Karabach- Wisła 3-2: Kasperczak zrobił swoje

Opisanie taktyki Wisły w tym spotkaniu jest trudne. Szczerze mówiąc, przekracza prawdopodobnie możliwości niżej podpisanego. Bo ciężko pisać o czymś, czego nie ma. Ale skoro już zaczęliśmy, spróbujmy.


Krakowianie rozpoczęli w czymś a’la 4-4-2-0. Ustawienia z dwójką cofniętych napastników w polskim futbolu praktykowane jeszcze nie było, ale przecież kiedyś trzeba było zaeksperymentować. Dwójka stoperów grała dość wysoko, często próbując łapać na spalone. Ciekawostką było ustawienie duetu libero na skrzydłach, co doskonale uniemożliwiało stoperom zastawienie pułapek ofsajdowych, a przy okazji ułatwiało dogrania na wolne pole. Fascynował również manewr podwajania krycia na radar- defensorzy stali obok siebie, w bezpiecznej odległości od (nie)pilnowanego rywala, który nie miał problemu z precyzyjnym dogrywaniem, tudzież oddawaniem trudnych strzałów.

Henryk Kasperczak zestawił jedenastkę bardzo odważnie. Obaj stoperzy umiejętnościami nie grzeszą, ale do ich asekuracji przewidziano tylko jednego defensywnego pomocnika. Na przedpolu robiło się mnóstwo miejsca na rozegranie. Na skrzydłach zresztą podobnie, bo z prawej strony nawet kiedy wracał Małecki, to Cikosz krył na dwumetrowy radar i nie interweniował, zaś na drugiej flance Paljić się nie wracał (trudno go winić, to miał być cofnięty napastnik), a Brożek nie krył w ogóle. Wielka dziura z tyłu została nieco zalatana zmianą Jirsaka na Wilka, ale trudno powiedzieć, czy było to spowodowane próbą skorygowania (stworzenia) taktyki, czy faktem, że obecność czeskiego środkowego była trudna do zauważenia.

Ofensywa polegała głównie na rozegraniu na skrzydle, tam celem była albo wrzutka do rywala albo drybling w sytuacji, gdy Azerowie (w odróżnieniu od Wiślaków) potrafili podwajać krycie. Symptomatyczny był moment, kiedy Żurawski stał przez minutę przy linii autowej, czterokrotnie dośrodkowywał i ani razu piłka nie dotarła do adresata, bo przewaga rywala w liczbie i wzroście była przygniatająca. Tym niemniej Wiślacy grali swoje- piłka na skrzydło i wrzutka. Nie było to jeszcze całkiem bez sensu. Najciekawszym sposobem rozprowadzenia futbolówki było przekroczenie z piłką linii boiska i długie dośrodkowanie w okolice pola karnego, nie będąc atakowanym. Prawdopodobieństwo straty było dziewięćdziesięcioprocenttowe.

Aż przypomniał się dwumecz z Vitorią Guimaraes. Grająca bez stylu Wisła po dwóch słabiutkich meczach żegna się z pucharami. Kasperczak zrobił nie to, co do niego należało, ale to, czego się można było spodziewać. A skoro zrobił swoje, może odejść.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama