Milan- Fiorentina 1-0: cudowa taktyka

„Taktyki cudowej”, jaką w tym spotkaniu zastosował Milan, nie należy mylić z taktyką „cudowną”. Ta druga oznacza coś, co zapiera dech w piersi miłośnika systemów gry. To pierwsze ogranicza się do liczenia na cud. A cud następuje.

Obie drużyny postawiły na dość wyraźny rozdział miedzy defensywą i ofensywą. Większość spotkania przypominała dwie gierki 3 vs 8. We Fiorentinie za atak odpowiadali Gilardino, Ljacić i Cerci, w Milanie Ibrahimović, Robinho i, co było dużą niespodzianką, Seedorf.


Holender zwykle pełni rolę piłkarza zajmującego się regulowaniem tempa gry, grającego za najbardziej wysuniętym pomocnikiem. Tym razem Milan zagrał w ten sposób, że za Ibrahimoviciem zagrał schodzący ze skrzydła Robinho, Seddorfowi w obliczu takiej sytuacji pozostawało odpowiadać za rozegrania ofensywne i w środku i, przy zejściach Brazylijczyka, na lewym skrzydle. Prawa flanka pozostała nieobsadzona.

Fiorentina zaś swoje ataki opierała bardziej na środku. Najaktywniejszy z grupy ofensywnej był Ljacić, za to niemal zupełnie niewidoczny, grający za głęboko Gilardino. Mimo to próbowano zagrań do niego. Były one jednak niemożliwe do opanowania, albo za głębokie, albo zbyt dalekie, albo zbyt wymagające technicznie. Wiele zagrań opierało się na samym fakcie pozbycia się piłki do przodu i liczenia na cud.

Bardzo jednak podobnie wyglądała filozofia Milanu. Tyle, że w roli Gilardino występował Ibrahimović. Też w jego kierunki szły piłki, z którymi nie sposób było cokolwiek zrobić. i nie był on w stanie ugrać z nich czegokolwiek. Aż do 45 minuty, kiedy przypadkiem dostał kolejną trudną piłkę, ale zdołał na niewielkiej przestrzeni stojąc tyłęm do bramki podbić piłkę i oddać zaskakujący strzał, który przesądził o losach spotkania.

Bramka nie przyniosła wiele zmian w grze. Fiorentina rozszerzyła nieco pole gry, chcąc obejść wąsko grającą defensywę Milanu. Udawało im się dogrywać piłkę w pole karne, jednak bardzo dobre spotkanie zaliczył Abiatti, nawet w sytuacjach kiedy obrońcom zdarzało się przysnąć, umiejętnie zażegnywał niebezpieczeństwo. Milan zaś szans na podwyższenie wyniku praktycznie nie miał. Brakowało na boisku kreatywnego rozgrywającego. Seedorf, któremu powierzono tę rolę grał zbyt głęboko i miał marginalne wsparcie ze strony partnerów. Przed sobą miał tylko dwie indywidualności, nastawione głównie na zdobycie goli, a nie na rozgrywanie piłki, zaś defensywa niechętnie włączała się do ataku.

Fiorentinie w tym meczu zaszkodziła duża liczba absencji, brakło przynajmniej piątki graczy z podstawowego składu. Milanowi trochę szkodzi on sam. W grze brakuje odrobiny polotu, tył jest jako tako zabezpieczony, zaś gra z przodu ogranicza się do trudnych i ryzykownych podań i liczenia na cud. Ale gdy z przodu ma się takich cudotwórców jak Inzaghi czy Ibrahimović, taka taktyka tak całkiem bezsensowna nie jest.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama