Lepszy niż Dennis Rodman!

Każdy kto w latach 90-tych oglądał koszykówkę zna wielkie Chicago Bulls prowadzone przez Michaela Jordana. To on był główną gwiazdą drużyny i na nim spoczywały wszystkie ważne akcje. Jednak niekiedy jego gra przesłaniała czyny ludzi, bez których punkty Michaela byłyby tylko osłodzeniem porażki. Dennis Rodman był w tym zespole postacią niezwykle kontrowersyjną, ale niemniej bardzo przydatną. Taką pozostającą w cieniu. Był też mistrzem zbiórek, po których Jordan mógł zdobywać punkty tzw. „z ponowienia”.


Ten nietypowy jak na blog taktyczny dotyczący piłki nożnej wstęp nie jest przypadkowy. W Lechu Poznań jest taki Dennis Rodman, który wciąż pozostaje w cieniu będąc człowiekiem od „czarnej roboty”, potrafi się doskonale ustawić, świetnie „zbiera” piłki wybite przez przeciwnika, a co więcej sam punktuje. I dlatego jest lepszy niż Rodman.

Fani piłkarscy, śledzący mecze „Kolejorza” od razu wiedzą, o kogo chodzi. Ten zawodnik trafił do Lecha 24 stycznia 2007 roku. Nie był żadną wielką gwiazdą europejskich boisk, ani nadzieją narodu. Kosztował 100 tys. euro, ale ważniejsze od tego było, że nikt go nie wypatrzył, tylko sam zgłosił się na testy. Testującym był Franciszek Smuda, który od razu wziął go do drużyny. W klubie z Bułgarskiej debiutował miesiąc później w wygranym 3-2 meczu Pucharu Ligi z Pogonią Szczecin.

Dzisiaj ma już na koncie 145 występów w „Kolejorzu” i nikt nie wyobraża sobie wyjściowego składu bez niego. Cechuje go dobra technika (przyjęcie piłki), duża zwrotność, całkiem dobra szybkość, umiejętność odpowiedniego ustawiania się na boisku oraz mocny strzał z dystansu.

Jakie przełożenie mają te walory na taktykę? Można je wykorzystać ustawiając go na pozycji defensywnego pomocnika, gdzie widział go każdy trener pracujący w Lechu. Jednak dzisiaj rola „DF” nie ogranicza się jedynie do rozbijania akcji przeciwnika. W myśl zasady, że broni i atakuje cała drużyna defensywny pomocnik musi też „iść za akcją”.

To właśnie ten strzał z dystansu predysponuje bohatera naszych rozważań go do bycia idealnym defensywnym pomocnikiem. Wie jak ma się ustawić, by „zebrać” piłki wybite przez obrońców, natychmiast uderzyć i zaskoczyć bramkarza. Większość goli zdobywa z dystansu, ale to przecież jego zadanie:

1) Przeciwko Chazarowi Lenkoran (gol na 3-1)

2) Przeciwko Grasshopper

3) Przeciwko GKS Bełchatów

4) Przeciwko Wiśle

5) Przeciwko Man City

Co łączy wszystkie te trafienia?
Nigdzie nie było asysty. To właśnie ten atut zawodnika, który potrafi przewidzieć gdzie piłka zostanie wybita i spokojnie czyhać na mocne uderzenie z dystansu. To wszystko bramki sytuacyjne.

Posiadanie takiego zawodnika w drużynie daje komfort taktyczny. Niekiedy rywale stawiają zasieki przed bramką i jedynym wyjściem jest dobór taktyki pt. „strzał z dystansu”. Sprawdza się to szczególnie przy grze na mokrej nawierzchni, gdzie piłka może dostać dodatkowego poślizgu.

Pomyślmy jeszcze jak można pod takiego zawodnika ułożyć stałe fragmenty gry jak np. rzut rożny. Zamiast centrować wysoką piłkę, można płasko zagrać na 20 metr licząc na potężną bombę z dystansu. Szkoda, że Jacek Zieliński nie przykładał dużej wagi właśnie do SFG. Może jego następca dostrzeże umiejętności swojego zawodnika.

Bez dwóch zdań Dimitrije Injac jest nieoceniony z punktu widzenia taktyki Lecha Poznań. Nieprzypadkowo został uznany cichym bohaterem „mistrzowskiego sezonu Kolejorza”.

Adam Wysocki

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama