Juventus 3-3 Lech: sokół łotewski

Przed meczem Jacek Zieliński zapowiadał grę o zwycięstwo – i nie pomylił się. Niestety nie pomylili się również ci, którzy od początku sezonu krytykowali graczy za kiepską formę i popełniane błędy.


Poznaniacy wyszli na boisko zmotywowani, jakby zupełnie już zapomnieli o nieudanym ataku na Ligę Mistrzów, tudzież słabej postawie w ekstraklasie. Liczyli na szybkie kontry i się doliczyli – w 13. minucie fantastyczne zagranie Kriwca wykorzystał Peszko, mijając zwodem Melo. Ten postanowił podtrzymać opinię o swojej kiepskiej formie, ciągnącej się za nim jeszcze od mundialu – i faulował Peszkę. Rudnevs spokojnie i pewnie dopełnił formalności z rzutu karnego.

Kwadrans później w potwornym zamieszaniu pod bramką Manningera bierność obrony Juventusu wykorzystał Rudnevs, choć wcześniej sytuację mogło i powinno wykończyć dwóch innych zawodników Lecha. Po kolejnym zamieszaniu (tym razem przy rzucie wolnym) kolejną kiepską interwencją (nie) popisał się Arboleda, który sukcesywnie obniża swoją formę i główka Chelliniego.

W przerwie trener Lecha przytrzymał swoich piłkarzy w szatni. Zagrywka w stylu Mourinho, niestety z efektami a’la Zieliński, bo oto już chwilę po wznowieniu poznaniacy stracili kolejną bramkę. Znowu Chiellini, znowu w okolicy Arboledy. Nowością był fatalny błąd Kotorowskiego. Kolejne dwie bramki, najpierw Del Piero, potem Rudnevsa, padły po znakomitych strzałach z dystansu. Gdzie w tych sytuacjach byli defensorzy obu zespołów – trudno powiedzieć poza tym, że prawdopodobnie na boisku, w dodatku tym samym, co strzelcy goli.

Juventus był dziś drużyną do ogrania. Zresztą nie tylko dziś – Stara Dama od ponad sezonu tkwi w ogromnym dole, a nerwowe ruchy transferowe latem w niczym jej nie pomogły – w dwóch pierwszych meczach Serie A uciułała zaledwie punkt. W meczu z Lechem turyńczycy często atakowali skrzydłami bądź długimi piłkami, co nie dziwi, bo środka pola ten zespół obecnie nie posiada. Najgroźniejsze akcje były zasługą Del Piero. 37-letni zawodnik robił z lechitami co chciał, momentami ogrywając ich jak przedszkolaków. Z podobną łatwością mijał naszych Krasic. Na szczęście dla polskiego zespołu o wiele dokładniejszy był w dryblingu niż w późniejszych dośrodkowaniach.

Systemowi 4-4-2 narzuconemu przez Delneriego trener poznaniaków przeciwstawił swoje ulubione 4-2-3-1. Różnicy w taktyce w stosunku do poprzednich meczów nie było, zaszła natomiast spora zmiana w jakości gry. Lech miał na ową grę i ochotę, i pomysł. Pomysłem tym była nieustępliwość, pressing i czyhanie na kontry. Na tle kiepsko grającego, ale zmuszonego do atakowania (w końcu grali u siebie) Juventusu taktyka ta zaprezentowała się bardzo dobrze.

Wszystkie bramki padły po indywidualnych błędach i/lub zastanawiającej bierności piłkarzy. Gracze Starej Damy chwilami wydawali się mocno rozkojarzeni, co było widoczne zwłaszcza przy drugiej bramce. Z kolei piłkarze mistrza Polski nie wiedzą, że przy dośrodkowaniach z rzutów rożnych trzeba skakać do główki. Nasi zawodnicy wolą wprowadzać w życie nową ideę – stanie do główki. Śmiem wątpić, czy ta nowinka taktyczna się przyjmie.

W końcówce meczu Kolejorz przeszedł na ustawienie z trójką napastników. Całkiem podobne do tego forsowanego do niedawna przez Franciszka Smudę. O dziwo, nie powiało 0-6 z Hiszpanią, zapachniało za to groźnymi akcjami. Jeszcze raz uaktywnił się Rudnevs – najpierw groźnie główkując, następnie strzelając pięknego gola z dystansu. Przy okazji świetnego występu Łotysza powraca pytanie: czemu kupiono Łotysza dopiero na Ligę Europejską?

Warto wspomnieć jeszcze o Stiliciu. To obecnie piłkarz-kuriozum. Biega (truchtem) w zasadzie jedynie wtedy, gdy ma piłkę. Co taki zawodnik robi w pierwszym składzie zespołu grającego w europejskich pucharach? Jak tłumaczy trener Zieliński, warto trzymać go na murawie, bo zawsze może się popisać kapitalnym podaniem. To dobra wiadomość dla wszystkich kiepsko grających piłkarzy – każdy z nich ma szansę na angaż i regularne występy w Lechu.

Pierwszy mecz w Lidze Europejskiej zakończył się dla Lecha szczęśliwie, choć mógł jeszcze lepiej. Do tego zabrakło jednak koncentracji u poszczególnych graczy i, o dziwo, niewiele więcej. Eliminując indywidualne błędy Kolejorz ma szansę przekładać dobrą grę na (bardziej okazałe) wyniki. Oczywiście przy założeniu, że na każde spotkanie zawodnicy będą wychodzili z podobną pasją i zaangażowaniem, jak dziś.

Daniel Markiewicz

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama