West Brom – Newcastle 3-1: nowi współpracują

Nie samym szczytem Premier League żyje, prawda? Taktycznie lubi pojedynki Manchesteru z Chelsea czy Tottenhamu z Arsenalem, ale najlepsza liga na świecie ten zacny status utrzymuje będąc zarazem wyrównaną. Dlatego dzisiaj spojrzeliśmy na to co działo się na The Hawthorns, gdzie grali pogromcy The Emirates – West Bromwich Albion podejmowało Newcastle United. Jak zagrali tegoroczni beniaminkowie?

Awizowany skład WBA wskazywałby na 4-5-1, ale nie jest to pierwszy i ostatni raz jak menedżerowie chcieli poprzez media lekko nagiąć rzeczywistość. Gospodarzy ustawienie przypominało raczej 4-1-4-1, z bardzo ruchliwym i ruchomym trójkątem (Dorrans, Brunt, Morrison) w środku. Zwykle to Dorrans odgrywał rolę ‘zbierającego’ drugie piłki (czyli po prostu niczyje) rozprowadzając je do wyżej ustawionych kolegów – ci z kolei dystrybuowali futbolówkę na boki. Z kolei Newcastle ustawione w typowym 4-4-2 z dwójką defensywnych pomocników w środku pola. Problem polegał jednak na tym, że początkowo i Tiote, i Guthrie podchodzili bardzo wysoko, a za nimi nie nadążała linia obrony. Przestrzeń między formacjami wykorzystywali Brunt z Morrisonem – raczej starali się, ponieważ zagrożenia z ich swobodnej gry w tej strefie było niewiele, zwykle kończyło się na niecelnym dośrodkowaniu lub stałym fragmencie gry, szybko ‘czyszczonym’ przez wysokich zawodników gości.


Trzeba jednak przyznać, że Brunt rozgrywał naprawdę dobre spotkanie i to głównie on sprawiał problemy głęboko cofniętej defensywie rywali. Więcej na pewno w pierwszej fazie spotkania oczekiwano po Somenie Tchoyi – jeden z najlepszych transferów w Premiership tego lata w grę zaangażował się dopiero gdy uciekł z prawego skrzydła gdzie zainstalował go Roberto Di Matteo. Tam niezbyt radził sobie z Enrique, natomiast gdy już dostał piłkę w środku, pokazał swoje możliwości – spokojnie przyjął piłkę, jeden zwód, piłka blisko nogi, wystawienie i uderzenie idealnie podkręcone obok zasłoniętego Krula. Podobnie zachował się przy bramce dla WBA przeciwko Evertonowi tydzień temu, choć wtedy schodził z lewego skrzydła. To jednak także świadczy o potencjale Kameruńczyka oraz swobodzie jaką daje mu na boisku szkoleniowiec The Baggies. Leniwy w odbiorze, słabo dośrodkowujący… bo to nie skrzydłowy – jego ustawienie oraz praca innych właśnie na jego ‘lenistwo’ procentuje nie po raz pierwszy w tym sezonie.

W drugiej połowie od początku nieistniejącego Ameobiego zastąpił Lovenkrands i ta zmiana trochę dała Newcastle. Jasne, nie dominowali oni w takim stopniu jak ich rywale w pierwszej połowie, ale gdyby skuteczność nie zawodziła gości to pewnie ujrzelibyśmy wyrównanie. Tymczasem po kwadransie gospodarze znów opanowali sytuację i niestety przez kolejne piętnaście minut oglądaliśmy więcej walki w środku pola, strat i fauli – dobrze, że był to pierwszy i ostatni taki moment w tym spotkaniu. Warto zaznaczyć, że w tym okresie gry Newcastle nieznacznie skorygowało swoje ustawienie – Carroll grał znacznie niżej niż Lovenkrands, Gutierrez także częściej odrywał się od linii bocznej, a wyżej ustawionego Guthriego starał się asekurować Tiote.

Drugi gol dla WBA nie był kwestią czasu, ale… przypadku. Nieatakowany Danny Guthrie potknął się kopiąc w ziemię zamiast w piłkę, a futbolówkę przejął niewidoczny do tej pory Odemwingie. Napastnik gospodarzy pomknął z nią do przodu i mimo kolegów na czystej pozycji zdecydował się na indywidualne rozwiązanie, które udało mu się znakomicie. Wykorzystał także to jak wolni tego dnia byli stoperzy Newcastle – Campbell i Taylor. Trzeci to już kompletny błąd tego pierwszego obrońcy. Marek Cech posłał piłkę na uwolnienie, a ruszył do niej Odemwingie. Powinien zrobić to także Campbell ale zdecydował się na podniesienie ręki i czekanie na spalonego, którego być po prostu nie mogło (podejrzewam nawet, że były piłkarz Arsenalu doskonale o tym wiedział!). Snajper WBA ruszył na Carsona, minął go i spokojnie dokończył dzieła. Bramka pocieszenia Lovenkrandsa nie była zasłużona – był to wynik rozluźnienia w szeregach gospodarzy, którzy przy dośrodkowaniu odpuścili krycie trzech (!) zawodników gości. Carroll uderzył, Carson odbił a Lovenkrands dobił. Zwycięstwo jak najbardziej zasłużone.

To jak znikome było zagrożenie Newcastle w pierwszej połowie, pokaże diagram ich podań w tej części meczu. Zaledwie kilka wymian w ‘tercji’ West Bromwich Albion wypada żałosnie w porównaniu do tego co zaprezentowali gospodarze pod polem karnym Newcastle. Nie chodzi specjalnie o efekt tej okupacji szesnastki Tima Krula, ale pokazanie jak nawet jeden zawodnik przewagi w środkowej strefie potrafi zrobić różnicę w pojedynku z dwoma defensywnymi pomocnikami rywala. Na dodatek zastanawia sposób gry Newcastle – osiemnaście dalekich wykopów golkipera gosci i zaledwie osiem wygranych przez dwójkę napastników tej drużyny (szesć Carrolla, dwie Ameobiego) pokazuje, że sensu taki plan nie miał – zwłaszcza, że sporo futbolówek zbierali Dorrans i Brunt.

Wbrew pozorom dobre spotkanie rozegrał Pascal Odemwingie, który zaledwie sześciokrotnie niecelnie podawał (w 46 próbach) co dla wysoko ustawionego snajpera jest dobrym wynikiem. Co ciekawe, każda z tych nieudanych piłek była zagrana bardzo wysoko na prawym skrzydle – wręcz można powiedzieć, że w narożniku pola karnego. To pokazuje jak dużo było współpracy między Odemwingie a Tchoyi (z lewoskrzydłowym Thomasem prawie napastnik nie grał!). Dwa letnie transfery Di Matteo okazały się po raz kolejny absolutnie kluczowe w wygraniu ważnego spotkania. Nie zapominajmy jednak, że to świetna praca wykonana przez środek pola, przy pasywnej i pozbawionej pomysłu grze Newcastle, dała przewagę gospodarzom, która ostatecznie przeniosła się na zasłużone zwycięstwo.

Reklama