Lech-Jagiellonia 2-0: Podwójne zaskoczenie


Normalnie pojedynek mistrza z wiceliderem jest bezsprzecznym hitem kolejki, na który zęby ostrzą sobie wszyscy kibice w danym kraju. Normalnie jest to też spotkanie, które nawet jeśli nie obfituje w gole to pokazuje przynajmniej kawałek dobrego futbolu – dla kibiców lub dla taktyków. Tak jest normalnie, ale skoro bierzemy pod uwagę naszą ligę, to musi być inaczej. Konfrontacja Lecha z Jegiellonią przyniosła tylko taktyczne zagadki, chociaż było co analizować.

Selekcja

Przysłowiowego konia z rzędem dla osoby, która wykaże jakąś logikę w sposobie selekcji piłkarzy przez Jose Marii Bakero. Kolejny mecz Lecha wywołuje kolejne zaskoczenie. Od początku rundy można było mieć wrażenie, że „Kolejorz” zmierza nieśmiało w kierunku 4-3-3. Trudno znaleźć takie cyfry, które mogłoby przedstawić ustawienie Lecha w sobotnim meczu.

Najłatwiej stwierdzić po prostu, że ustawienie gospodarzy było płynne i miało kilka różnych wariantów. Najmniej modyfikacji w trakcie meczu dotykało linię defensywną. Postaramy się to przedstawić za pomocą kilku grafik.

Na pierwszej z nich (po lewej stronie) od razu widać w czym rzecz. Otóż Bakero nie ustawił nikogo na lewym skrzydle. Nie oznaczało to, że z lewego korytarz Lech nie będzie korzystał. Wręcz przeciwnie. To stwarzało wiele nieodgadniętych dl Jagiellonii rozwiązań. Najczęściej na lewą stronę miał schodzić Stilić (grafika- wariant 1). Wówczas trójka defensywnie zorientowanych zawodników Murawski, Djurdjević, Injac musiała pójść za akcją. Z reguły z tyłu zostawał Djurdjević. Murawski miał wspomagać prawą stronę, a Injac lewą. W tym też należałoby upatrywać słabszej postawy Injaca (dużo strat) – miał więcej zadań ofensywnych. Jego dotychczasowa rola przypadła Djurdjeviciowi.

Dalsza przyczyna słabszej formy Serba wynika z wariantu 2. To on miał kreować grę po lewej stronie. Jednak z uwagi na niską wartość walorów ofensywnych, zagrożenie w momencie jego pobytu na lewym skrzydle nie mogło być duże.

W trzecim wariancie Lech najbardziej zbliżył się do 4-3-3. Wówczas to najbardziej wysunięty Rudnevs wracał do linii ze Stiliciem oraz Ślusarskim. Łotysz wypełniał lukę na lewej stronie, ale jednocześnie obserwowaliśmy wprowadzenie pozostałej dwójki bliżej bramki. Zresztą Stilić w trakcie całego meczu wbiegał w pole karne z drugiej linii i nie tylko po dwóch golach było widać, że Jaga miała z tym duże problemy.

Wariant 4 ustawienia w ataku nieco się różnił od powyżej przedstawionych. Bakero wykorzystał w nim naturalne inklinacje ofensywne Kikuta. Ślusarski przebiegał na drugą stronę boiska i zostawiał miejsce dla Kikuta oraz Murawskiego, którzy wypełniali po nim lukę.

Można było zaobserwować, że te warianty następowały po sobie w kolejności przedstawionej na grafikach. Nie wiadomo na ile to ten pomysł wygłupił Jagiellonię, a na ile ta drużyna wciąż jest w mocno średniej formie i stąd wypływała przyczyna nieradzenia sobie na boisku. Z drugiej strony pomysł Bakero najwyraźniej wygłupił również samych piłkarzy Lecha, bo sposób budowania gry w ataku ni był przekonujący.

Odważani goście

Na pomeczowej konferencji prasowej trener Michał Probierz był zawiedziony porażką, bo jak stwierdził „moja drużyna przyjechała do Poznania wygrać”. Nie była to zasłona dymna, bo Jaga na boisku grała bardzo odważnie. Świadczyć może o tym chociażby ustawienie zespołu 4-4-2. W poprzednich meczach Probierz desygnował do gry skład w ustawieniu 4-2-3-1 i być może liczył na metamorfozę przy okazji zwiększenia siły rażenia.

Frankowski z Sotiroviciem momentami grali dobrze i rozumieli się na boisku. Obecność Vuka była uzasadniona w kontekście fizycznej walki z będącym w słabej formie Arboledą.

Napastników wspomagali skrzydłowi, ale rzadko kiedy boczni obrońcy włączali się do akcji. Dlatego momentami ustawienie Jagi na boisku wyglądało jak 4-2-4. Zwykle przy takich parametrach na boisku drużyna „nie ma środka”, ale potrafi stworzyć akcje ofensywną i jednocześnie nie pozwala rywalowi pohasać za bardzo pod własnym polem karnym. Tak właśnie było w sobotę.

Sotirović dostawał wiele prostopadłych piłek, lecz często był łapany na spalonym. Frankowski czasami wymieniał się zadaniami z Serbem i sam wychodził na prostopadłe piłki. Można powiedzieć, że Jagiellonia w Poznaniu chciała grać. Pomysł Jagiellonii na atak w tym meczu to właśnie gra długą, prostopadłą piłką. Ataki pozycyjne goście budowali w oparciu o skrzydłowych. Drugą opcją dla podopiecznych Michała Probierza były stałe fragmenty gry. Wykonywane dobrze, lecz nie przyniosły efektu.

Bohater?

Osobną kwestią pozostaje sprawa Semira Stilicia. Bośniak zdobył 2 gole i dzięki temu Lech mógł zainkasować 3 punkty, bowiem tak naprawdę było to spotkanie na 0-0. Z drugiej strony w meczu z Jagą Stlilić miał bardzo dużo strat, a także wykazał się praktycznie zerową szybkością, co wielokrotnie już przy stanie 1-0 uniemożliwiło Lechowi grę z konty.

Stilić to dziwny zawodnik, który potrafi błysnąć w jednej akcji i zdobyć gola lub stworzyć sytuację prowadzącą do trafienia do siatki, lecz przed i po tym gaśnie i nie ma z niego żadnego pożytku. Często zbytnio ufa we własne umiejętności wchodząc w niekończące się dryblingi, które nieuchronnie prowadzą do strat. Warto się zastanowić czy Stilić istotnie w tym meczu był bohaterem.

Reklama