Arka-Lech 0-3: Sztuka wysokiego pressingu


Przez 85 minut w Gdyni wynik był sprawiedliwy. Gdyby ostatnie 5 potraktować osobno, to w zasadzie też. Jednak na przestrzeni całego spotkania Arka Gdynia nie zasłużyła na tak wysoką porażkę. Arka stosowała wysoki pressing przez większość meczu ze skutkami w defensywie. Lech pokazał jak to się robi ze skutkami w ataku.

Zgodnie z tradycją ostatnich meczów trener Lecha Jose Marii Bakero znów namieszał w składzie. Do Gdyni nie pojechał podstawowy ostatnio lewy obrońca Seweryn Gancarczyk. Za to w wyjściowej „11” był już Semir Stilić i to na pozycji ofensywnego pomocnika, a nie na szpicy! Zaskoczeniem było pojawienie się Vojo Ubiparipa i Mateusza Możdżenia w podstawowym składzie. Lech wystąpił, zatem w starym systemie 4-2-3-1 z nowymi wykonawcami.

W Arce kłopoty kadrowe sprawiły, że na pozycji defensywnego pomocnika Dariusz Pasieka musiał ustawić Macieja Szmatiuka. Z obrazu gry wynikało, że nominalny obrońca miał za zadanie blokowanie poczynań Stilicia. Z drugiej strony mogła to być jedynie zbieżność pozycji na boisku. Jednak wycieczki Szmatiuka pod linię boczną, kiedy Bośniak tam wędrował, były dość wymowne.

Jak Lech konstruował ataki? W pierwszej połowie całość opierała się o wrzutki w pole karne, głównie z prawej strony. Za dostarczanie takich piłek odpowiedzialny był Wilk. Przykład takiego pomysłu widzieliśmy w 19 i 23 minucie. W pierwszym przypadku Ubiparip otrzymał piłkę od Wilka z bocznego sektora boiska i próbował przewrotki.

Coraz wyraźniej zarysowuje się zasadność stawiania na Bartosza Ślusarskiego w podstawowym składzie. Po pierwsze „Ślusarz” wykazał się dobrą formą w Warszawie w starciu z Polonią. Po drugie tym ruchem sterowały względy taktyczne. Ślusarski jest ukrytym w systemie 4-2-3-1 drugim napastnikiem. Bardzo często można było obserwować przemianę w 4-4-2, gdy Ślusarski wbiegał w pole karne, wspomagając Ubiparipa, a jego miejsce na lewej stronie zajmować Stilić. Z kolei w środku lukę wypełniał Rafał Murawski (wyraźnie odbudowujący formę).

Arka starała się wykorzystać zaangażowanie bocznych obrońców w ofensywie. Pasieka dobrze przeanalizował poprzednie spotkania „Kolejorza” i zauważył wyższe wychodzenie Kikuta. To właśnie tą stroną Arka atakowała częściej. W dodatku brak asekuracji wychodzącego wysoko Kikuta sprawił, że gdynianie stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji. Prostopadłe podania kreowały sporo miejsca dla Roberta Bednarka. Dwójka operująca bezpośrednio za napastnikiem – Labukas i Zawistowski grała bardziej w środku tworząc ofensywny trójkąt.

W obronie „Żółto-niebiescy” zastosowali wysoki pressing, który sprawił, że Lech nie mógł poradzić sobie ze swobodnym rozegraniem piłki. Goście atakowali dopiero na wysokości linii środkowej. Pod rozgrywających piłkę stoperów podchodził tylko Ubiparip.

Przy niekorzystnym wyniku dla Lecha do przerwy, można było spodziewać się wprowadzenia Kriwca w miejsce Możdżenia. Młodego pomocnika faktycznie nie było na boisku po przerwie, ale jego miejsce zajął Hubert Wołąkiewicz. Kolejny wniosek – Lech przejdzie na grę 4-1-4-1, a Wołąkiewicz stanie się jedynym defensywnym pomocnikiem, uwalniając z tego zadania Murawskiego. Tak się nie stało i „Kolejorz” pozostał przy 4-2-3-1. Co więcej mimo późniejszych zmian personalnych system utrzymał się do końca. Wprowadzony Rudnevs zajął miejsce na szpicy, spychając Ubiparipa na prawą stronę. Kilka minut później tego zastąpił Mikołajczak.

Lech nieco wyraźniej demonstrował swoją przewagę, lecz grał „na stojąco”, zbyt wolno, zbyt mało aktywnie, bez „kick&rush”. Tymczasem zepchnięta nieco bardziej do defensywy Arka, zrezygnowała z wysokiego pressingu, zmniejszyła liczbę zawodników biorących udział w zawiązywaniu akcji i częściej korzystała z prostopadłych zagrań.

Ważnym elementem meczu były stałe fragmenty gry. Brawo dla Dariusza Pasieki za ciekawe wnioski z meczu Polonia-Lech w Pucharze Polski (gol dla Polonii po zablokowaniu Kotorowskiego przez Smolarka). Chodziło o rzuty rożne i ustawienie Giovanniego tuż przy Kotorowskim, który miał utrudniać poczynania bramkarza i przeszkadzać mu w interwencji po ewentualnym strzale któregoś z kolegów.

SFG był także kluczowy dla losów meczu, szczególnie ten z 85 minucie, po którym poznaniacy zdobyli gola. Bystrość Murawskiego do spółki z gapiostwem obrońców Arka dała Lechowi prowadzenie. Kolejne gole były już efektem dekoncentracji Arki.

Warto zwrócić uwagę, że wszystkie gole padły po odbiorze piłki na połowie przeciwnika, zatem po zastosowaniu wysokiego pressingu, z którego Lech korzystał dopiero od 70 minuty.

Jeśli mecz podzielimy na dwa etapy 0-85 oraz 85-90 i uznamy, że w tym czasie padły dwa wyniki (0-0 i 0-3), wówczas okażą się sprawiedliwe. Lecz 0-3 na przestrzeni całych 90 minut to zdecydowanie zbyt wysoki rezultat, gdyż Arka nie zasłużyła na taką porażkę. W istocie nie zasłużyła na nią w ogóle, gdyby nie brak koncentracji.

Reklama