FC Kopenhaga: siła elastyczności

Duńczycy to najsłabszy zespół w stawce? Pewnie tak. Podobnie jak w 1992 na Mistrzostwach Europy. Nic nie zdarza się dwa razy? Czy może historia lubi się powtarzać?


Obecność Duńczyków wśród szesnastu najlepszych zespołów Europy nie jest przypadkowa. W rodzimej lidze nie ponieśli jeszcze porażki w tym sezonie, w 19 meczach zaledwie trzykrotnie remisując. W Champions League udało im się wyeliminować znacznie wyżej notowane Panathinaikos i Rubin oraz urwać punkt Barcelonie. Skoro nie budzą respektu wykonawcy, coś ciekawego musi się znajdować w taktyce zespołu ze stolicy Danii. I kilka takich rzeczy uda nam się odnaleźć.

Duńczycy zawsze są awizowani w 4-4-2, jednak jedynym klasycznym napastnikiem w tym ustawieniu jest N’Doye. Drugi z nich, Gronkjaer operuje właściwie na całej długości i szerokości połowy rywala, próbując jak najbardziej rozruszać defensywne szyki rywala. Senegalczyk na swój sposób działa podobnie, ale jego celem jest wyciągnięcie któregoś z środkowych obrońców przeciwnika, tak, aby następnie on (lub jego kolega z formacji) miał możliwość wykorzystania powstałej w ten sposób luki i użycia swojej szybkości w dojściu na prostopadłą piłkę. A te serwują Duńczycy praktycznie z każdej pozycji, nawet i z głębi szyków defensywnych.

Bardzo dobra i kompaktowa organizacja gry w defensywie (środkowi pomocnicy cofnięci głęboko) oraz częste zejścia do środka ze strony skrzydłowych pozwalają na wiele swobody ofensywnej bocznym obrońcom, którzy często podpinają się pod ofensywę. W ten sposób przy posiadaniu piłki tworzy się 4-2-2-2, z kwadratem w środku, zaś Wendt i Pospech spełniają role bliskie skrzydłowym. W przypadku zaś straty defensywa Duńczyków ulega znacznemu zwężeniu i zostawia wolne flanki skupiając się na zabezpieczeniu środka. W sytuacji zaś, kiedy mogą pozwolić sobie na spokojne ustawienie defensywy, grają płaskim 4-4-2 z dwoma rzędami po czterech zawodników.

Ofensywa w żadnym wypadku nie opiera się na próbach stworzenia przewagi. Zwykle wszystko opiera się na szybkich próbach rozciągnięcia szyków rywala i wstrzelenia się w nie prostopadłą piłką, czy to na kogoś nabiegającego z drugiej linii, czy też ze skrzydła. Spora elastyczność formacji w zespole Solbakkena pozwala na płynne dostosowywanie się do sytuacji na boisku i pozwala na niwelowanie deficytów poszczególnych zawodników. Z ich też powodu decyduje się na maksymalną konsekwencję i współdziałanie w defensywie, zaś z przodu liczy na udane poszukiwanie szybkich rozwiązań. Efekt? FC Kopenhaga mało goli traci, strzela zaś wystarczająco dużo, by ciągle liczyć się w Europie.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama