalnianie niepotrafiącego dogadać się z zespołem trenera jest równie łatwe w Ekstraklasie co w C-klasie…

Nie wiem czy ten tekst przekonał Was do tego, że jednak taktyka i jej pochodne są w niższych klasach rozgrywkowych obecne. Wiadomo, że strzałki rozrysowane na arkuszach papieru czy magnesy odpowiednio przyczepione do tablicy nie sprawią, że nagle amator poprawnie przyjmie piłkę, poda dokładnie na średnią odległość, przerwie akcje w idealnym momencie, wykończy ruch drużyny… Braki, które oddzielają piłkarzy niedzielnych od tych codziennych są widoczne gołym okiem z trybun czy boiska, nikt im nie zaprzecza – chyba, że po takich meczach jak piątkowy pojedynek naszych w Kownie…

Wiem jednak, że w niższych klasach rozgrywkowych łatwiej jest taktykę dostrzec. Jest ona znacznie prostsza, w zasadzie sama jej kwintesencja czy podstawy, ale nadal dla osoby, która nie odbiera piłki nożnej tylko i wyłącznie jako dwudziestu dwóch gości biegających po murawie by wbić futbolówkę do jednej lub drugiej bramki, powinna być to rozrywka w jakimś stopniu atrakcyjna.

Czy przełamałem stereotypy, pokonałem bariery i przekonałem sceptyków? Mi wystarczy, że taktyczne głowy tu zaglądające zachęciłem, a choćby ze zwykłej, ludzkiej ciekawości!, do przyjścia na mecz niższej klasy rozgrywkowej i przekonania się, że taktyka faktycznie robi różnicę. Zwłaszcza w futbolu amatorskim…

Reklama