Sparta- Lech 1-0: jeden wielki Azerbejdżan

Miesiąc oglądania Mistrzostw Świata zrobił swoje. Po podziwianiu taktyki na najwyższym poziomie trudno dopatrywać się pozytywów patrząc na występy polskich drużyn w europejskich pucharach. Dzisiejszy mecz Lecha również nie porwał, nie różnił się wiele od zeszłotygodniowego spotkania z Interem Baku. Rywal nie był bardziej wymagający, przebieg meczu podobny, zaś bramka mogła paść po każdej ze stron. Z punktu widzenia polskich kibiców, padła nie po tej stronie, co trzeba.


Lech wyeliminował Azerów, więc Jacek Żieliński uznał, że zwycięskiej taktyki się nie zmienia. Jedyną zmianą personalną było zastąpienie katastrofalnie grającego Djurdjevicia debiutującym Drygasem. Wielkich zmian to nie przyniosło, nadal defensywna pomoc Lecha nie stanowiła solidnej zapory, nie zawężała pola gry, zaś większość odbiorów piłkarze Lecha dokonywali dopiero tuż przed polem karnym. Pocieszające było to, że poprawnie ustawiała się dwójka stoperów, co sprawiało, że rywale nie mieli klarownych sytuacji bramkowych. Przynajmniej do momentu straty bramki, gdy piłka bez trudu była przemieszczana w okolice pola karnego Lecha.

Poznaniacy atakowali w stylu typowo polskim. Albo się uda rozprowadzić szybką akcję, albo nie uda się nic. W wielu momentach Lecha dopadał Syndrom Śląska Wrocław, bo atak prowadziło czterech graczy, zaś i boczni obrońcy i defensywni pomocnicy przyglądali się całej sytuacji z bezpiecznej odległości. Wobec tego jedyną szansą były indywidualne umiejętności Kriwca i Peszki, ale rywale szybko się zorientowali, co poznaniacy zamierzają i mocno zagęścili krycie w bocznych sektorach boiska. Nie pomogły nawet próby zamieniania skrzydłowych stronami, mimo tego chytrego manewru prażanie nie stracili głowy i tylko nieliczne akcje przynosiły efekt w postaci dośrodkowań. Większość jednak dośrodkowań było spóźnionych lub kierowanych do nikogo, na aferę. Symptomatyczna była sytuacja, po której Lech zdobył nieuznaną bramkę. Kriwiec długo się męczył, nie mogąc dośrodkować, nagle zrobiło się zaskakująco łatwo, więc poszła wrzutka, tyle, że ani Białorusin ani adresaci podania nie zorientowali się, że rywale wybiegli, zastawiając pułapkę ofsajdową. Dziwił brak jakiejkolwiek reakcji ze strony Jacka Zielińskiego, zarówno w przygotowaniu taktycznym do tego meczu, jak i w jego trakcie. Na dobrą sprawę szansą Lecha były tylko rzuty rożne, zawodnicy z Pragi dwukrotnie dość mocno pogubili krycie, w pierwszej z tych sytuacji Arboleda był blisko zamienienia pomyłki prażan na bramkę.

Co będzie w rewanżu? Prawdopodobnie to samo. Przeciętne widowisko, pełne obopólnej niemocy, prawdopodobnie z bramką dla którejś stron. Której trudno powiedzieć. W meczu z Interem obie drużyny mogły strzelić gola, padło na Azerów, tu było podobnie, padło na Czechów. Może tym razem padnie na Polaków. Tyle, że i Sparta i Lech prezentują się marnie, nie dziwi więc sytuacja, w której drużyny awansujące do fazy grupowej z drabinki mistrzowskiej dostają od rywali w rozgrywkach zasadniczych tęgie baty. Ta przepaść wydaje się być coraz większa.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama