O co tyle hałasu?

Mało istotny mecz, rywal na poziomie Ekstraklasy, a i sama Chelsea w kryzysie. Co też mogło przyciągnąć uwagę blogu Taktycznie do spotkania The Blues z MSK Żyliną? Przecież klasę Drogby już doskonale znamy, popisy Maloudy nie są nam obce, a grający na środku obrony Branislav Ivanović nie miał zbyt wiele roboty. Taktycznie również dominacji Chelsea nie ma sensu przedstawiać, zwłaszcza, że Słowacki rywal to tylko gwiazda, która raz się na niebie pojawiła by błyskawicznie spaść na ziemię.

Okoliczności były jednak ciekawsze niż postronnym kibicom mogłoby się wydawać. Już w niedzielę, zaraz po deklaracji, że Carlo Ancelotti zostaje, Włoch podzielił się informacją o planowanym składzie na wtorkowe spotkanie. Obiecał szansę 17-letniemu Joshowi McEachranowi, wspomniał o wystawieniu Jeffrey’a Brumy oraz napomknął o udziale Gaela Kakuty i Daniela Sturridge’a. Biorąc pod uwagę, że na Stamford Bridge po raz pierwszy od wielu lat mieliśmy szansę obejrzeć kilku juniorów na raz, postanowiłem uważniej przyjrzeć się produktom słynnej akademii rozwijającej się pod okiem Franka Arnesena.


Zacznijmy może od najmłodszego w tym gronie, Josha McEachrana. W zeszłym sezonie widziałem kilka jego popisów dla rezerw i drużyny młodzieżowej w których to zawsze był raczej zaangażowany w grę ofensywną, wielokrotnie dryblując pomiędzy rywalami i asystując kolegom. Tu, to chuchro! (178 cm wzrostu, pewnie z 63 kilo wagi), wystąpiło w roli defensywnego pomocnika. Widzę w tym plan Carlo Ancelottiego – na skrzydle o piłki miałby trudniej, a patrząc na zdolności młodziana nad panowaniem nad futbolówką, można było wykorzystać jego talent do rozgrywania. W pierwszej połowie więc był tym, który pierwszy otrzymywał piłki od obrony i rozrzucał na skrzydła. Wbrew pozorom nieźle radził sobie w odbiorze – nie wikłając się w walkę bark w bark z silniejszymi rywalami, ale czekając na ten odpowiedni moment w którym piłkę albo zabierał, albo wybijał.

Ze względu na niekorzystny wynik, jego pozycja w drugiej połowie się zmieniła – wraz z Ramiresem grał jako środkowy pomocnik, mając jeszcze więcej miejsca i angażując się w grę ofensywną. Młody zawodnik w całym meczu zanotował 122 (!) podań z czego 86% (105!) było celnych. Wyobraźcie sobie siedemnastolatka, poziom rywala na razie pomijając, który ma takie statystyki w Polsce. Wystarczy powiedzieć, że Hiszpan Andreu za podobny wynik został przez Józefa Wojciechowskiego zrzucony na ławkę rezerwowych… Nie miałby Josh szans na rozwój w naszym kraju. Świetny balans ciałem, jakość podań, wizja, pewność siebie, odbiór – zapominając na chwilę, że to tylko Żilina (i ‘tylko’ Liga Mistrzów), oglądający to spotkanie mogli być świadkiem naprawdę imponującego debiutu siedemnastolatka w pierwszym składzie Chelsea.

O co więc było tyle hałasu z tym zakazem transferowym dla Chelsea, pamiętacie? Tak – to o niepozornego Francuza chodziło, Gaela Kakutę. Choć we wtorek dostał tylko 45 minut, a jego rozmowy kontraktowe z Chelsea nie przebiegają ponoć najlepiej, to w razie pozostania w klubie można powiedzieć, że było warto narażać się federacji. Kakuta jest typowym skrzydłowym, choć w młodzieżowej reprezentacji Francji można go było zobaczyć w roli cofniętego napastnika – radził sobie równie dobrze. Anglicy często mówią o ‘szybkich stopach’ i to chyba najlepiej obrazuje Gaela. Przyjęcie i dwa, trzy kolejne kontakty mają mu dać odpowiednią ilość przestrzeni na uderzenie bądź kolejne podanie – konkretnie mówiąc następuje gwałtowne przyspieszenie gry. Nie dało to efektu widocznego w statystykach w meczu Ligi Mistrzów, ale z pewnością potwierdziło nieprzeciętny talent młodziana z Francji. Inteligencja, pewna bezczelność w ruchach… jak już wspomniałem, typowy skrzydłowy.

Dosyć popisów ofensywnych? Niekoniecznie. Mimo, że przejdziemy do obrońców to o defensywie będzie znacznie mniej napisane – choćby ze względu na specyfikę spotkania na Stamford Bridge. Na całym świecie narzeka się mówiąc, że brak jest porządnych lewych obrońców. Chelsea jeszcze przez lata takich problemów nie będzie miała, a lekarstwem na ból głowy obecnie jest Ashley Cole oraz solidny Jurij Żirkow. W przyszłości Carlo Ancelotti może liczyć na Ryana Bertranda (wypożyczonego obecnie do Nottingham Forest) oraz… Patricka Van Aanholta. O tym ostatnim powiem kilka słów, ponieważ całkiem zasłużenie, to właśnie Holender został przez wielu uznany najlepszym zawodnikiem wtorkowego spotkania.

Dlaczego? W defensywie radził sobie bardzo dobrze, nie dając nawet nadziei słabemu w ofensywie rywalowi na akcję jego stroną. Za to w ataku kopiował dobrze nam znane wyczyny starszego kolegi, który obserwował go z ławki rezerwowych. Ashley Cole mógłby być dumny z tego jak w drugiej połowie Patrick co rusz katował agresywnymi dośrodkowaniami obronę i bramkarza gości. Co zabawne, to jedno z tych mniej udanych znalazło drogę do nóg Daniela Sturridge’a, który dał remis tuż po przerwie. Nastawienie Van Aanholta wcale się później nie zmieniło – częściej schodził do środka, wywalczył rzut wolny po którym Drogba trafił w słupek, a nawet sam był bliski zdobycia bramki, gdy dopadł do wolnej piłki na linii szesnastki i z woleja uderzył tak, że bramkarz nie miałby żadnych szans – szkoda bo do gola zabrakło naprawdę centymetrów. Raz jeszcze spójrzmy na walory techniczne młodziana – dobry zwód, technika uderzenia oraz dośrodkowania między linię obrony a bramkarza. Posturą przypomina Cole’a i wszystkie porównania są jak najbardziej na miejscu – szkoda trochę, że tych spotkań o mniejszą stawkę jest w sezonie bardzo mało i zwykle to Patrick będzie musiał popisy Ashley’a z ławki obserwować.

Słowo wspomnienia należy się najmniej widocznemu produktowi szkółki Chelsea – Jeffrey’owi Brumie, który zagrał w pełnym wymiarze czasu partnerując Ivanoviciowi na srodku obrony. Solidne zawody, dobra technika (zauważcie, że to ‘zachodnią’ młodzież cechuje – w przeciwieństwie do naszej…), ale pełni walorów nie miał szansy zaprezentowania więc i szkoda by go takiej połowicznej ocenie poddawać. Nawet ciężko stwierdzić czy z lepszym rywalem poradziłby sobie w walce o górne piłki – pod koniec meczu na boisko wszedł w barwach Żyliny napastnik Ceesay (nomen omen jeden z tych niespełnionych talentów ze szkółki Chelsea), który górował nad Holendrem, ale jego kryciem zajął się doświadczony w takich bojach Ivanović – Bruma tylko Serba asekurował.

Co ciekawe o samym spotkaniu? Chelsea nie grała źle, Żylinie również należy się szacunek za postawę przez większość meczu. Trudno powiedzieć czy to kryzys spowodował, że do przerwy wynik był sensacyjny, ale na pewno Ancelotti wiedział co zrobić by kruchą acz liczną defensywę rywali rozbić – z ustawienia 4-1-2-3 przeszedł na 4-2-3-1, a jego Chelsea jeszcze bardziej zepchnęła przeciwnika we własne pole karne. Obijali oni słupki, niezłymi interwencjami popisywał się golkiper gosci, ale w końcu dwukrotnie w siatce piłka się znalazła – na pewno Żylina narzekać na wynik nie może. Gdyby gospodarze bowiem mieli tak nastawione celowniki jak kilka tygodni temu Marsylia to pogrom stałby się faktem.

Co zaś do młodzieży… Wszyscy dobrze wiemy, że specjalnie się podniecać popisami juniorów nie wolno – zbyt duża presja, oczekiwania i nadzieje mogą tylko młodym głowom zaszkodzić. W związku z tym wskażę na różnicę poziomów między (nawet rezerwową) jedenastką Chelsea, a przyjezdnymi, jednak nie zapominając, że fani The Blues mogą naprawdę z uśmiechem wspomnieć to spotkanie. Znam taki filmik ze wczesnych lat dziewięćdziesiątych, z Anglii, gdy pokazany jest moment debiutu pewnego młodzieńca, a komentator kwituje to stwierdzeniem: ‘We might be witnessing a start of a special career here…’. Tym klubem był Manchester United, a zawodnikiem Ryan Giggs. Bez porównań, ale kto zabroni powiedzieć, że właśnie mało istotny mecz z Żyliną mógł być początkiem wyjątkowej kariery – nawet jeśli w piłce spełni się choć jeden z wymienionych młodzianów.

Reklama