Chelsea: Kombinacje Ancelottiego

The Blues spartaczyli obronę mistrzowskiego tytułu na długo przed zakończeniem sezonu, przygodę z Pucharem Anglii zakończyli na rzutach karnych z Evertonem, a o podjęciu rywalizacji w Carling Cup niewielu już na Stamford Bridge pamięta. Ratować sezon? Carlo Ancelotti już wie, że jego dalsza kariera w Londynie zależy przede wszystkim na Lidze Mistrzów, a losowanie postawiło go przed Kopenhagą, niby najłatwiejszym rywalu z ostatniej szesnastki rozrywek.


Właśnie, niby. Ostatnio na Chelsea niewiele trzeba co pokazali Kenny Dalglish, Mark Hughes i David Moyes. Dobrze zorganizowana obrona, średni pressing, ostra gra w środku pola i kilka lepszych ataków. Skupmy się jednak na grze Chelsea, która to przecież jest tematem tego artykułu, a nie rywalów sposoby na rozmontowanie drużyny jeszcze cieszącej się szacunkiem ekspertów typujących The Blues na finał Ligi Mistrzów… Jeszcze.

Sporo problemów sprawił Ancelottiemu… transfer Fernando Torresa. Dobra, trochę sobie kpię – jak można uznać za ból głowy napastnika tak utalentowanego jak Hiszpan, zwłaszcza jeśli jest on dodany do kadry, która ma dwóch ostatnich najlepszych strzelców Premier League – Didiera Drogbę i Nicolasa Anelkę… Obserwując szalony ostatni dzień zimowego okienka transferowego, wielu już się zastanawiało jak Włoch wkomponuje Torresa w system, którego tak usilnie się do tej pory trzymał i który przyniósł mu te sukcesy. I tu zaczęły się kombinację.

Nie jestem taktycznym guru i nigdy na takiego się nie kreowałem, ale oglądając każde spotkanie Chelsea po transferze Torresa, widziałem coś nowego, próbę wprowadzenia kolejnego elementu taktycznego z którego był zmuszony Ancelotti w trakcie meczu zrezygnować i wrócić do preferowanego 4-3-3… Rzućmy okiem na te rotacje w Chelsea.

Pierwszym meczem był pojedynek z Sunderlandem w którym Torres udziału nie miał, ale Ancelotti już się zdecydował na zmianę w ustawieniu. W otwartym meczu z obu stron, na trudnym terenie, Chelsea wystąpiła w ustawieniu 4-1-2-1-2, które tylko trochę przypomina diament i jeszcze mniej 4-3-3 z którego The Blues są znani. Anelka grał podwieszonego napastnika pod Drogbą i Kalou, natomiast Mikel wyraźnie był tym, który asekurował wszystkich ofensywnych zawodników, w tym dosyć wąsko grających środkowych pomocników – Lamparda i Essiena. System zadziałał, głównie przez wzgląd na świetny dzień Anelki, swobodne pojęcie defensywy u rywala, ale już wtedy widać było, że w tym systemie gorzej czuje się Drogba – zaliczył on bardzo słaby mecz mimo ofensywnego nastawienia swojej drużyny.

Kolejnym występem Chelsea był pojedynek z Liverpoolem – wiele podtekstów i porażka Ancelottiego oraz The Blues pod każdym względem. Kenny Dalglish idealnie odczytał intencje rywala, ustawił umiejętnie zespół, przyjechał po 0-0, a udało się zdobyć gola wykorzystując jedną z wielu pomyłek zirytowanej defensywy. Jak zagrała Chelsea? Po treningach z Torresem, widać było pewną zmianę, zwłaszcza w ataku. Wąsko grający gospodarze nie potrafili przedrzeć się przez linie przeciwnika, a inwencją Ancelottiego było ustawienie Drogby niżej od Torresa. Ustawienie trochę przypominało znaną i lubianą ‘choinkę’ (tudzież piramidę) i wytrzymało ledwo ponad godzinę, gdy Włoch zdecydował się wrócić do 4-3-3 wprowadzając Kalou. Mimo iż Liverpool był idealnie pod Chelsea ustawiony to koncepcję gry takiej Ancelotti odrzucił, gdyż nikt nie czuł się w niej dobrze – słabo zagrał Torres, beznadziejnie Drogba, anonimowy był Anelka, a pomoc mało kreatywna.

Tydzień treningów później i Chelsea czekała wycieczka bo pobliskiego klubu, Fulham. Derby dzielnicy skończyły się bezbramkowym remisem, ale The Blues zagrali inaczej. Włoch widząc braki na skrzydłach, ustawił zespół bardziej pod 4-4-2, choć nie płaskie. Essien grał najgłębiej ze środkowych pomocników, a przed nim była linia złożona z Maloudy, Lamparda i Ramiresa. Malouda był mocno ofensywnym, lewym skrzydłowym, Lampard operował w środku, razem ze schodzącym często do prawej Ramiresem (grał tak także w Benfice). Anelka grał z kolei wyżej, choć również bliżej srodka i zdecydowanie nie na równi z Torresem. System wypalił? Nic z tego – kolejny mecz bez strzelonej bramki, kolejne zmiany po godzinie gry i powrót do 4-3-3… Kolejny słaby mecz Anelki, także.

Wreszcie przechodzimy do ostatniego meczu z Evertonem, przegranego w karnych. Za każdym razem Chelsea brakowało skrzydeł, więc tym razem Ancelotti zdecydował się na powrót do 4-3-3, zamiast Anelki wystawiając Kalou. Nie mógł grać Torres więc wysuniętym napastnikiem był Drogba. Pomogło? Nie, ponieważ na skrzydle grał Kalou, a agresywny pressing Evertonu długo uniemożliwiał Chelsea grę kreatywną przed polem karnym rywali. Co ciekawe, zmianę wniosło dopiero wpuszczenie na boisko Anelki, na początku dogrywki. Jego akcja przyniosła prowadzenie, ale pokazała, że na skrzydle nie radzi sobie kompletnie Kalou, a Drogba bez podań… cóż, ogranicza się do zagrażania rywalom ze stałych fragmentów gry. Zabrakło eksperymentów z 4-4-2, ale nie zabrakło pytań – kolejny raz dobrze rozpracowani przez rywali, nie mieli odpowiedzi na kłopoty w linii pomocy.

Tak jak powiedziałem, na eksperta kreować się nie zamierzam i rozwiązania na tacy Ancelottiemu nie podam. Kłopotami Chelsea z ustawieniem Torresa w linii z Drogbą zajmują się o wiele tęższe głowy niż moja, choćby warto spojrzeć na analizę Pata Nevina dla BBC, z tych najnowszych. Jak zagra Chelsea z Kopenhagą? Zbyt mało czasu upłynęło od meczu z Evertonem by wytrenować kolejne ustawienie linii pomocy. Na pewno zagra Torres, pytanie jest tylko o to, czy zagra sam czy z Drogbą, a jak tak, to czekamy jeszcze na wariant… bez Anelki. Problem w tym, że widząc już raz w tym sezonie jak gra Kopenhaga, brak skrzydeł może być wodą na młyn dla popisów gospodarzy wtorkowego pojedynku na pięknym Parken. Do tego stopnia, że w rewanżu może nie być czego ratować…

Reklama