Liverpool-Man Utd 3-1: Facet z pomysłem


Nie pierwszy raz pod wodzą Kenny’ego Dalglisha Liverpool wygrywa mecz posiadając bardzo dobry plan taktyczny. Zwolnienie Roy’a Hodgsona i przyjście szkockiej legendy Liverpoolu miało dwojakie reakcje. Z jednej strony wszyscy cieszyli się, że managerem została ikona klubu, która ma olbrzymi autorytet wśród piłkarzy. Z drugiej strony władzę w klubie z Anfield przejął trener, który ostatnio siedział na ławce ponad 11 lat temu i nie wiadomo czy nadążył za zmianami w taktyce piłkarskiej.

(Ponowny) Ligowy debiut Dalglisha w starciu z Blackpool wypadł mizernie. Liverpool przegrał 1-2, a Szkot desygnował do gry innych zawodników, lecz w tym samym systemie 4-2-3-1. Nie zadziałało. Dalglish zauważył problemy w środkowej strefie boiska i już na konfrontacje z Evertonem postanowił zmodyfikować ustawienie na 4-3-2-1, przy czym nie była to „choinka”, bo wspomniana „2” to Kuyt i Maxi, którzy grali szeroko.

Przyszło w końcu skonfrontować się z Chelsea i szkocki manager znów zaskoczył. Przewidział, że Carlo Ancelotti postawi na grę ofensywną z trójką napastników, dlatego zablokował poczynania Chelsea i zdecydował się grać z kontry w systemie 5-4-1, choć niektórzy twierdzą, że bardziej przypominało to 3-4-2-1. Tamto spotkanie dość szczegółowo opisywaliśmy na naszej stronie. Wniosek był taki, że Dalglish miał dobry pomysł na przeciwnika, który dobrze zrealizowali jego piłkarze. Stąd można stwierdzić, że potrafi precyzyjnie przedstawić założenia taktyczne.

Kolejnym poważnym testem dla jego zmysłu taktycznego był pojedynek z odwiecznym przeciwnikiem Scousers – Manchesterem United. Triumf 3-1 oddaje wydarzenia na boisku. Jaki był zatem plan taktyczny na to spotkanie? Agresywny atak rywala jeszcze na jego połowie. Wrzucenie od pierwszych minut dwójki grających szeroko napastników, którzy mieli naciskać obrońców i zablokowanie środka trójką pomocników (Meireles, Maxi, Gerrard).

Dalglish wiedział, że United mają problemy z obrońcami. Ferdinand i Evans od dłuższego czasu są kontuzjowani, Vidicia z pojedynku z Liverpoolem wyeliminowały kartki. Zatem Szkotowi wiadomo było, że stoperami United będą piłkarze drugiego (a nawet trzeciego wyboru) – czyli pierwszy słaby punkt.

Skoro tak, to raczej wątpliwe, że Ferguson pozwoli swoim stoperom rozgrywać piłkę. Raczej powierzy więcej akcji bocznym obrońcom – Evrze i Rafaelowi. Zresztą United w ostatnim czasie bardzo często strzelali gole po wrzutkach z boków boiska. Dlatego większa aktywność zawodników Liverpoolu na bokach pozwoli na odbiór wielu piłek. I tak wystarczy rzucić okiem na przedstawioną powyżej grafikę. Ta przedstawia przechwyty Liverpoolu na przestrzeni całego meczu. Jak widać większość z nich nastąpiła przy liniach bocznych. Razem 19 przechwytów. W porównaniu z rywalem to prawie trzykrotnie więcej (United tylko7). W dodatku większość odbiorów Liverpoolu miało miejsce do 35 metra, gdy MU przejmowali piłki bezpośrednio przed własnym polem karnym.

Kolejna sprawa wynikająca z wysokiego pressingu zastosowanego przez Liverpool to pojedynki jeden na jeden, szczególnie na połowie przeciwnika. Z poniższej grafiki widać wyraźnie, że „The Reds” byli bardziej aktywni. Na grafice przedstawiającej podopiecznych Aleksa Fergusona rażą czerwone kropki, które oznaczają przegrane pojedynki. Piłkarze gości nie „wygrali” piłki bezpośrednio pod bramką Jose Reiny.

Ustawienie Liverpoolu w tym meczu 4-1-3-2 było dość ofensywne. Tu dochodzimy do kolejnej sprawy – warsztatu Dalglisha. Jak zdążył przez 2 miesiące przekonać – potrafi zaskoczyć przeciwnika. Tak jak Ancelotti nie mógł przewidzieć, że na Stamford Bridge desygnuje do gry 5 obrońców, tak Ferguson mógł być zaskoczony dość ofensywnym stylem z dwójką napastników. Związek ustawienia „The Reds” z planem taktycznym Dalglisha był oczywisty.

Liverpool szczególnie upatrzył sobie grę prawą stroną, jakby chciał wykorzystać większe zaangażowanie w ofensywie Patrice’a Evry. Najczęściej w tym sektorze boiska operował Kuyt, ale również drugi z napastników Suarez schodził bardziej ku tej stronie. Z drugiej linii najwyraźniej wspierał ich Meireles. Lecz nawet Gerrard, który był odpowiedzialny za środkową strefę, częściej gościł na prawej flance niż po przeciwnej stronie boiska. Po części zagęszczenie tej strefy boiska miało być również utrudnieniem dla samego Evry do brania udziału w akcjach ofensywnych. Po dokonaniu dokładniejszej analizy poczynań Francuza wynika, że ani razu lewy obrońca United nie znalazł się z piłką w polu karnym Liverpoolu. Najwyraźniej Dalglish dokładnie śledził konfrontację United z Chelsea kilka dni wcześniej i odnotował 3 groźne dośrodkowania Francuza z lewej strony pola karnego.

Na lewą stronę zorientowany był właściwie tylko Maxi Rodriguez, który i tak nie podchodził pod samą linię. Rzadko w tym sektorze boiska gościł też Fabio Aurelio. Nieco więcej przesunięty po 30 minucie Glen Johnson, ale nie od dziś wiadomo, że prawonożny piłkarz grający po lewej stronie boiska to tylko rozwiązanie doraźne. Aż dziwne, że Ferguson nie połapał się w tym planie zorientowanym na prawą stronę.

Kiedy przy analizach z pomocą przychodzą wyazy czysto matematyczne, łatwiej można uzmysłowić sobie plan taktyczny. Poniżej przedstawienie procentowe podań napastników Liverpoolu (Kuyta z lewej i Suareza z prawej strony). Wynika z niego, że procentowo najwięcej podań ta dwójka wykonała operując po prawej stronie boiska na na wysokości linii 16 metra. Analizę bramek można zamknąć w kilku zdaniach. Na 1-0 to błysk geniuszu „najlepszego bramkarza Mistrzostw Świata 2010” (Suareza), który wyjątkowo w tym momencie zagościł na lewej stronie! Akcja zakończona drugim trafieniem już zgodnie z plenem taktycznym została zainicjowana z prawej strony. Poza tym bramka padła po indywidualnym błędzie (Naniego), podobnie jak gol na 3-0 (van der Sar).

Podsumowując, jak przedstawiono za pośrednictwem grafik planem taktycznym Dalglisha była agresywna gra, z wysokim pressingiem w obronie oraz opieranie ataku o większe zaangażowanie z prawej strony boiska, gdzie przeciwnik dysponował bardziej zorientowanym na ofensywę bocznym obrońcą. Połączenie wykorzystania wad przeciwnika z umiejętnym konstruowaniem ataku zaskoczyło Manchester United. Ferguson nie był przygotowany na taki styl gry Liverpoolu, bo jego drużyna na placu boju była kompletnie bezradna. Liverpool narzucił swoją grę, ale nie bez znaczenia został fakt, że United grali otwartą piłkę. I tu dochodzimy do istotnego zagadnienia, które legło u podstaw sukcesu Liverpoolu. Otóż drużyna Kenny’ego Dalglisha potrafi grać i zaskakiwać rywala, który nie skupia się wyłącznie na defensywie – Manchester United, wcześniej Chelsea. Jednak w spotkania z ekipami, które otwartej gry nie prowadzą i to Liverpool musi być kreatorem gry, już nie wychodzi tak dobrze – remis z Wigan i porażka z West Hamem.

Dalglish to dobry taktyk, umiejący zaskoczyć przeciwnika i wykorzystać jego słabe punkty. Bez dwóch zdań facet z pomysłem i z „jajami” do realizacji najdziwniejszych zdawałoby się planów taktycznych. Lecz musi jeszcze przemyśleć sprawę kreowania gry. Zbierania punktów z drużynami, które nie otworzą się i nie pójdą z Liverpoolem na wymianę ciosów. Ferguson często rotuje składem, lecz za każdym razem jego plan można łatwo rozszyfrować. Jego rodak siedzący na ławce „The Reds” stosuje rotację taktyczną i często zmienia pomysły. Raz odda inicjatywę, skupiając się na kontrach, a w następnym meczu przyciśnie przeciwnika na jego połowie. Dlatego nigdy nie wiadomo jak zagrać przeciwko Liverpoolowi Dalglisha. United polegli sromotnie, bo dali się zaskoczyć i nie potrafili przeforsować innego stylu gry, niż ten narzucony przez gospodarzy.

Reklama