FC Barcelona: totalna tiki – taka

Niby nadal to 4-3-3, ale jakieś inne. Messi niby środkowy, ale coraz częściej wycofujący się, żeby uciec od środkowych obrońców rywala. Trudno też stwierdzić czy Alves to jeszcze obrońca, czy już pomocnik. Barcelona już dawno została uznana za ideał, ale Guardiola ciągle szuka nowych rozwiązań.


O ile lata 60. można chrzcić dekadą catenaccio, lata 70. – futbolu totalnego, tak zapewne z pierwszej dziesięciolatki nowego millenium najbardziej zapamiętana zostanie tiki – taka. Tym bardziej po magicznym występie Barcelony przeciwko Realowi Madryt. Nie ma się co zmieniać tego, co się sprawdza. Jeśli więc idzie w ogólnym zarysie o rozegranie piłki, Katalończycy będą próbować tego, co zawsze. Ich system gry oparty jest na częstej wymianie krótkich podań z przemieszczaniem piłki przez różne sektory boiska. Charakterystyczna u nich jest duża ruchliwość zawodników bez piłki, co ma służyć stwarzaniu jak największej ilości możliwości zagrania krótkiego, mało ryzykownego podania. Efektem takiej gry jest długi czas utrzymywania się przy piłce. Głównym sposobem przeprowadzania ataku jest konsekwentne przenoszenie się wraz z kolejnymi podaniami w pobliże pola karnego rywala. Nie mówimy w żadnym wypadku o grze szybkiej, głównym celem tiki-taki jest nietracenie piłki, rozegranie zaś często polega na wymianie kilkudziesięciu podań, zarówno przybliżających, jak i oddalających od bramki przeciwnika.

Próbując przejść od ogółu do szczegółu, znajdziemy kilka zachować bardziej schematycznych niż koncepcyjne rozmontowywanie rywala setkami podań. Po pierwsze – bardzo ofensywne wejścia Daniego Alvesa, często niepozornie przemykającego po swojej flance, by nagle okazać się ogromnym zagrożeniem dla bramki rywala. Przy tendencji do skracania krycia, obrona rywali gra na maksymalnie małej przestrzeni. Wykorzystanie tego jest stosunkowo proste: ciężar gry jest przenoszony na lewą stronę boiska, do środka schodzi także nominalny półprawy skrzydłowy, w odpowiedzi na co strefa krycia również przesuwa się nieco bardziej na zagrożoną stronę boiska. W ten sposób na flance powstaje mnóstwo miejsca, w które posyłana jest prostopadła piłka na Alvesa. Co ciekawe – Barca próbuje tego schematu tylko z jednej strony. Można wręcz zakładać, że druga strona defensywy pozostawać będzie na własnej połowie, nieco z konieczności zagra na niej Maxwell, który będzie miał mnóstwo pracy przy pilnowaniu Walcotta i prawdopodobnie będzie zmuszony, by trzymać odpowiedni dystans przed pomocnikiem Arsenalu, tym samym aby dawać sobie czas na interwencję.

W klasycznym schemacie 4-3-3 jest tak, że ten środkowy jest zwykle najbardziej wysunięty. U Katalończyków działa to nieco inaczej. Bardzo często ten środkowy (Messi) podchodzi bardziej do środka, by znaleźć sobie miejsce na rozegranie akcji. Jest to jednak logiczna część gry Barcy, gdyż każdy z zawodników szuka sobie wolnego pola na dogranie mu podania, by czynność tę kontynuować natychmiast po pozbyciu się piłki. Sprawia to, że graczy z Katalonii niezwykle ciężko upilnować, nawet przy ostrym pressingu. Nawet drużyny, które liczą na ścisłe krycie na małej przestrzeni, muszą się liczyć z tym, że po wymianie kilkunastu podań, umknie im krycie przy jakimś nagłym nieschematycznym przerzucie (vide wejścia Alvesa), zaś utrzymanie pola gry przy bardzo wąskim kryciu może sprawić, że jednym przerzutem adresat podania będzie miał mnóstwo miejsca.

Tiki – taka bywa porównywana do futbolu totalnego w ofensywie (w sytuacji posiadania piłki, zadania poszczególnych piłkarzy są identyczne i polegają na stworzeniu swoją pozycją możliwości do zagrania podania, zaciera się nieco podział na pozycje), tym niemniej Guardiola stara się o stworzenie czegoś podobnego w defensywie. Cruijff mawiał „bez piłki nie wygrasz”, szkoleniowiec Barcelony stara się rozumować podobnie. Pole gry zwęża do minimum i stosuje bardzo ścisły pressing. By to się mogło udać, w momencie straty piłki wycofuje się także atak, by jeszcze bardziej utrudnić życie rozgrywającym piłkę. Po odbiorze zaś futbolówki Katalończycy znowu wracają do swojej filozofii polegającej na tym, by jej nie stracić.

Jak więc wygrać z Barceloną? Mnóstwo się ruszać, nie tracić piłki, a jeśli już to nastąpi, maksymalnie zwęzić pole gry i przystąpić do zmasowanego pressingu. Czyli grać tak jak ona. Tyle, że Katalończycy tego patentu sprzedać nie chcą.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

  • Anonymous

    Z powodu takiej gry traci się jednak trochę czasu i jak przeciwnik się zamuruje to może być ciężko. Jednak jak na razie 90 minut wystarcza Katalończykom na ogranie niemal każdego przeciwnika choć w ostatnich dwóch meczach Barcelonie nie udało się odnieść zwycięstwa.

  • Anonymous

    Momentami miałem wrażenie, że Barca gra lepiej w obronie niż w ataku. Ich pressing nie pozwalał na rozegranie piłki Arsenalowi, skutkowało to dużą ilością strat. Nie przełożyło się to jednak na sytuacje pod bramką, których – jak na Barcę – nie było w całym meczu aż tak wiele. Ciekawe są też statystyki ilości i skuteczności podań Barcy z ostatnich 3 meczów – widać wyraźny spadek

  • Pressing był niesamowity, ale… jak się rzuca 6-7 ludzi do przodu, to gdy rywale wyjdą dobrze z piłką, efektem może być taka sytuacja jak przy zwycięskim golu dla Arsenalu. To broń obosieczna.

  • to 4-3-3 jest wyjściowe i w defensywie w ataku to bardziej 3-4-3 gdzie defensywny pomocnik wchodzi między stoperów a skrzydłowi ruszają do ataku.

Reklama