West Ham – Arsenal 0-3: jak przeciwnik pozwala

Nie minął dzień od spotkania Leverkusen – Dortmund, a po raz drugi mogliśmy obserwować, jak błędy pojedynczego zawodnika mają duży wpływ na wynik spotkania. O ile jednak błędy Manuela Friedriecha z Bayeru miały kluczowe znaczenie dla tego wyrównanego spotkania, tak katastrofalny występ Brigde’a w derbach Londynu nie powinien przesłaniać tego, że w stolicy Anglii triumfował zespół wyraźnie lepszy.

Fatalny mecz Bridge’a miał oczywiście niemały wpływ na sytuację na boisku. Posiłkując się chalkboardami z Guardiana Michael Cox z Zonal Marking w swojej analizie tego spotkania wylicza, że skrajnemu obrońcy West Hamu nie udała się żadna próba odbioru, zaś dwie nieudane tego typu akcje prowadziły do bramek, kolejna spowodowała karnego.


West Ham przegrał to spotkanie jednak z innego powodu. Relacjonując ten mecz na żywo na twitterze pisałem, że najważniejsze dla gospodarzy będzie utrzymywanie zespołu Kanonierów jak najdłużej w środkowej strefie boiska, by nie pozwolić im na rozkręcenie swojego stylu gry, który swego czasu nazwałem odwrotnością tiki-taki. Rzecz w tym, że w sytuacji, kiedy Arsenalowi pozwala się na w miarę swobodną grę w środku pola, ma on mnóstwo czasu by kilkoma swoimi prostopadłymi podaniami rozmontować każdą defensywę. West Ham konsekwencji na to, by naciskać na rywala starczyło jedynie na 10 minut. Chwilę potem za bardzo się cofnęli, a efektem był pierwszy gol.

W środku West Hamu zapanował w tym momencie chaos, który bardzo utrudniał i rozegranie piłki i zabezpieczanie defensywy. Problem leżał w tym, że choć oba te zespoły miały po trzech zawodników w środkowej strefie boiska, to Arsenal miał jednego odpowiedzialnego za asekurację (Song) i dwóch wolnych elektronów (Fabregas i Wilshere), natomiast rotacja w środku gospodarzy sprawiała, że odpowiedzialność za poszczególne funkcje mocno się rozmywała, w czym nie pomogła jeszcze wymuszona zmiana i wejście Boa Morte. Ratunkiem nie okazał się także grający bardzo głęboko Cole. Jedynymi, który próbowali brać na siebie ciężar gry byli Kovac i Faubert, ale w sytuacji, kiedy gracze West Hamu próbowali rozprowadzić piłkę, pole gry ulegało szybkiemu skróceniu i celność podań zagrywanych przez gospodarzy pod presją była zatrważająco niska.

Wszystko to doprowadziło to do sytuacji, w której Arsenal mógł grać to na co miał ochotę. Długo utrzymywał się przy piłce, zaś grając dziesiątkami swoich stosunkowo ryzykownych podań, notował przy tym mało strat. Liczbowo wyglądało to w ten sposób, że Kanonierzy posiadali ponad dwukrotną przewagę w podaniach (684-312), zaś przy marnym poziomie nacisku ze strony Młotów liczba podań niecelnych był prawie remisowy (116-107). Nawet więc, gdyby Bridge uniknął swoich błędów, szanse West Hamu na zwycięstwo w tym spotkaniu były marne, ciężko jednak o sukces, kiedy pozwoli się przeciwnikowi na grę, która jest jego specjalnością.

Niech więc pocieszeniem dla Bridge’a będzie fakt, że w piłce rzadko decydują trzy zagrania. Tu zadecydowało to, że Arsenal miał tych zagrań więcej o ponad 370.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama