Japonia – Arabia Saudyjska 5-0: wypad z prawej flanki

Puchar Azji to dobra okazja na obserwowanie zespołów grających na nieco niższym poziomie niż w mistrzostwach pozostałych kontynentów, za to zawsze ze sporym zaangażowaniem. W związku z tym zaawansowanie taktyczne też jest nieco gorsze, ale dzięki temu można łatwo wskazać przykłady zastosowania pewnych manewrów taktycznych. Nie inaczej było właśnie w tym spotkaniu.

Pomocnik czy napastnik?


Arabia Saudyjska zagrała w dość typowym ustawieniu 4-4-2. Z jedną uwagą: pełniący głównie rolę rozgrywającego Mohammad Al-Shalhoub rozpoczął mecz na lewej pomocy, ale już po niecałych 30 minutach został przesunięty do środka, a na lewej pomocy pojawił się Manaf Aboshgair, grający bliżej linii i więcej uczestniczący w defensywie. Selekcjoner Al-Johar prawdopodobnie liczył głównie na akcje oskrzydlające i szybkość swoich bocznych pomocników, ale srodze się zawiódł.

Japonia wyszła na boisko w ustawieniu 4-2-3-1, ale w porównaniu z poprzednimi meczami w składzie zaszły dwie istotne zmiany. Daisuke Matsuiego zastąpił Shinji Okazaki, a w miejsce Keisuke Hondy wystąpił Yosuke Kashiwagi. W ten sposób ofensywną czwórkę stanowili dwaj napastnicy, lewonożny pomocnik i prawonożny pomocnik. Zaccheroni jednak nie ustawił ich według najprostszego klucza, ale Okazakiego umieścił na prawym skrzydle. Ten manewr był niezbędny dla szybkiego zyskania dwubramkowej przewagi.

Spalony – zmora niezgranej defensywy

Przewaga taktyczna i techniczna Japończyków od początku meczu nie ulegała wątpliwości, ale w poprzednich meczach było podobnie, a jednak punkty trzeba było wyszarpać. Tego dnia sprawę załatwiły podania nad linią obrony do Shinji Okazakiego, który dwukrotnie wbiegł w pole karne i dwukrotnie pokonał Waleeda. Nie jest to zawodnik, który wyróżniałby się znakomitym dryblingiem, wybitną szybkością lub bezbłędnym dośrodkowaniem (co w teorii czyniłoby go idealnym kandydatem do gry na prawej pomocy), ale ma smykałkę do strzelania goli. Za pierwszym razem z zimną krwią przelobował bramkarza rywali, za drugim pokonał go celnym strzałem głową w krótki róg. Plan Zaccheroniego zdał egzamin. W obydwu przypadkach Japończyków wspomógł Kamel Al-Mousa, który łamał linię defensywy, a przy drugim golu w dodatku pozwolił się wyprzedzić zwinnemu Japończykowi.

Technika to za mało

Pomijając fakt, że po drugim golu z Saudyjczyków kompletnie uszło powietrze, ich gra w ofensywie pozostawiała wiele do życzenia. Ich indywidualne umiejętności stoją na całkiem dobrym poziomie, ale gry zespołowej było niewiele. Od czasu do czasu uderzali z dystansu, ale Nishikawa nie miał problemu z łapaniem. Cofający się do linii pomocy Al-Qahtani był tam równie bezproduktywny, co w polu karnym. Jedynym myślącym zawodnikiem Arabii Saudyjskiej był Al-Shalhoub, ale i jemu brakło wyobraźni. Rozgrywający zespołu Al-Hilal był ruchliwy, pracował na całej szerokości boiska, próbował uruchamiać kolegów płaskimi mierzonymi podaniami, ale nawet jemu nie udało się stworzyć choć jednej bramkowej sytuacji. W ataku biegał wysoki Naif Hazazi, ale cóż z tego, skoro ledwie jeden raz zdołał wygrać pojedynek główkowy pod bramką Nishikawy. Więcej okazji nie mógł mieć, bo skrzydła były doskonale bronione przez Japończyków i brakowało dośrodkowań z tych sektorów boiska.

Krótsza centra to pewniejszy gol

Jak grać skrzydłami, pokazali piłkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni. Zwłaszcza imponujący swoimi rajdami szybki Nagatomo umożliwił Maedzie zdobycie pięknego gola zewnętrzną częścią stopy, po uderzeniu z powietrza. Gdy w drugiej połowie Maeda po strzale głową zdobył swoją drugą bramkę, można było łatwo stwierdzić, że akcja bramkowa to niemal lustrzane odbicie tej poprzedniej. W obydwu przypadkach Maeda błyskawicznie zbiegał na bliższy słupek, dostawał mocne górne podanie i uprzedzał bramkarza. Świadczy to o znakomitym wyczuciu swoich możliwości – dośrodkowania na dalszy słupek zwykle mają nieco wyższą parabolę, zatem przewagę mają przy nich wysocy i silni zawodnicy. Centra na bliższy słupek powinna być mocna i płaska, co zwiększa szansę piłkarzy niezbyt wysokich, ale ruchliwych – takich jak Japończycy. Nie trzeba chyba dodawać, że przy obydwu bramkach asystowali boczni obrońcy wypuszczeni w uliczkę przez pomocników.

Szybciej biegać czy szybciej myśleć?

Japończycy wreszcie zagrali tak jak powinni grać od początku turnieju. Klasa przeciwnika może nieco umniejszyć znaczenie tego zwycięstwa, ale poziom ich gry znacznie się poprawił. Wykorzystali większość błędów przeciwnika. Zastosowali bezbłędnie kilka podręcznikowych standardów, jak wysoki pressing na połowie przeciwnika i podwajanie skrzydła przez bocznych obrońców. Znakomicie wykonali plan Zaccheroniego związany z wystawieniem na prawym skrzydle nominalnego napastnika. Nie jest to żadna nowinka, nawet w swego czasu w identycznej roli (tylko po lewej stronie) był ustawiony Smolarek. Natomiast wykonanie mogło zachwycić nawet bezstronnego obserwatora.
Japończycy zagrają w półfinale z Koreą Południową i kto wie, czy nie będą walczyć później o złoto. Jeśli ich gra nie była tylko i wyłącznie efektem fatalnej gry Saudyjczyków, można spokojnie postawić na nich niezłą sumkę.

Reklama