Legia – Arka 3-0: Witkowski bohaterem Legii

Wynik lepszy niż gra – chciałoby się powiedzieć po obejrzeniu 90 minut przy Łazienkowskiej. Sztuką jest jednak wygrać wysoko, kiedy zespół nie jest najlepiej dysponowany. To w piątkowy wieczór uczyniła Legia… z małą pomocą Norberta Witkowskiego.

Początkowe założenia

Do 39 minuty było wyraźnie widać, kto jakie ma nastawienie do meczu. Mimo, że Arka grał dość odważnie to początkowe usposobienie dawało sporo do myślenia. Dariusz Pasieka ustawił zespół w systemie 4-5-1, ale rozkładając to na czynniki pierwsze wyszło 4-1-2-2-1. Płotka jako 5 obrońca grał ustawiony przed stoperami, ale za dwójką pomocników, którzy mieli więcej zadań defensywnych. Tylko trójka zawodników angażowała się w grę ofensywną. Owe trio było odpowiedzialne za wywieranie nacisku na obrońców Legii. Mieli przeszkadzać w wymianie piłki na linii bramkarz-stoperzy. To wychodziło całkiem nieźle, bowiem Skaba był zmuszony grać długie piłki, które w środku pola wygrywała Arka.
Początkowe założenia Arki miały na celu zablokowanie Legii i zmuszenie jej wyłącznie do ataku pozycyjnego. Arka oddała inicjatywę i nastawiła się na kontry.
Przykład powyższej analizy mogliśmy zaobserwować choćby w 20 minucie, kiedy sam na sam ze Skabą wyszedł Budziński.
Początkowe założenia taktyczne Legii nie były ukierunkowane w stronę huraganowych ataków. Stołeczni wyszli w ustawieniu 4-2-3-1 z małymi zmianami w stosunku do meczu przeciwko Wiśle. W bramce Skorża postawił na wspomnianego już Skabę. Radović został przesunięty na lewą stronę, a rolę ofensywnego pomocnika zajął Iwański. Na szpicy zagrał Mezenga.


Gra obronna
Trener Pasieka już w poprzednich meczach udowodnił, że potrafi drużynę dobrze poustawiać w defensywie. W Warszawie to się potwierdziło (mimo wyniku!). Do 39 minuty Legia nie przedostawała się łatwo pod pole karne Arki. Praktycznie w ogóle się nie przedostawała. Skuteczna blokada środka do spółki z graniem blisko rywala wydały plon w postaci bezpieczeństwa pod własną bramkę. W I odsłonie Legia oddała tylko 5 strzałów na bramkę przy 10 uderzeniach Arki.
Taki wynik to efekt zbyt mało agresywnej gry stołecznych w defensywie. Dwaj defensywni pomocnicy Vrdoljak i Borysiu byli bierni w odbiorze piłki. Nie pochodzili pod na połowę Arki, by uniemożliwić swobodne rozegrania piłki w momencie założenia pressingu przez zawodników ofensywnych.
Legia w I połowie grała dość wysoko w obronie, co prowokowało Arkę do gry długą, prostopadłą piłką. Niby legioniści wiedzieli o tym doskonale, lecz nie radzili sobie z Mawaye i dopuszczali do groźnych sytuacji. Dlatego możemy ocenić, że to Arka była lepiej poukładana w grze obronnej w I połowie. Goście byli bardziej agresywni, byli cały czas blisko rywali, by nie pozostawiać zawodnikom Legii zbyt dużo miejsca. Legioniści często otrzymując piłkę musieli poczekać i rozejrzeć się po opcjach rozegrania. Granie blisko pozwoliło Arce skutecznie przerywać grę. Jednak gra blisko rywala powodowała dużo przewinień…

Sędzia nie dał pograć
Arbitrem głównym spotkania był Japończyk Masaaki Toma. Sędzia wcześniej prowadził konfrontacje Lecha z Lechią oraz spotkanie Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Teraz przyszło mu poprowadzić starcie Legii z Arką. Wszystko to w ramach wymiany międzynarodowej z krajem kwitnącej wiśni. O ile w tych dwóch pierwszych zawodach był anonimowym aktorem widowisk, o tyle w Warszawie stał się pierwszoplanowym bohaterem i to wcale nie jest komplement.
Japończyk nie pozwolił „pograć”. Odgwizdywał każdy faul, nawet mogąc zastosować przywilej korzyści. W efekcie mieliśmy aż 42 przewinienia. Legii odgwizdano 23. Dla porównania dodajmy, że to o 1/3 więcej niż w najostrzejszym meczu poprzedniej kolejki Premiership pomiędzy Newcaslte i Fulham.
Toma pokazał też 8 żółtych kartek i wyrzucił z boiska Michała Płotkę, ale to nie wszystkie jego przewinienia.

Witkowski show
W 39 minucie „dziwny rzut karny” zrujnował plan taktyczny Arki. Sędzia podyktował go za faul Brumy na Radoviciu. Szkoda tylko, że arbiter wcześniej nie zauważył Serba ciągnącego za koszulkę rywala. „Jedenastka” była mocno naciągana, ale też Vrdoljak nie wykonał go precyzyjnie. Bramkarz Arki Witkowski puścił piłkę pod brzuchem.
Golkiper gości był też negatywną postacią przy kolejnych bramkach Legii. Najpierw dał sobie strzelić gola z bardzo ostrego kąta…właściwie piłkę do bramki wbił sobie sam. Później po rzucie wolnym Kiełbowicza (niezbyt silnym) miał futbolówkę w rękach, ale nie zdołał jej utrzymać i było 3-0 dla Legii. Niezbyt miły jubileusz 100 meczu w Ekstraklasie…

Założenia wtórne
Gol dla Legii w 39 minucie spowodował zmianę taktyki obu zespołów. I tak grająca dotychczas jedynie trzema zawodnikami w ofensywie Arka, musiała się bardziej zaangażować. Poza tym długie, prostopadłe piłki zamieniły się w dośrodkowania ze skrzydeł. Dla zobrazowania zmiany taktyki możemy dodać, że w I połowie Arka miała 5 dośrodkowań. Po przerwie 15. Oczywiście Pasieka nie wyeliminował całkowicie prostopadłych podań z gry swojej drużyny, ale znacznie je ograniczono.
Był to również wynik zmiany taktyki Legii. Od teraz podopieczni Macieja Skorży mieli więcej swobody w rozegraniu. Przekwalifikowali się bardziej na grę z kontry niż atak pozycyjny. Linia obrony już nie wychodziła tak wysoko, ale to miało również swoje negatywne skutki. Pomiędzy 65 a 80 minutą w środku pola Legia miał zbyt dużą dziurę, ze względu właśnie na linię defensywną, która nie przesuwała się do przodu. Legia przerzuciła się na prostopadłe podania do skrzydłowych lub bocznych obrońców, którzy następnie dostarczali piłki w pole karne. Było wiadomo, że drugi gol dla miejscowych jest tylko kwestią czasu. O błędach bramkarz już wspominaliśmy.

Ten mecz z pewnością nie był najlepszą wizytówką naszej Ekstraklasy. Arka zagrała dobrze w obronie, lecz niemal wszystkie 16 strzałów oddała zza pola karnego. Gra z obu stron była chaotyczna, szarpana, nie było w niej płynności, brakowało dobrych okazji do zdobycia gola. Te które padły, były w dużej mierze kwestią przypadku…
Legia tradycyjnie pokonała rywala stałymi fragmentami gry, ale w tym przypadku miała dużo szczęścia i… Witkowskiego.
Gdynianie też mieli na nie pomysł, lecz kiepskie wykonanie. Dobre przygotowanie sfg jest szczególnie ważne dla słabszych drużyn jadących na mecz z potentatami.

Legia wygrała zasłużenie, bo potrafiła wykorzystać słaby punkt Arki – bramkarza. Arka nie potrafiła wygrać, bo nie umiała wykorzystać słabego punktu Legii – bloku defensywnego.

Reklama