Inter- Atletico 0-2: żeby wygrać trzeba grać

Kontrola każdego metra kwadratowego pola gry, mordercza walka do upadłego, dziesiątki wspaniałych pomysłów na rozprowadzenie akcji, Tych i innych atrybutów udanego widowiska w spotkaniu o Superpuchar Europy dość odczuwalnie zabrakło.


Na boisku w Monaco oglądaliśmy dwie drużyny, które nie chciały bramki stracić, ale tylko jedną, która chciała ją strzelić. Choinka Rafaela Beniteza okazała się być zaskakująco płaska i choć odległości między formacjami były bardzo małe, to jednak nie przesuwały się one płynnie razem z piłką. Quique Sánchez Flores postawił na bardziej ofensywne 4-1-3-2, ze sporą jednak dawką asekuracji polegającej na tym, że ofensywni pomocnicy w sytuacji straty piłki cofali się bardzo głęboko. Z tyłu oba zespoły prezentowały się poprawnie, ustawiając swe zasieki w pierwszej chwili możliwie wąsko, a dopiero, gdy sytuacja w środku pola wydawała się opanowana- najbardziej skrajnie umiejscowieni defensorzy przesuwali się ku skrzydłom, gdzie zazwyczaj prowadzone były akcje. Rezultatem takiego zachowania była spora liczba dośrodkowań, które jednak w związku ze znaczną przewagą broniących były bez większego problemu przechwytywane.

Ten schemat w defensywie zawiódł dwukrotnie, kiedy po wrzutkach ze stałych fragmentów gry, w kryciu pogubili się zawodnicy Atletico, na szczęście dla nich- bez konsekwencji. Samo przenoszenie ciężaru gry na skrzydła wydawało się uzasadnione pod tym względem, że w środkowej części panował duży ścisk i jedynie na flankach można było dać upust fantazji i technice (Atletico), bądź próbować wymieniać krótkie podania (Inter). O ile jednak w przypadku piłkarzy z Madrytu przynosiło to jakieś efekty, tak Włosi atakowali powoli, mozolnie, bez odrobiny przekonania, nie dając oznak ruchliwości.

Na tym tle Atletico prezentowało ciekawą piłkę. Ogromna dynamika i pracowitość w grze bez piłki ze strony Forlana i Aguero sprawiały, że ich partnerzy z środkowej linii mieli znacznie większe pole manewru przy rozegraniu. Zresztą i oni starali się możliwie dużo przemieszczać w strefie pomocy, tak, aby podania ze strony defensorów były łatwiejsze do wykonania. Przy całkiem sprawnym regulowaniu tempa gry i dobrych decyzjach podejmowanych przez kreujących grę zawodników, kolejne zagrożenia dla bramki Interu stawały się kwestią czasu.

Piłkarze z Mediolanu bronili się jednak całkiem mądrze, spokojnie pozwalając Hiszpanom wyszumieć się w bezpiecznej odległości, zaś w sytuacji kiedy piłka docierała w pobliże strefy zagrożenia, reagując bezbłędnie. Madrytczycy dostrzegając to, zaczęli mniej rozgrywać futbolówkę skrzydłami, zaczęli grać węziej, zaś szeroko schodzących pomocników lub wbiegających bocznych obrońców momentami używali tylko i wyłącznie po to, by rozciągnąć defensywne szyki Interu.

Tego ostatniego patentu próbowali też Włosi, ale czynili to na tyle niemrawo i opieszale, że gracze Atletico mieli czas, by spokojnie wrócić za akcją i spokojnie mieć wystarczające siły, by pokryć całą szerokość boiska. W sytuacji zaś, gdy Włosi próbowali szybkiej szarży skrzydłem, za nacierającym zawodnikiem znacznie prędzej nadążali rywale do podwojenia niż koledzy ze wsparciem.

Rozstrzygnięcie przyszło w stylu, którego należało się spodziewać. Żeby padła bramka, ktoś musi próbować ją strzelić. Gracze Atletico przedarli się w okolice pola karnego i przy dość pasywnej postawie obrońców Interu zdołali szybko wymienić między sobą piłkę, po czym przy odrobinie szczęścia i wygranym pojedynku jeden na jeden piłkę do siatki skierował Reyes. Interu nie pchnęło to jednak do jakiegoś szaleńczego ataku, Rafa Benitez zaś miast wdrażać zmiany, poczyniał kolejne notatki. Roszady ograniczały się do personaliów, zmian zaś w zamyśle prowadzenia piłki nie stwierdzono, Może poza tą, że większy nacisk położono na indywidualne próby przedarcia się z piłką pod pole karne, ponownie jednak przeprowadzane przy nikłym wsparciu partnerów i dobrej asekuracji obrońców. Grający swoje zespół Atletico wykorzystał zaś po raz kolejny dynamikę swoich atakujących, gracze Interu jeszcze raz dopuścili w polu karnym do powstania sytuacji jeden na jednego, gdzie lepszy okazał się Simao, zaś brak jakiejkolwiek asekuracji wykorzystał Aguero. Wcześniej kilkukrotnie w podobnych okolicznościach bramka Julio Cesara znajdowała się w zagrożeniu. Składniejsza akcja Interu przyszła dopiero tuż przed końcem, kiedy po szybkiej akcji na skrzydle dobrze w pole karne wbiegał wprowadzony wcześniej Pandev. Przyniosło to karnego, który ostatecznie losów spotkania nie zmienił.

Miłośników szybkiej i odważnej piłki triumf Atletico może cieszyć. Zwykle jednak wygrywa zimna i wyrachowana futbolowa kalkulacja. Tym razem jednak Włochom zabrakło konsekwencji, płynnie rozprowadzający piłkę i ruchliwi ofensywni gracze Atletico świetnie to wykorzystali. Trudno powiedzieć, jak rozwinie się gra Interu pod wodzą Beniteza. Na razie nie widać nawet fundamentów zespołu, zaś rozegranie piłki toczyło się w sposób raczej przypadkowy. Nie miało to nic wspólnego z drużyną, która jeszcze kilka miesięcy temu umiejętnie kontrolowała tempo, wiedząc doskonale kiedy grę „zabić”, a kiedy przyspieszyć dwoma- trzema podaniami otwierającymi drogę do bramki. Transformacja systemu Mourinho na system Beniteza będzie musiała z pewnością potrwać, więc początek sezonu może być dla graczy z Mediolanu okresem przejściowym, z którego dopiero zacznie się wyłaniać wizja byłego szkoleniowca Liverpoolu. Bo musi być ona dalej idąca niż dzisiejszy nieefektowny i nieefektywny futbol.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama