Olympique Marsylia: Lucho I Osamotniony

Kibice Olympique Marsylia przez lata wspominali z rozrzewnieniem początek lat 90., kiedy ich klub był europejską potęgą. Z bólem serca spoglądali na tabelę, gdzie Olimpijczycy zajmowali najczęściej dość poślednie miejsca. Od paru sezonów sytuacja jest znacznie lepsza, zatem fani powinni być zachwyceni. Tęsknota za wielkością robi jednak swoje. Czy jednak jest wystarczająco uzasadniona?


Didier Deschamps był przyzwoitym piłkarzem i jest prawdopodobnie znakomitym trenerem. Swego czasu doprowadził do finału Ligi Mistrzów Monaco, później nie dostał wystarczająco dużo czasu w Juventusie, następnie w pierwszym sezonie poprowadził Marsylię do mistrzostwa kraju – wydawało się, że udane zastąpienie ukochanego przez kibiców Erica Geretsa graniczy z cudem, ale Deschamps zdołał sobie z tym zadaniem poradzić. Pomimo tego, że był defensywnym pomocnikiem nie ustawia swoich zespołów zachowawczo. Przeciwnie, często prezentują one dość atrakcyjną piłkę, choć nie da się ukryć, że Deschamps poświęca sporo pracy grze defensywnej.

Od początku tego zwycięskiego sezonu aż do teraz Marsylia konsekwentnie jest ustawiana w formację 4-3-3, która ewentualnie może czasem zamieniać się w 4-5-1. W bramce od paru lat pewne miejsce ma Steve Mandanda, który prochu już nie wymyśli i raczej przegrał rywalizację z Llorisem o miano najlepszego bramkarza ligi francuskiej, ale jest solidnym golkiperem. W defensywie od lat kluczową rolę pełni Taye Taiwo, nigeryjski lewy obrońca o sile dwóch słoni i niesamowitej wydolności. Ze względu na jego obecność w składzie Olimpijczycy często wykorzystują lewe skrzydło, o ile akurat Nigeryjczyka nie zastępuje nieco bardziej zrównoważony Gabriel Heinze. Po przeciwnej stronie mogą grać Rod Fanni albo świeżo pozyskany hiszpański talent Cesar Azpilicueta. W środku obrony najczęściej grają dwie wieże, Mbia i Diawara. Może tam zagrać również Heinze, który znacznie lepiej radzi sobie z asekuracją, ale nie jest tak dominujący w walce w powietrzu.

Dość ciekawie wygląda środek pola Olimpijczyków, gdzie praktycznie zawsze występuje cofnięty defensywny pomocnik, a jest nim zwykle weteran francuskich boisk, Edouard Cisse. Również pewne miejsce ma Lucho Gonzalez, który jest mózgiem i sercem zespołu. Dobry przegląd pola, znakomity strzał, świetna wydolność i kontrola nad piłką – czasem aż ciężko uwierzyć, że Lucho nie gra jeszcze w Chelsea czy Realu Madryt (podobnie można pomyśleć o Lisandro Lopezie z Lyonu). Do obsadzenia pozostaje trzecie miejsce w pomocy, zwykle zajmują je Benoit Cheyrou albo Andre Ayew. Cheyrou jest bardziej statycznym pomocnikiem, grającym podaniem, natomiast znany szerokiej publiczności z występów w RPA Ayew jest raczej typowym skrzydłowym, preferującym grę dynamiczną. Na tej pozycji może w zasadzie również zagrać Fabrice Abriel, który jest z kolei ofensywnym pomocnikiem. Dwa ostatnie warianty są jednak dość ryzykowne i mogą sprawić, że z tyłu zostaną jedynie stoperzy wraz z Cisse. Drugą ewentualnością jest bardziej zrównoważona gra bocznych obrońców, co może negatywnie wpłynąć na skuteczność ataków skrzydłami.

Ustawienie pomocy marsylczyków jest o tyle istotne, że w ataku Deschamps ma możliwość wystawienia podobnej trójki, jaką w zeszłym sezonie wybierał w Interze Jose Mourinho. Mianowicie Gignac po lewej, Brandao w środku i Remy po prawej. Każdy z nich to napastnik szukający okazji do strzału. Deschamps może jednak nieco inaczej rozłożyć akcenty: oprócz bardziej statycznego Cheyrou w pomocy może również ustawić na prawym skrzydle filigranowego Valbuenę. To jest typowy zawodnik grający przy linii, bardzo ruchliwy i zwinny, ale umiejący też zejść do środka. Jednocześnie dba o wspomaganie prawego obrońcy, a w ataku umie znakomicie znaleźć partnera.

Deschamps zapowiedział już, że zadaniem numer jeden będzie dla jego zespołu zachowanie czystego konta na swoim stadionie. Można zatem zakładać, że Ayew i Remy pozostaną na ławce. Jest również możliwe, że Deschamps przestawi swój zespół na 4-5-1 próbując grać jeszcze ostrożniej, ale wydaje się, że to może ograniczyć mu pole manewru. Poza tym, obecna forma ich rywali jest daleka od najwyższej – Wolverhampton wygrało z Manchesterem United stosując agresywny pressing i wykorzystując sporo sił do kontrataków. Jeśli Gignac i Valbuena dostosują swój poziom do Lucho Gonzaleza, wszystko jest możliwe. Choć trzeba sobie powiedzieć, że Czerwone Diabły są zdecydowanymi faworytami.

Reklama