Francja- Białoruś 0-1: głową w mur

Są takie dni, kiedy nic się nie udaje. Podania nie dochodzą do partnerów, strzały mijają bramkę w bezpiecznej odległości, a rywalowi nie chodzi o to, by dobrze się bawić na boisku, tylko o to, żeby utrudnić życie przy rozegraniu futbolówki. Francuzi przez 90 minut próbowali znaleźć sposób na sprawnie grającą defensywę białoruską. Próbowali wszystkiego co mogli. Niestety dla nich, po nieudanych mistrzostwach świata, nadal nie mogli za wiele.


Początek był obiecujący, zaczęli Francuzi z furią, zaś zepchnięci do defensywy Białorusini mieli problem z opuszczeniem okolic pola karnego. Szybkie akcje z wykorzystaniem dublowania skrzydeł przez bocznych obrońców sprawiały, że Trójkolorowi dość łatwo przemieszczali się pod pole karne rywala. Potem jednak brakowało już pomysłu na rozegranie. Piłka wędrowała w szesnastkę, ale już raczej na ślepo, brakowało kogoś, kto mógł wykończyć akcję. Ten napór trwał jednak raptem kilkanaście minut, po tym czasie Białorusini opanowali nieco sytuację i choć nie byli w stanie pozwolić sobie na zbyt wiele w strefie obronnej rywala, starali się możliwie długo przetrzymywać piłkę.

W ten sposób wprawdzie ciężko przychodziło zdobywanie przestrzeni na boisku, ale w miarę powolnego przesuwania całych formacji udawało się przenieść ciężar gry na połowę Francuzów. Niekoniecznie udawało się w ten sposób skonstruować zagrożenie, ale: po pierwsze- przy relatywnie dużej liczbie graczy w okolicy futbolówki można było dłużej ją utrzymać, wymieniając ją między sobą, po drugie- strata w dalszej odległości od bramki nie rodziła tak negatywnych konsekwencji i po trzecie- nawet w sytuacji straty, znaczna większość drużyny znajdowała się przed linią piłki, co uniemożliwiało Francuzom przeprowadzenie szybkiej kontry.

Z biegiem czasu ataki Francuzów stawały się coraz bardziej chaotyczne. Trójkolorowi bez większych kłopotów dochodzili na czterdziesty metr, by potem nie wiedzieć jak obejść białoruskie zasieki. Próbowali podaniami, maksymalnie rozciągając grę, ale czyniąc to na tyle wolno (z krótką przerwą na początek drugiej połowy), że Białorusini spokojnie nadążali z podwajaniem krycia i w większości sytuacji zażegnywali niebezpieczeństwo. Wyjątkiem od tych sytuacji były stałe fragmenty gry, kiedy to Francuzom udawało się zgubić krycie i dojść do sytuacji strzeleckich, w komplecie jednak zmarnowanych.

Gdy wszelkie sposoby rozegrania zawiodły, poszczególni zawodnicy starali się wziąć ciężar gry na siebie i solowymi akcjami przedrzeć się przez gąszcz nóg rywali. Entuzjazm opadał jednak wraz z biegiem spotkania. Jeszcze w pierwszej połowie Malouda był w stanie znaleźć lukę między trzema rywalami i wykorzystać ją do oddania groźnego strzału, ale już w drugiej, przy szybkiej kontrze po profesorsku zatrzymał go Martynowicz. I gdy tak kolejne ataki Francuzom nie wychodziły, piłkę w okolicach szesnastki Trójkolorowych otrzymał Aleksandr Gleb. Kiedy się wydawało, że nic się z tej akcji już nie da zrobić, zaczął przeć z piłką do przodu i ku zdziwieniu wszystkich, a najbardziej chyba francuskich obrońców znalazł się trzy metry od bramki, dostrzegł lepiej ustawionego Kisljaka, który spokojnie pokonał Llorisa.

Co stało się potem? Ano wróciliśmy do tego co było, Białorusi zupełnie przestali myśleć o ataku, cofnęli się zupełnie pod własną bramkę, zaś Francuzi bez wyraźnego pomysłu próbowali ominąć linie defensywne gości. W całym meczu udało się to jednak raptem kilkukrotnie, głównie w momentach, kiedy Francuzi prezentowali się najbardziej dynamicznie (początki obu połów), a końcowe minuty zupełnie się to tych chwil nie zaliczały. Wyrównanie było jednak blisko- ponownie obrona pogubiła się przy kryciu przy stałym fragmencie gry, jednak Gameiro minimalnie przestrzelił.

We francuskim składzie trudno znaleźć teraz kogoś, kto byłby w stanie w pojedynkę wygrywać mecze. Ciężar próbował brać Malouda, ale zupełnie bez powodzenia. Mimo tych braków kadrowych Francuzi starali się jednak grać jak zawsze- szybko, ładnie, efektownie. Tak się jednak grać nie da, mając do dyspozycji piłkarzy, których od tych sprzed kilku lat dzieli bardzo dużo, a piłka zmieniła się na tyle, że przeszkadzanie w rozegraniu urosło do rangi sztuki. Trudno jednak uwierzyć, że nie dostrzeże tego Laurent Blanc, dlatego w następnych meczach powinno być już tylko lepiej.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

  • Anonymous

    Ciężko pisać o francuskiej taktyce, bo widać ją było tylko przez kilkanaście minut. Na początku rzeczywiście ładnie podwajali skrzydła, ale brakowało wykończenia. Dalej były indywidualne pomysły piłkarzy. Mimo to sądzę, że Blanc nie powinien myśleć o taktyce, ale o mentalności swoich piłkarzy. Bez względu na na taktykę, czy jej brak, gdyby naprawdę chcieli wygraliby mecz bez problemu. Natomiast Białoruś… Czy Smuda oglądał ten mecz? Tak powinna grać Polska. Pressing, asekuracja, kontry – do tego nie trzeba wirtuozów. Taktykę mieli dobraną do umiejętności, co widać było w dobrej organizacji gry.

Reklama