Tottenham- Werder 3-0: posttaktyka niezupełna

Ten mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Werder jest drużyną, po której można się spodziewać absolutnie wszystkiego, od tego, że zagra genialnie, po zawód na całej linii. Tottenham również jest nietypowy. Posttaktyczne nastawienie Harry’ego Redknappa, polegające na ograniczeniu do minimum tworzenia odgórnego systemu gry na rzecz pozostawienia go w nogach piłkarzy, również potrafi zaskoczyć efektami. Tym razem jednak obie drużyny grały poniżej swoich możliwości. Z różnych powodów.

Werder przystępował do spotkania w nieomal rezerwowym składzie. W ekipie z Bremy brakowało Naldo, Pizarro, Boenischa, Wesleya, Borowskiego, Silvestre’a, Arnautovicia, Vandera, Almeidy, Pasanena i Fringsa. Pierwsze minuty mogły wskazywać na to, że absencje wpływ na zespół będą miały katastrofalny. Właściwie w pierwszej akcji na skrzydle Lennon minął jak juniora debiutującego na tym szczeblu rozgrywek Schmidta i asystował przy golu na 1-0. Werder jednak po szybko straconej bramce się nie posypał. Raczej gra gospodarzy uległa znacznemu uspokojeniu. Prowadzenie oraz świadomość znacznego osłabienia rywala sprawiła, że Koguty zaczęły poczynać sobie spokojnie, można wręcz rzecz- leniwie.


Werder jednak miał zbyt mały potencjał, by taki stan rzeczy wykorzystać. Początkowo usiłowano pojedynczych szarpnięć z udziałem największej indywidualności bremeńczyków- Marina. Wprowadził on nieco zamętu w defensywnych szeregach Tottenhamu, ale zawsze był w porę powstrzymywany. Z biegiem jednak czasu goście zaczęli operować piłką coraz lepiej, sprawną grą dochodząc w okolice pola karnego Anglików. Tam jednak brakowało już umiejętności na wykończenie. O ile Niemcy dobrze realizowali tradycyjną taktykę (duża ruchliwość przy rozegraniu i sporo zagrań z pierwszej piłki), tak brakowało potencjału poszczególnych zawodników, by wykonać jakiś bardziej odważny i ryzykowny ruch i zaryzykować prostopadłej piłki czy ataku jeden na jeden. Inna sprawa, że ciężko do takich ryzykownych zagrań byłoby znaleźć adresata. Najbardziej wysunięty w ekipie z Bremy Wagner rozegrał fatalne zawody.

Bardzo poprawnie za to poczynał sobie w pierwszej połowie środek pola Werderu. Jensen i Bargfrede umiejętnie zabezpieczali centrum pola, dobrze przesuwając się z kryciem i notując dzięki temu sporo przechwytów. Blok defensywny był już jednak mniej szczelny. O ile jako całość reagowali poprawnie (świetne zejścia Bargfrede do podwojenia Bale’a), tak jednak popełniano wiele indywidualnych błędów lub po prostu brakowało umiejętności, by stawić czoła Bale’owi czy Modriciowi. Grając piłkę znacznie prostszą, opierającą rozegrania na precyzyjnych prostopadłych podaniach, Tottenham stwarzał więcej zagrożenia niż Werder. Przed przerwą zdołał też powiększyć przewagę, tuż po niej wypracować rzut karny. Thomas Schaaf nie był w stanie zareagować na taki stan rzeczy. Na ławce rezerwowych brakowało zawodników zdolnych w jakikolwiek sposób odmienić losy meczu, gra zaś bardziej otwarta zapewne skończyłaby się tylko znacznie wyższą porażką. Mimo to Werder grał nieco odważniej, w wielu akcjach do rozegrania podłączał się Schmidt (na drugiej flance Fritz prawie zawsze zostawał z asekuracją), płynnie do przodu przesuwali się też Jensen i Bargfrede. Zawodzili za to mało użyteczny w rozegraniu Kroos i wspomniany już Wagner.

W drugiej połowie gra była już nieco bardziej beztroska, piłka szybko przenosiła się spod jednego pola karnego na drugie, tym niemniej coraz trudniejsze stawało się dostrzeżenie w tym wszystkim znamion schematu. Piłkarze Tottenhamu górowali wyraźnie nad rywalami, więc łatwiej stwarzali sobie sytuacje. Również i u Anglików zdarzały się momenty płynnej i ładnej gry. W drugiej części było to mocno uzasadnione tym, że po przekroczeniu linii środkowej robiło się znacznie więcej miejsca na rozegranie. Blok obronny Werderu pracował jednak bardzo ambitnie i mimo sporej ruchliwości ofensywy gospodarzy, w większości przypadków udawało im się nadążyć za akcją. W przekroju całego spotkania trudno mówić o zmianach mających wpływ na taktykę. Schaaf nic nie zmieniał, bo nie mógł, Redknapp- bo nie musiał (poza zastąpieniem Jenasa Palaciosem, spowodowanym kontuzją, bez wpływu jednak na rozegranie). Końcowe, bardziej liczne personalnie ataki graczy Werderu (wysoko ustawiony Mertesacker, podwieszony Thy) wynikały z pewnego rozluźnienia szyków z jednej i drugiej strony.

Nie ma jednak wątpliwości, że porażka 0-3 to dla bremeńczyków dość niski wymiar kary. Tottenham mógł spokojnie wygrać to spotkanie wyżej. Wprawdzie to Niemcy ładniej operowali futbolówką, tak jednak trzeba pamiętać, że gra Spurs docelowo jest ustawiona na pewną nutę żywiołu i spontaniczności. Gracze odpłacają zaufaniem, którym obdarza ich szkoleniowiec. Włożyli w ten mecz dokładnie tyle sił ile trzeba było, żeby odnieść przekonujące zwycięstwo. Problem tej ekipy jest jednak trochę inny i nie chodzi tu tym razem o nie/obecność van der Vaarta. Koguty grają fajną, widowiskową piłkę, a gracze wiedzą, co mają robić, bo robią to co umieją najlepiej. Tyle, że to całe bieganie w ofensywie, szybkie szarże i prostopadłe podania prawdopodobnie rozbiją się o pierwszą przeszkodę będącą zdolną do utrzymania taktycznej dyscypliny w defensywie. Werderowi do tego daleko, ale długimi momentami, zwłaszcza w pierwszej połowie, się to udawało.

Schematów w grze Spurs jest sporo- czy to zejścia jednego z napastników do środka do rozegrania, odciążanie Bale’a przez Assou- Ekoto czy też głębokie wycofywanie się jednego z środkowych pomocników przy rozprowadzaniu piłki, mające na celu wyciągnięcie graczy rywala i rozluźnienie jego szeregów. W żadnym wypadku to wszystko nie rzuca jednak na kolana i w starciu z zespołami nastawionymi na kontrolę każdego centymetra kwadratowego boiska, Tottenham będzie mieć ogromne kłopoty. Posttaktyczne podejście Redknappa, jest na pewno czymś interesującym. Rzecz jednak w tym, że obecnie w piłce rzadko sukcesy odnoszą trenerzy, tylko wykorzystujący potencjał piłkarzy. Częściej umiejętności piłkarzy są ogniwem w trenerskiej koncepcji i wypośrodkowanie strategii i umiejętności staje się kluczem do sukcesu. Na silniejszym rywalu będzie dopiero można oceniać, jak te elementy wypośrodkował Redknapp. Bo trzeba jednoznacznie stwierdzić- na taktykę Spurs ma on wpływ większy, niż sam by się do tego chciał przyznać. Niewykluczone jednak, że na wielkie sukcesy za mały.

A Werder? Kto by w nim nie grał, pod Thomasem Schaafem grają zawsze tak samo, widowiskowo, płynnie, długo utrzymując się przy piłce, potrafiąc regulować tempo i notując relatywnie niewielką liczbę strat. Jakość zaś zależy od wykonawców na boisku. To spotkanie bremeńskie rezerwy przegrały wyraźnie, ale spójrzmy prawdzie w oczy: który inny trener byłby w stanie przez tyle lat utrzymać się na topie, kiedy praktycznie co rok- dwa traci kluczowych dla swojego zespołu zawodników i musi rozpoczynać budowę zespołu od nowa. Interesującym byłoby zobaczyć, jak sprawdza się w silniejszym klubie.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama