Polska- Kamerun 0-3: róbmy swoje

Jeszcze jakiś czas temu Franciszek Smuda zapowiadał, że do Euro 2012 będzie się trzymać ustawienia 4-3-3. Klęska w spotkaniu z Hiszpanią sprawiła, że delikatnie zaczął od tego pomysłu uciekać, przechodząc nieśmiało w ustawienie z dwójką napastników. Czemu to miało służyć trudno jednoznacznie powiedzieć. Wprawdzie nadal rotacja na pozycjach ofensywnych utrzymywała się na dobrym poziomie, ale miejsca dla dwóch środkowych napastników w tym zespole nie ma.


Tymczasem rozpoczęliśmy z Brożkiem i Lewandowskim, bez wyraźnego podziału, który operuje bliżej bramki. Teoretycznie pewnie miał to być ten pierwszy, ale obaj starali się schodzić do tyłu i brać udział w rozegraniu. Łącznikiem miedzy 4-3-3 a 4-4-2 był wysoko grający na prawym skrzydle Błaszczykowski. Na drugim Obraniak szukał gry nieco głębszej i częściej próbował schodzić do środka. Nawet w sytuacji, kiedy zamieniali się stronami, nadal tym bardziej usposobionym ofensywnie był gracz Borussii.

Głównym reżyserem gry został Murawski. Słusznie Smuda widzi go w tej roli, to jeden z niewielu graczy, który potrafi dobrze oszacować sytuację i wie, kiedy należy akcję przyspieszyć, a kiedy zatrzymać się z piłką i odegrać w poprzek boiska, albo do najbliżej ustawionego partnera. W dodatku notuje niewiele strat, jest też kompetentny w defensywie. Dudka zaś ma problemy z ustawianiem się na boisku i choć jako pomocnik również jest dość uniwersalny, nie wydaje się być na chwilę obecną zawodnikiem zasługującym na pierwszy skład reprezentacji. Katastrofalnie za to wyglądała sytuacja w obronie. Każdy z defensorów ma na sumieniu po kilka indywidualnych błędów. Z asekuracją również nie było najlepiej, wielokrotnie dochodziło do momentów, kiedy obrońcy zostawali w sytuacjach jeden na jednego i pojedynki z szybkimi i zwrotnymi Kameruńczykami przegrywali.

Mimo lekkiego liftingu systemu gry, to spotkanie nie pokazało niczego nowego. Nadal Polacy radzą sobie przyzwoicie z konstruowaniem akcji (co niebywałe do tej pory, wychodzą nawet elementy ataku pozycyjnego), wszystko jednak działa poprawnie do momentu, kiedy trzeba oddać strzał lub zagrać ostatnie podanie. W starciu z rywalem klasy Kamerunu czy Serbii Polacy ze względną łatwością podchodzą w okolice pola karnego, jednak nie mają pomysłu na wykończenie akcji. Mimo wszystko dwukrotnie udało się dojść do dobrych sytuacji (Lewandowski), a po strzale z drugiej linii (Murawski) piłka zatrzymała się na poprzeczce. Futbolówka przemieszcza się w ofensywie szybko, gracze wykazują się ruchliwością i są w stanie przez pewien czas wytrzymywać tempo, które taka gra narzuca. Problem jest jednak z utrzymaniem takiej gry przez całe spotkanie. To samo przerabialiśmy w spotkaniu z Serbią, kiedy od około 60. minuty gra w ofensywie przestała się kleić i zaczęła się indywidualna szarpanina.

Niepokoi trochę, że Polacy zaczynali momentami przenosić ciężar gry blisko linii autowej (zwłaszcza prawa strona), co utrudniało rozegranie. Błaszczykowski wprawdzie starał się schodzić dalej od linii, by otrzymywać podania bardziej w okolicach pola karnego i nie musieć mijać rywali bez możliwości rozpędzenia się, ale sytuacje, kiedy operował blisko linii, a po wewnętrznej mijał go Kowalczyk do rzadkości nie należały. Nie kłuło to jednak w oczy, bo gracz Dynama Moskwa podłączał się do tych akcji w sposób, jaki należało, niejako wchodząc w rolę skrzydłowego, odciążając Błaszczykowskiego, kiedy ten był spychany w kierunku linii. Jeden z jego rajdów zakończył się ładną kombinacją z zawodnikiem z Dortmundu, co przełożyło się na niezłą sytuację dla polskiego zespołu. Szkoda, że w defensywie były zawodnik Bełchatowa radził sobie tylko nieznacznie lepiej niż zastąpiony przez niego Wojtkowiak.

Wynik przebieg gry oddaje połowicznie. Odcisnęła się na nim przede wszystkim fatalna postawa w defensywie. Na chwilę obecną nie jest problemem, że nie strzelamy goli, gra wygląda w ten sposób, że to prędzej czy później przyjdzie, tym bardziej, że prawdopodobnie z każdym kolejnym spotkaniem będzie to wyglądać jeszcze lepiej. Oby podobnie było z grą z tyłu, bo na chwilę obecną wygląda to bardzo źle. Z podstawowej czwórki przyzwoicie zagrał tylko Sadlok, nomen omen na swojej nienominalnej pozycji. Do Euro zostały niecałe dwa lata, Franciszek Smuda będzie musiał rozstrzygnąć, czy Żewłakow odzyska jeszcze formę, a Glik rozwinie się na tyle, żeby móc powstrzymać najlepszych piłkarzy na kontynencie. Bo jeśli nie, trzeba będzie szukać innych rozwiązań. Byle z głową i spokojem. Po kilku słabych wynikach można się spodziewać wybuchu ogólnonarodowej histerii. A na wszystko trzeba czasu. Przypomnijmy sobie jak ta drużyna grała rok temu. Prawda, że jest lepiej?

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama