Premier League do tablicy II.

W tym odcinku zabieramy się za derby Manchesteru, lidera beniaminka z Blackpool oraz zadamy sobie pytanie czy Leon Best jest w stanie zastąpić Andy’ego Carrolla, który odszedł do Liverpoolu za 35 milionów funtów. Będzie zaskakująco, interesująco i kontrowersyjnie. Przynajmniej próbowaliśmy.


Kiedy derby Manchesteru zaczęły się na dobre? Jasne, David Silva szalał od początku spotkania, Nani błyszczał przez pełne dziewięćdziesiąt minut, a Giggs mimo wielu lat na karku fascynował zagraniami, ale ja wybrałem nieoczekiwanego bohatera tego pojedynku. Shaun Wright-Phillips to raczej niechciane dziecko Robert Manciniego, który w zimie chciał się go nawet pozbyć, a potem niby na poważnie twierdził, że jest dla skrzydłowego miejsce w City. Gdy drużyna potrzebuje skrzydeł (dosłownie i w przenośni) włoski szkoleniowiec nie patrzy na to kto ile minut zagrał, ale jak rozwiązać obronę rywala wprowadzając piłkarza z ławki rezerwowych.

Mało dosadnie zabrzmi stwierdzenie, że Wright-Phillips nie błyszczał w tym sezonie w barwach Manchesteru City. On po prostu w ligowych planach Citizens nie istniał, rzadko grywał, a jak już to ogony. Porównałem ostatnie dwa jego tak długie występy w Premier League by pokazać, że wina może leżeć po stronie szkoleniowca. W poprzednim meczu w którym przyszło mu grać równie długo jak w sobotę, nie był on skrzydłowym, ale raczej dostał rolę pomocnika podwieszonego pod napastnika i dosć powiedzieć, że wychodziło mu to średnio. Gdy w derby Manchesteru wszedł jako prawo-skrzydłowy, na swoją nominalną pozycję, od razu było widać różnicę. Kilka świetnych akcji, często angażował się w grę, no i to po jego dośrodkowaniu Dżeko szczęśliwie obił plecy Silvy i piłka wpadła do bramki United. Jest to z pewnością materiał do przemyśleń dla Roberto Manciniego i może ten sezon to wcale nie koniec Wrighta-Phillipsa w City…

Zdarzyło mi się przeczytać doskonały, otwierający oczy tekst kilka tygodni temu o grze Blackpool pod wodzą Iana Holloway’a. To, że angielski menedżer preferuje grę techniczną, skomplikowaną i ambitną jest oczywiste, ale warto też dowiedzieć się jaki jest styl beniaminka Premier League. Kluczową postacią w systemie Mandarynek jest oczywiście Charlie Adam – bohater niedoszłego transferu do Liverpoolu. Ten pomocnik, lider zespołu, bardzo często z okolic koła środkowego posyła diagonalne (Panie Andrzeju Strejlau, czy Pan to czyta?!) piłki do skrzydłowych, schodzących napastników, a także bocznych obrońców, którzy mają nakaz tak wysokiego podchodzenia pod akcję. Sam mecz z Aston Villą może nie jest najlepszym przykładem z tego sezonu, ale trend jest widoczny i w tym spotkaniu – dziewięć takich podań na lewe i prawe skrzydło właśnie w wykonaniu Adama to naprawdę dużo w porównaniu do innych drużyn. Polecam przyjrzeć się sprawie w następnym meczu Blackpool…

Skoro mowa o transferach, to czas się zastanowić, czy Leon Best nie jest przypadkiem tym, który najbardziej skorzystał na zimowych roszadach. Odejscie Andy’ego Carrolla, nawet mimo absurdalnie wysokiej ceny otrzymanej za zawodnika, miało zaboleć Newcastle, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że już piłkarz Liverpoolu, wygrywał wiele górnych piłek z których korzystali pomocnicy i napastnicy Srok. Tymczasem porównałem ostatni pełny występ Carrolla w barwach beniaminka do ostatniego meczu Besta z Birmingham City, które miało miejsce we wtorek. Co się okazało? I Carroll (przeciw Tottenhamowi), i Best brali udział w takiej samej ilości pojedynków powietrznych, tyle samo ich wygrali i przegrali. Szczegółów na grafice nie widzicie (choć sprawdzając na interaktywnych Chalkboardach Guardiana przyznacie mi rację), ale z szesnastu pojedynków powietrznych pod bramką rywala, siedem przegrali, dziewięć wygrali, praktycznie w ogóle nie biorąc się za walkę ‘w parterze’. Niezbyt bolesna ta strata, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że od momentu kontuzji Carrolla, Best strzelił pięć bramek dla Newcastle, prawda? Nawet nie przekładając tego na bramki, na pewno styl gry Srok przez tę wymianę nie ucierpiał…

Reklama