Jak Dalglish Chelsea przechytrzył


Hitem 26 kolejki Premiership był pojedynek Chelsea z Liverpoolem. Debiut Fernando Torresa w nowym klubie przeciwko starym kolegom wypadł bardzo mizernie, bowiem Hiszpan nie wytrwał nawet 90 minut, a jego koniec kryzysu jego byłego zespołu potwierdził się wraz ze zwycięstwem na Stamford Bridge.

Liverpoolowi już zdarzało się wygrywać w Londynie z Chelsea. Chociażby pamiętny mecz z października 2008 roku, którym przerwali niesamowitą serię „The Blues” 86 ligowych spotkań bez porażki u siebie.

Tym razem Liverpool Kenny’ego Dalglisha pokonał wzmocnioną Chelsea grą defensywną. Po przyjściu Luisa Suareza, spekulowano, że „The Reds” wrócą do klasycznego systemu 4-4-2 z Urugwajczykiem w roli partnera dla Dirka Kuyta. Tymczasem na Stamford Bridge Liverpool od początku wystąpił w systemie z pięcioma obrońcami 5-4-1. Za organizację gry z przodu odpowiedzialnych było 4 zawodników: Maxi, Gerrard, Meireles oraz Kuyt, który zajął miejsce na szpicy z zadaniami schodzenia do prawej strony boiska.

Takie ustawienie pociągnęło za sobą pewne pomysły taktyczne. Ustawieni na skraju defensywy Kelly (prawa) i Johnson (lewa) mieli pełną swobodę wypadów do przodu wzdłuż linii. Trójka stoperów w osobach Carragher, Agger oraz Skrtel doskonale dbała o bezpieczeństwo w tyłach i uniemożliwienie kontrataków. To się sprawdziło, bowiem w całym meczu Chelsea zagrała zaledwie dwie akcje, po przejęciu piłki na połowie rywala. Z kolei rozgrywanie piłki w środku pola było bardzo mozolne, gdyż poczynania piłkarzy Chelsea w ofensywie blokowało aż 9 zawodników (5 obrońców i 4 pomocników). Kuyt cały czas czekał na desancie.

Po co było 5 obrońców? Założenie taktyczne Dalglisha polegało na maksymalnym ograniczeniu swobody napastników Chelsea. Szczególnie było to widać po Torresie, który był bardzo krótko pilnowany przez piłkarzy Liverpoolu. Nie miał nawet metra swobody i zanotował tylko 3 celne podania do przodu. Przytoczyliśmy wyżej beztroskich wyjść ofensywnych bocznych obrońców. Gdy piłkę miała Chelsea Johnson i Kelly wklejali się w linię defensywy, ścieśniając trojkę stoperów. Jeśli jeden z nich podążył za Torresem, a drugi za Anelką, to w tyłach wciąż było trzech zawodników, a opcje rozegrania akcji przez Chelsea zdecydowanie się zmniejszały.

Wystarczy zerknąć na zaprezentowane poniżej plansze podań, które wykonali Anelka (z lewej) i Torres (z prawej) w przeciągu całego meczu. Te chalkboardy uświadomią nas, że Chelsea grała daleko od pola karnego, skoro napastnicy ani razu nie zagrali piłki będąc w obrębie „16”. To efekt gry 5 obrońców, którzy wypchnęli Chelsea dalej od własnej bramki i nakazali im rozgrywać na skróconym polu gry atak pozycyjny. Torres był absolutnie wyłączony z gry. To wszystko sprawiło, że Chelsea musiał rozciągać grę, by uzyskać miejsce na bokach, skąd mogło przyjść dośrodkowanie. Jednak bez skrzydłowych ten manewr był zdecydowanie utrudniony. Drogba, który próbował tej roli, lepiej czuje się przed bramką. Ancelotti to widział i dlatego wprowadził czujących się dobrze z boku Maloudę i Kalou. Jednak nawet wtedy ataki Chelsea częściej szły w wszerz niż wzdłuż boiska.

Podania Anelki (z lewej) i Torresa (z prawej)

Kolejna sprawa to przejęcia piłki. Chelsea udało się to 14, podczas gdy goście dokonali tego 26 razy. Większość na 25 metrze, gdzie operował Lucas do spółki z Meirelesem, a także wychodząca wyżej 5 osobowa linia obrony „The Reds”.

Zdobyta przez Liverpool bramka była wynikiem braku komunikacji w obronie. W 42 minucie mieliśmy sytuację, w której po dośrodkowaniu Maxi Rodrigueza Petr Cech próbował złapać, a Branislav Ivanović wybić piłkę, choć w pobliżu nie było żadnego zawodnika Liverpoolu. Obaj rzucili się do piłki, a później mieli do siebie pretensje, że żaden nie chciał odpuścić. To był sygnał ostrzegawczy, bowiem w 69 minucie mieliśmy kopię tej sytuacji. Piłkę ponownie z prawej strony dorzucił w pole karne Steven Gerrard, ale tym razem ani Ivanović ani Cech do niej nie poszli. Gola zdobył Meireles, który stał się symbolem zmartwychwstania Liverpoolu Kenny’ego Dalglisha.

Piłka nożna byłaby pięknym i atrakcyjnym sportem, gdyby była pozbawiona kunktatorstwa. Gdyby wszyscy grali do przodu, mniejszą wagę przywiązując do obrony. Dalglish pokonał rywala pomysłem i można grzmieć, że wybrał antyfutbol, ale to on pod koniec dnia popisuje sobie w tabeli 3 punkty.

Reklama