Polska- Australia 1-2: quo vadis?

Można powiedzieć, że graliśmy lepiej. Można powiedzieć, że nie wygraliśmy, bo świetnie zagrał australijski bramkarz. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Australia zagrała lepiej niż Ukraina. Szkoda, że powiedzieć o naszej reprezentacji „grała pomysłowo i niechaotycznie” już nie można.


Polacy zaczęli w ustawieniu bardziej sensownym niż poprzednio. Peszko zagrał bardziej na środku, zamiast Iwańskiego pojawił się Lewandowski, który przejął lewą flankę, na prawej operował Błaszczykowski. Bandrowskiego zastąpił Pietrasiak, domyślnie mając prawdopodobnie wcielić się w rolę destruktora, by Murawski mógł się bardziej skupić na rozegraniu. Dodatkowo początkowe minuty wskazywały na to, że Boenisch i Piszczek będą stale podłączać się pod akcje. W porównaniu z poprzednim spotkaniem- na tym polu wyglądało to na spory krok do przodu.

W porównaniu jednak do początków kadry Smudy-na krok w tył. Brzmi kontrowersyjnie, ale trzymajmy się na chwilę tej tezy. Polacy oddali kilkanaście strzałów na bramkę. To wynik naprawdę budujący. W jakich okolicznościach te strzały były oddawane? Piłkę na skrzydle przejmuje jeden z bocznych pomocników/ obrońców- rozgrywa piłkę blisko linii z partnerem lub mija rywala, czasem nawet dwóch, dośrodkowuje gdzieś w pole karne, a tam jest szansa, że coś się wydarzy. To nie jest wcale wariant trudny. Na skrzydłach jest na tyle miejsca, że np. dynamiczny Błaszczykowki znajdował miejsce by minąć rywali i jeszcze odegrać piłkę. Problem jest taki, że często odgrywać nie było komu, więc odgrywano byle gdzie, „na alibi”. W pierwszej połowie jeszcze to jakoś działało. Australijczycy grali dość szeroko i odległości pomiędzy zawodnikami były spore, Polacy dość umiejętnie się w nie wstrzeliwali. Kiedy jednak gracze z Antypodów zaczęli grać węziej i gospodarze nie mieli już tyle miejsca, by po minięciu rywala nie wpadać od razu na drugiego, zaczęły się schody. Owszem, Australijczykom zdarzało się mnóstwo błędów, których Polacy nie wykorzystali. Ale na Mistrzostwach Europy nie będzie zbyt wielu drużyn, które będą popełniać szkolne błędy. A takie raczej popełniali biało-czerwoni.

W meczach z Serbią i Finlandią Polacy mieli momenty gry naprawdę świetnej. Mnóstwa biegania w ofensywie, szybko krążących piłek i umiejętności radzenia sobie w sytuacji, gry rywal ma dobrze ustawione szeregi defensywne. Czy dziś się to udało? A którą akcję biało-czerwonych w drugiej połowie uznamy za najładniejszą? Ładną wrzutkę z dystansu Boenischa na doskonale wychodzącego Smolarka, czy drugą ładna wrzutkę z dystansu Boenischa na doskonale wychodzącego Smolarka? Najskładniejsza akcja w tym spotkaniu poprzedziła rzut karny dla Australijczyków. Zawodnicy ruszali się głównie bez piłki, a ta krążyła między nimi jak po sznurku. Szukając w polskiej reprezentacji graczy, którzy radzą sobie w grze bez piłki, należałoby się zwrócić w stronę Smolarka, Boenischa, Błaszczykowskiego i Lewandowskiego. Dla równowagi jednak jest na przykład Peszko, który bez piłki nie istnieje i nijak nie pasuje do tego, co wydaje się chciałby grać Smuda. A mimo to w kadrze miejsce ma pewne.

Szczęście mieliśmy wielkie, że Australia w drugiej połowie przestała atakować. Polscy stoperzy stanowią niemałe zagrożenie dla polskiej bramki, po Hiszpanii i Kamerunie w niesławę popadł Glik, teraz wydaje się nastała kolej Żewłakowa. Oba gole dla Australii to nieomal jego autorska robota, na plus należy mu oddać chociaż tyle, że w końcówce, kiedy Smuda zrezygnował z jednego z pomocników, postanowił wziąć udział w rozgrywaniu. Duet defensywnych pomocników miał ogromne problemy z ustawianiem się między obroną a atakiem, efektem czego nie przysługiwał się zbytnio żadnej z tych formacji. W środku zrobiła się spora dziura, zaś Australijczycy grali głównie długie piłki, które przelatywały nad głowami środkowych, którzy ani nie byli w stanie doskoczyć do skutecznego pressingu, ani cofnąć się na tyle, by wspomóc obrońców walczących z adresatami tych podań. Schematy to był prosty, wręczy prymitywny, ale przy takim ustawieniu środka- działał.

Reakcja Smudy była dość niecodzienna. Zdjął Pietrasiaka (bo środek i tak nie istniał) i wprowadził w jego miejsce Smolarka. Przeszliśmy na coś a’la 4-1-3-2 i właśnie tak grając udało się Polakom stworzyć najciekawsze sytuacje, choć w sporej części brały się one ze świetnego zachowania w polu karnym Smolarka. Skuteczność Ebiego była koszmarna, ale przyjemnie było popatrzeć, jak udaje mu się to, co jego partnerom nie udawało się kilkadziesiąt minut- dobrze wyjść na pozycję i swoim ruchem wymusić podanie. Tak to powinno wyglądać od momentu wyprowadzenia piłki z bramki, ale miło, że chociaż zaczęło wychodzić przy ostatnim podaniu.

Ten mecz na wiele pytań nie odpowiedział. Ostatecznie chyba zarzucono 4-3-3 (którym kilka miesięcy temu Smuda zarzekał się grać na Euro), szukamy czegoś bardziej odpowiadającego specyfice polskiego piłkarza, czegoś co odda naszą żywiołowość, chaos, awersję do gry taktycznie poukładanej, a najlepiej jeszcze by było jakby udało się równocześnie wpleść w to Peszkę i Błaszczykowskiego. Nieco okrężną drogą wracamy do tego co zawsze. Ale od tego co zawsze, też nie będzie lepszych wyników.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama