Inter 3-2 Palermo: Pazzini wiosnę uczyni

Koncentracja na defensywie, murowanie bramki, piłkarskie szachy – żadnego z tych określeń nie można użyć do opisania boiskowego wariactwa, jakie zaprezentowały obie drużyny.


Na dominację Interu w ubiegłym sezonie złożyło się wiele elementów. Jednym z nich była obrona – zgrana, doskonale się uzupełniająca, długimi momentami przypominająca monolit. Wraz z odejściem Mourinho defensywa zdestabilizowała się – zespół zaczął tracić bramki w niemal każdym spotkaniu. A że przy tym mediolańczykom nie udawało się również strzelać, to nowy trener, Rafael Benitez, nie nacieszył się długa swoją posadą. Po przyjściu Leonardo zmieniło się jedno – Inter zaczął zdobywać bramki i to od razu w hurtowych ilościach. Niestety jak na razie nie zdołał opanować problemów z obroną, której kiepską formę obnażyło dziś Palermo.

W pierwszej połowie zespół gości zagrał w defensywie tak, jak Inter w zeszłym sezonie. Z kolei obrońcy tytułu mistrzowskiego zaprezentowali się w tyłach fatalnie – źle ustawieni, popełniali fatalne w skutkach błędy. Brakowało też asekuracji, a bodaj jedynym graczem zaangażowanym w podwajanie rywala był… napastnik Eto’o. W dodatku czynił to tylko przez kilka pierwszych minut.

Zaprzestanie uczestnictwa w defensywie przez Eto’o było jednak dość szczęśliwe dla Interu – ciężko sobie bowiem wyobrazić, jak marnie wyglądałyby akcje zaczepne, gdyby Kameruńczyk szybko zmęczył się bronieniem. Większość tego, czym gospodarze mogli się pochwalić w ataku, zaczynało się właśnie od byłego gracza Barcelony. Eto’o dryblował, strzelał i dośrodkowywał. Najczęściej stosowana akcja Interu polegała na tym, że któryś z pomocników podawał do najlepszego strzelca zespołu, ten wbiegał z piłką w pole karne i podawał. Żadne z takich zagrań nie zakończyło się sukcesem.

Z kolei najrzadziej granymi przez gospodarzy akcjami były po pierwsze – dokładne podania sprzed pola karnego do stojącego w szesnastce tyłem do bramki napastnika, po drugie – dośrodkowania z rzutów wolnych, które Inter wywalczał od wielkiego dzwonu. Obie z przywołanych akcji zakończyły się bramkami, odpowiednio kontaktową i wyrównującą.

O czym świadczy powyższe zestawienie? Oczywiście nie o tym, że Kameruńczyk gra słabo. Bardziej o znanym fakcie, że klepiąc wiecznie jedną i tę samą akcję, opierając grę na jednym zawodniku, daleko we współczesnym futbolu się nie zajedzie. Wiedział o tym Mourinho, rozwijając wachlarz zagrań zespołu m.in. poprzez rzucenie Eto’o na skrzydło i powierzenie Maiconowi mnóstwa zadań ofensywnych.

Mistrz nabrał ochoty do gry po przerwie – poczynania zespołu ożywił Pazzini, kupiony ledwie trzy dni wcześniej. Leonardo wprowadził nowy nabytek nie zdejmując żadnego z napastników. Jeśli dodamy do tego wchodzącego w pole karne Cambiasso i flankującego Maicona, otrzymamy (grafika) siłę uderzeniową, której goście nie byli w stanie się przeciwstawić. Inter w dalszym ciągu bazował na indywidualnych akcjach, Palermo – na indywidualnych błędach rywali. Godny podkreślenia jest fakt, że goście wcale nie prezentowali rozpaczliwej obrony Częstochowy i w dalszym ciągu byli w stanie wyprowadzać ataki większą liczbą graczy. Zawsze jednak czegoś brakowało – a to źle wykonany karny, a to niesamowity (i nieszczęśliwy) rykoszet. Przy wspomnianych sytuacjach kolejne wpadki zaliczała defensywa: najpierw cofnięty Motta pogubił się i sprokurował rzut karny, następnie Maicon nie zabezpieczył na czas swojej flanki i o mały włos nie pomógł doprowadzić do remisu.

W pierwszej połowie Palermo miało mistrza na łopatkach. Goście zapomnieli jednak o tym, że lwa lepiej nie drażnić, a jeśli już się go podrażni – najlepiej znokautować. Do nokautu zabrakło im lepszego sędziego (niepodyktowany rzut karny po zagraniu ręką), szczęścia (strzał w słupek przy stanie 2:0) i opanowania (fatalnie wykonywany przez Pastore rzut karny). Inter zaprezentował się katastrofalnie w defensywie, ale w drugiej połowie udowodnił, że – zwłaszcza po zakupie Pazziniego – ciągle posiada duży potencjał ofensywny. Nie jest to już jednak zespół, który byłby w stanie skutecznie rywalizować z Barceloną, którą wyeliminował w poprzednim sezonie Ligi Mistrzów. Wiele wskazuje na to, że w tym roku słabnącej siły ligi włoskiej już nie będzie miał kto ratować.

Reklama