Lech- Inter Baku 0-1: jak równi z Interem

Blisko dekadę temu Wisła Kraków toczyła wyrównane boje z Interem. Dziś wyrównane boje z Interem toczy poznański Lech. Zmieniły się Intery, zmienił się też etap, na którym polskie drużyny walczą jak równy z równym. Czy my gramy gorzej? Nie, mnie więcej tak samo. To inni dowiedzieli się na czym futbol polega. My tej wiedzy przez ostatnią dekadę raczej nie zgłębiliśmy.


Co można zarzucić grze Lecha? 4-23-1 wydaje się rozsądne, ale kreskę pomiędzy dwójką i trójką należałoby pogrubić. Wyraźny rozdział na pomocników ofensywnych i defensywnych fatalnie odbija się na płynności gry. Między formacjami zdarzają się dziury, w które łatwo się wstrzelić i zyskać sporo przestrzeni. Boczni obrońcy wprawdzie starają się podłączać pod akcje, ale niekoniecznie następuje asekuracja ze strony defensywnych pomocników, którzy skupiają się raczej na ryglowaniu środka pola niż domykaniu krycia na flankach. Dochodzi tu też problem z aspektem personalnym, czwórka defensorów nieźle czyta grę, mocno stoi na nogach i sprawnie radzi sobie w sytuacjach jeden na jeden, ale w momentach, kiedy ma naprzeciwko siebie szybko rozgrywany atak, potrafi się ewidentnie pogubić. Poza pierwszymi piętnastoma minutami marniutko wyglądał pressing. Bardziej przypominało to raczej atak szarańczy- zawodnicy Lecha bezładnie rzucali się na rywali, często omijając któregoś z nich. Efekt- gdy piłka dotarła do nieobstawionego gracza, mógł on spokojnie pokonać z piłką kilkadziesiąt metrów, zostawiając dwóch- trzech Lechitów poza linią futbolówki.

Myślą przewodnią ataku zdawało się zostawienie spraw własnemu biegowi. Mając w składzie Kriwca, Stilicia i Peszkę można było oczekiwać, że mecz z Azerami wygra się tylko i wyłącznie dzięki ich umiejętnościom. Tak nie było, Kriwiec miał fatalny dzień, Peszko niepotrzebnie wikłał się w dryblingi i nabiera dziwnej maniery przekonania o konieczności dobiegnięcia do linii końcowej boiska i dopiero wtedy oddania futbolówki. Z całej trójki w miarę przyzwoicie prezentował się jedynie Stilić, który błysnął kilkoma pomysłowymi zagraniami.

Problem w rozgrywaniu akcji leżał w dużej mierze w upartym dążeniu do koronkowego rozprowadzenia piłki. Momentami miało się wrażenie, że poznaniacy operują dwoma rodzajami podań: krótkimi i beznadziejnymi. Zawodnicy Lecha rozgrywali piłkę bardzo długo, dając czas na ustawienie szyków obronnych. Ale: chwilami, kiedy było dużo miejsca na szybki przerzut, piłkarze Kolejorza starali się raczej zdobywać teren z piłką przy nodze. Szybko jednak można było się przekonać dlaczego- długie podanie w większości przypadków było równoznaczne ze stratą.

Na osłodę pozostaje doskonały występ Wichniarka. Był bardzo ruchliwy, kreatywny i świetnie czytał grę. Znamienne było to, że jako jedyny miał pomysł, co zrobić z piłką, zanim ta jeszcze do niego dotarła. Z tego brały się świetne i nieschematyczne dogrania. Kiedy nie otrzymywał futbolówki, cofał się głęboko w pole lub zbiegał szeroko na skrzydło. Lata doświadczeń w Bundeslidze procentują, boiskową inteligencją były gracz Herthy przewyższał kolegów o głowę. Dużym błędem było ściąganie go z boiska, nawet jeśli był nieprzygotowany do gry na 90 minut, był dziś dla Lecha bezcenny.

Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni. Wyżej wymienione elementy w połączeniu z przyzwoicie poukładaną drużyną w roli rywala doprowadziły do horroru, który dziś podziwialiśmy. Jak będzie ze Spartą? Prażanie zagrają równie kompetentnie i składnie co Azerowie, ale wykonawcy będą o dwie klasy lepsi. Wprawdzie jest nadzieja że skład Lecha będzie silniejszy, ale problemem nie są wykonawcy. Oni jak na polskie warunki są doskonali. Ale jeśli idzie o organizację gry, jest wiele do poprawienia. Bo pomysł na grę jest niezły. Jak na polskie warunki.

Andrzej Gomołysek
Z jego frustracji, że nikt w tym kraju nie potrafi napisać kilku merytorycznych zdań o piłce, zrodziła się strona, którą czytasz. Tak długo jak dziennikarzył, nienawidzili go trenerzy i piłkarze, tak długo jak dziennikarzył, nienawidził siebie, że musi zadawać banalne pytania, żeby usłyszeć banalne odpowiedzi. Po przejściu na drugą stronę barykady scoutował dla klubów w połowie krajów Europy. Jeśli przypadkiem miałeś okazję w jakimś pracować, możliwe, że rozpracowywał Ci przeciwnika.

Reklama