Sztuka dystrybucji

W piłce nożnej nadal celem nadrzędnym jest strzelanie goli. Środki do osiągnięcia tego celu zmieniają się jednak diametralnie i metody sprzed 100 lat, polegające na wyminięciu wszystkich zawodników, których ma się przed sobą i oddanie strzału dziś zapewne wiele dobrego by nie przyniosły. Teraz kluczem do zwycięstwa jest utrzymywanie się przy piłce. Tak długo jak posiadamy ją my, nie posiadają jej rywale. A rywal bez piłki krzywdy nam nie zrobi.



Coraz większą rolę w utrzymaniu piłki odgrywają również bramkarze. Faktem jest, że na ich pozycji ciężko pozwolić sobie na zabawy z łaciatą kulą, tym niemniej każdy z nich zalicza kilkanaście kontaktów z futbolówką w ciągu meczu . Trudno wymagać od nich precyzyjnej gry pod presją czasu, kiedy każdy błąd może kosztować utratę bramki. Tym niemniej w wielu sytuacjach bramkarz jest jednym z niewielu zawodników, który rozgrywając piłkę, może sobie pozwolić na spokojne i przemyślane rozprowadzenie futbolówki. Praktyka jednak pokazuje, że często tak nie jest.

Posiłkując się chalkboardami z Guardiana możemy stwierdzić, że Wojciech Szczęsny w czasie spotkania z Man Utd dość często próbował uruchamiać partnerów długimi podaniami. Skutek rzadko kiedy był dobry, Arsenal przez długie zagrania golkipera blisko dwudziestokrotnie tracił piłkę. Znacznie lepiej wypadają rozegrania krótkie, liczba strat w ten sposób jest bardzo niewielka.

Jak się okazuje jednak, niewiele lepiej wygląda sytuacja u Łukasza Fabiańskiego w meczu z Birmingham. I tu z długich podań notowanych jest mnóstwo strat. Oczywiście, nie jest to odkrywanie Ameryki, to logiczne, że grając dłuższe piłki ryzyko straty jest większe. Rzecz jednak leży w czym innym.

W kolejnym spotkaniu, z Man City, Fabiański grał mniej więcej tak samo, jak z Birmingham. Efekt po raz kolejny na kolana nie rzucał, zaś skuteczność podań była niewielka.

Po przerwie jednak Polak zaczął grać więcej piłek mniej ryzykownych, krótszych. Efekt – procentowa skuteczność skoczyła do 50 procent.

Od tego czasu golkiperzy Arsenalu stawiają raczej na krótkie rozegranie piłki. Efekty widać jak na dłoni – oto zapis podań Szczęsnego ze spotkania z West Hamem:

W pierwszej zaś połowie spotkania z Wigan golkiper Kanonierów nieco się zapomniał i ponownie próbował dłuższych piłek. Nie dotarła żadna:

W drugiej jednak części wrócił do krótkiego rozegrania, ponownie z bardzo dobrym skutkiem.

Oczywiście – wznawianie gry długim wykopem może mieć sens. Najczęściej wtedy, gdy uruchamia to szybką kontrę, jest efektem wyrobionego schematu albo kiedy ma się znaczącą przewagę fizyczną w środku pola. Najczęściej jednak tego typu rozegranie to najzwyklejsze pójście na łatwiznę i próba szybkiego przerzucenia gry daleko od własnej bramki połączona z liczeniem na fart. Tyle, że będąc Arsenalem, taka gra nie ma sensu. Ten zespół ma na tyle dobrą organizację gry, aby dotrzeć z piłką do środkowej strefy boiska, bez konieczności narażania futbolówki na stratę długim wzowieniem.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama