Lech- Sparta 0-1: Teraz Polska

W pięciu meczach tego sezonu Lech zdobył jednego gola. Obserwując dzisiejsze próby rozprowadzenia akcji przez poznaniaków, można to uznać za niezły wynik. Kolejorz zagrał futbol typowo polski, z marną organizacją gry, oparty na indywidualnych popisach. To świetnie się sprawdzało, gdy krajowe zespoły rywalizowały ze słabszymi drużynami. Problem w tym, że tych słabszych jest niewielu.


Taktyka Lecha na to spotkanie zawierała w sobie sporą dawkę komizmu. Bo jak nie wpaść w wesołość widząc n-ty rajd Peszki skrzydłem, zakończony tuż przy linii końcowej nieudaną wrzutką. Nieudaną, bo posyłaną bez zerknięcia w pole karne, w sytuacji gdy przewaga rywala w obrębie jedenastki była pięciokrotna. Pomocnika Lecha trzeba jednak podziwiać za upór i pasję. Mimo fiaska kolejnych prób brnął w to dalej. Trener nie reagował.

Średnio reagowali też partnerzy, bo do potencjalnych wrzutek Peszki czy Wilka nie wbiegali w pole karne. W jego okolicach operował tylko Wichniarek, ale nie mogąc liczyć na podania sam zbiegał bardziej do boku i środka. Za akcją zwykle nie przesuwali się jednak defensywni pomocnicy, co powodowało niedobory liczebne przy rozegraniu i uniemożliwiało rozprowadzenie szybkiej akcji. Ponieważ mozolne rozgrywanie efektów przynieść nie mogło, a organizacja gry leży, trzeba było zdecydować się na szybkie ataki bez użycia taktyki. Procedura ich kreowania została opisana w poprzednim akapicie.

Gdy trójka ofensywnych pomocników grała swego czasu bliżej siebie, zawiązywanie akcji wychodziło Lechowi dużo lepiej. Nie wiedzieć by czemu Jacek Zieliński preferuje teraz grę z szerokimi skrzydłami. Odległości między zawodnikami są za duże i środkowy ofensywny nie zawsze zdąża do skrzydłowych, żeby pomóc przy rozegraniu ataku. Dodatkowo pod nieobecność Bandrowskiego, żaden z defensywnych pomocników nie ma nawyku pójścia do przodu i załatania sporej dziury między defensywą i ofensywą. Pomijając już fakt, jak wielkie to ułatwienie w ataku, to i w destrukcji można na tym skorzystać, gdyż z miejsca zawęża się rywalowi pole do rozegrania.

Ale kto by tam myślał o grze środkiem. Na skrzydłach jest tyle miejsca! Grajmy szerzej! To nic, że pole do rozegrania zmniejsza się o połowę, bo z jednej strony jest aut. To nic, że łatwiej podwoić krycie, bo nie trzeba blokować ze wszystkich stron. To nic, że spod końcowej linii trudno o precyzję w dośrodkowaniu. Coś trzeba robić przez 90 minut, a to nie wymaga wielkiej filozofii i przygotowań. Wystarczy biec przed siebie. Po roku w Lechu nie zostało nic ze sprawnie poukładanej piłki Smudy. Jutro się ostatecznie przekonamy, czy Henrykowi Kasperczakowi uda się powtórzyć demontażowy wyczyn Jacka Zielińskiego w sześć miesięcy.

A prażanie byli jak najbardziej do pokonania. Wystarczyłaby drużyna pokroju Lecha z jakimkolwiek pomysłem na grę. Na chwilę obecną takowego nie widać. Ale jeszcze gorsze może być to, że to co pokazuje Lech, może na dniach wystarczyć do kompletu punktów w pierwszych kilku ligowych kolejkach.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama