Arsenal Londyn: „Sexy Football” w nowej szacie


Utożsamiany dotychczas z grą dwoma napastnikami, Arsene Wenger w tym sezonie jest wierny ustawieniu 4-2-3-1. Zaczątki Francuz wprowadzał już w ubiegłym sezonie i po pozycji ligowej Arsenalu widać, że transformacja przechodzi pozytywnie. Niektórzy twierdzą, że „Kanonierzy” nie grają piątką w środku, bowiem Walcott i Nasri to boczni napastnicy. Jest i w tym stwierdzeniu sporo racji, gdyż ustawienie Arsenalu w istocie zależy od wyżej wymienionej dwójki.

Francuskiego szkoleniowca można krytykować za brak sukcesów w ostatnich 6 latach, lecz chyba żaden z managerów w Premiership nie może równać się z jego „romantyczką wizją futbolu”. Wenger nie lubi wydawać dużych sum na piłkarzy. Woli wypatrzyć zdolnego juniora i krok po kroku desygnować go na boisko. Wystarczy przytoczyć takie nazwiska jak Wilshire, Walcott, Fabregas.

Przy doborze zawodników francuski szkoleniowiec „Kanonierów” kieruje się wyszkoleniem technicznym. Gra krótką i szybką piłką to chleb powszedni Arsenalu, stąd „klej w butach” stanowi u zawodników element konieczny. Wszystko po to by jego zespół mógł grać „sexy football” – kiedyś w wydaniu 4-4-2, ale teraz nieco zmodyfikowanym.

4-2-3-1 daje nam jasną informację, iż Arsenal ma w składzie dwóch defensywnych pomocników. Tymczasem tylko Song jest typowo zorientowany na obronę. Drugi z nich – zazwyczaj Wilshire ma więcej swobody, by wypuścić się do przodu.

Prawdziwą siłą ekipy z Emiratem Stadium są skrzydła. Wspomniani już Walcott i Nasri są obdarzeni dużą szybkością oraz niezłym dryblingiem, który umożliwia im wdarcie się w pole karne przeciwnika i wyłożenie piłki polującemu na nie van Persiemu pomiędzy bramkarza a linię obrony lub Fabregasowi na linie 16-metra. Jeśli w składzie nie ma Walcotta, po jego stronie operuje Nasri, a na lewej flance prezentuje się Arszawin. Jednak wtedy ustawienie nieco się modyfikuje. Rosjanin jest bliżej napastnika i nie gra przy linii, a raczej schodzi do środka pola.

Tym niemniej to właśnie po strzałach z lewej strony pada więcej goli dla Arsenalu. Bierze się to z prostej przyczyny – szybkość Walcotta pozwala mu wyprzedzić bocznego obrońcę przy linii i uzyskać swobodę, by dośrodkować w pole karne. Z reguły wrzutki lecą poza światło bramki, co wymusza na partnerach nabieganie na dośrodkowanie, bo najlepiej uderzyć kontrująco. Dużo w tej materii zależy też od gry obronnej przeciwnika. Niekiedy wspomaganie ze strony bocznych pomocników sprawia, że Walcott nie jest w stanie się przebić i automatycznie akcja kierowana jest na lewą stronę boiska.

Jeśli Guardiola nie zmieni ustawienia na boisku, boczne sektory boiska będą polem do popisu dla zawodników z Londynu. Ponadto ofensywne zapędy bocznych defensorów Barcy mogą być bardzo szybko wykorzystane przez grających blisko linii skrzydłowych Arsenalu.

Ważnym elementem gry londyńczyków są też prostopadłe podania. Mając w środku pola tak kreatywnego zawodnika jak Fabregas, nie sposób nie skorzystać z tej taktyki. Van Persie, Walcott czy Nasri są zawodnikami szybkimi, więc mogą spokojnie otrzymać podanie „na wybieg”.

Ciekawie będzie oglądać ten styl w starciu z Barceloną, która gra jeszcze piękniejszy „sexy football”. Duże umiejętności techniczne będą po obu stronach, ale dla Wengera najważniejsza będzie gra obronna. Niewykluczone, że Francuz wyznaczy jednemu z defensywnych pomocników zapobieganie prostopadłym podaniom przeciwnika, a drugiemu ich przecinanie, gdy zawiedzie ten pierwszy. Nie ulega też wątpliwości, że „Kanonierzy” zagrają bardzo blisko rywala. Bez wątpienia żaden z kreatywnych zawodników „Dumy Katalonii” nie będzie miał wiele miejsca.

Szybkość zawodników ofensywnych sprawia, że Arsenal dobrze czuje się w grze z kontry. Jednak oddanie Barcelonie inicjatywy jest jak mawiał klasyk (Wojciech Łazarek) jak całowanie Tygrysa w pupę – ani przyjemne, ani bezpieczne.


Reklama