Niemcy – Turcja 3:0: patrzmy i uczmy się

O drużyny spośród najlepszych, które równy nacisk kładą na efektowność i na efektywność, coraz trudniej. Jeszcze kilka lat temu piłka była inna, momenty gry otwartej były częstsze, zaś mecze wygrywało się głównie w ataku. Teraz kluczem do triumfów staje się żelazna konsekwencja w defensywie i niejednokrotnie po prostu czekanie na to, aż rywal popełni błąd. Znacznie upraszczając sprawę, większość spotkań fazy pucharowej ostatnich mistrzostw świata, ograniczała się do tego typu zachowań. Dlatego na grę niemieckiej reprezentacji patrzy się z przyjemnością. Bo jest to gra urody niecodziennej, dosłownie i w przenośni.


Bo niby chodzi o to samo – długie momenty niezbyt forsownej gry, w oczekiwaniu na sytuację do szybkiego ataku. Samo przejście jednak do takiego ataku wygląda inaczej niż to, co obserwuje się zazwyczaj na boiskach. Zwykle mamy do czynienia z jednym podaniem, które od razu będzie w jakiś sposób otwierać drogę do bramki. Nasi zachodni sąsiedzi opanowali do perfekcji sztukę rozgrywania kilku takich podań w jednej akcji (0:04).

Khedira zagrywa z głębi pola na urywającego się rywalom Oezila, ten zgrywa w kierunku Kroosa, ale na piłkę (ze środka) nabiega Mueller (nominalny prawy pomocnik) i natychmiast odgrywa z powrotem na wolne pole, gdzie oczywiście po oddaniu piłki już nabiegał Oezil. Szkoda, że ta akcja nie skończyła się golem, bo w co najmniej trzech momentach znamionowała geniusz taktyczny niemieckiego zespołu. Do wypracowania tego typu schematów i świadomości rozgrywania piłki trzeba wielu miesięcy pracy i doskonalenia wypracowanych wzorców. To odróżnia niemiecką reprezentację choćby od polskiej, gdzie Franciszek Smuda ostatnio porzuca kolejne własne pomysły, a reprezentacje młodzieżowe grają systemem zupełnie innym niż reprezentacja seniorska.

Wróćmy jednak do Niemców (0:31). Turcy nie tworzą zapory nie do przejścia w środku pola, toteż korzysta z tego Westermann robiący przewagę. Gdy zbiegają do niego rywale, wycofuje lekko do Lahma, a ten, skoro rywale pilnują atakującego obrońcę, ma mnóstwo czasu i miejsca, by precyzyjnie dośrodkować. Po raz kolejny ze środka wybiega Mueller (przypominam, nominalny prawy pomocnik), a chwile potem po raz kolejny możemy się dziwić, dlaczego chyba najinteligentniej grający napastnik Europy w osobie Klose nigdy nie ocierał się nawet o tytuły najlepszych w swym fachu.


Na to, że kombinowanie z wymiennością pozycji się opłaca, są też inne dowody – jak choćby Oezil zamieniający się miejscami z Podolskim (2:16), czy też kolejny raz Mueller w środku (ale potem, w razie miejsca, schodzący na nominalną pozycję, 3:31). Oczywiście, można pomyśleć, że przy tej ilości miejsca, która zostaje, każdy wybiegałby tylko na wolne pole i szukał okazji na podanie. Tyle, że mi osobiście trudno sobie wyobrazić, jak Peszko płynnie wymienia pozycję z Iwańskim, a z tyłu na ślepo piłkę dogrywa im Żewłakow.

I nie jest to tylko kwestia klasy tych zawodników. Piłkarze Loewa grają od roku 4-2-3-1, od roku dokładnie w ten sam sposób rozgrywają piłkę. Mam tu na myśli ogromną ruchliwość ofensywnego kwartetu, grających wąsko i często zmieniających pozycję bocznych pomocników (schodzący do środka Mueller czy do ataku Podolski), harujących na całej długości boiska defensywnych pomocników oraz niezbyt głęboko grających skrajnych obrońców, jednak w razie potrzeby podążających za akcją. Przed rozpoczęciem meczu można powiedzieć w ciemno, jak nasi zachodni sąsiedzi zagrają. A mimo to ciężko ich zatrzymać. Jak zaś zagra polska reprezentacja, przewidzieć nie sposób. Ba, czasem ciężko to pojąć nawet i po meczu.

A jeszcze kilka lat temu reprezentacja Niemiec grała futbol dramatycznie toporny, odpadała w fazach grupowych Mistrzostw Europy, zaś srebro w Korei i Japonii było podobną sensacją jak obsada meczu o trzecie miejsce. Znaleźli się jednak właściwi ludzie, którzy potrafili wcielić w życie długofalową wizję i ze spokojem czekać na efekty. U nas efektów żąda się natychmiast, dlatego wszystko wskazuje na to, że do Euro 2012 koncepcja jeszcze nie raz ulegnie zmianie, byle zapewnić choć brak kompromitacji. A wystarczyłoby spojrzeć na drugą stronę Odry, jak się powinno budować reprezentację niemal od zera.

PS. Z uwagi na opóźnienia w wykonywaniu analiz, spotkania Polski z USA i Ekwadorem zanalizujemy w jednym tekście.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama